Chińczyk Zhongyan Ning sięgnął po złoto w łyżwiarskim biegu na 1500 metrów podczas zimowych igrzysk olimpijskich w Mediolanie. Reprezentant Polski Władimir Semirunnij uplasował się na dziesiątej pozycji, a rywalizacja obfitowała w emocje i niespodzianki - faworyt Jordan Stolz musiał zadowolić się srebrnym medalem, a podium uzupełnił Holender Kjeld Nuis.
- Zhongyan Ning z Chin zdobył złoty medal olimpijski w łyżwiarskim biegu na 1500 m.
- Reprezentant Polski Władimir Semirunnij zajął 10. miejsce, tracąc do zwycięzcy 3,39 sekundy.
- Faworyt Jordan Stolz zdobył srebro, a podium uzupełnił Holender Kjeld Nuis.
- Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
W biegu na 1500 m spotkało się pięciu indywidualnych medalistów włoskich igrzysk olimpijskich z innych dystansów. Wśród nich był Jordan Stolz, dwukrotny mistrz na 500 i 1000 m. Amerykanin przed igrzyskami zapowiadał, że interesują go cztery złote medale.
Główny kandydat do złota wylosował występ w ostatniej parze. Jego międzyczasy wskazywały, że bardzo trudno będzie mu wypełnić ambitny plan. Pochodzący z Wisconsin panczenista na mecie stracił do Chińczyka Zhongyana Ninga aż 0,77 s. Azjata, trzeci zawodnik na dystansie 1000 m, pojechał w czasie rekordu olimpijskiego - 1.41,98. Najniższe miejsce na podium zajął mistrz olimpijski sprzed czterech lat Holender Kjeld Nuis - 0,84 s za triumfatorem.
Na starcie stanął także reprezentant Polski Władimir Semirunnij (rekord życiowy 1.43,41). Panczenista KS Pilica Tomaszów w szóstej parze rywalizował z Caseyem Dawsonem, który dwa dni wcześniej zdobył srebrny medal w wyścigu drużynowym. Podopieczny Rolanda Cieślaka, podobnie jak na 10000 m, kiedy to wywalczył tytuł wicemistrza olimpijskiego, jechał w kasku. Po swoim wyścigu czasem 1.45,37 objął prowadzenie. Do 13-letniego rekordu kraju Zbigniewa Bródki (1.42,89) trochę zabrakło. Mistrz olimpijski z Soczi ustanowił go jednak na uznawanym za najszybszy tor łyżwiarski na świecie w Salt Lake City.
Po przerwie na czyszczenie lodu reprezentanta Polski w sumie wyprzedziło dziewięciu rywali. Polak stracił do złotego medalisty 3,39 s. Przed jego występem trener Cieślak tonował nastroje, tłumacząc, że do tej konkurencji Semirunnij specjalnie się nie przygotowywał.
O wielkim pechu może mówić Joep Wennemars, który zajął we czwartek czwarte miejsce (strata 1,07). W rywalizacji na 1000 m powtarzał bieg, gdyż rywal z Chin Lian Ziwen przeszkodził mu w czasie jazdy. Wówczas Holender skończył na piątej pozycji i utrzymywał, że gdyby nie ta sytuacja, zdobyłby medal.
Jestem zdruzgotany, marzenia legły w gruzach - mówił.
Władimir Semirunnij wystąpi jeszcze w sobotnim biegu ze startu wspólnego.


