W Mechelinkach, niewielkiej, malowniczej miejscowości nad Zatoką Pucką, od miesięcy trwa konflikt dotyczący nowo wybudowanego hangaru łodziowego. Inwestycja, która miała być impulsem do rozwoju żeglarstwa i aktywności wodnych w regionie, stała się kością niezgody pomiędzy lokalnymi stowarzyszeniami a władzami gminy Kosakowo.
Obecny widok na terenie hangaru nie napawa optymizmem. Widzimy generalnie pusty plac, który nie jest praktycznie używany. Nasze łódki stoją na starym miejscu i tak naprawdę to wszystko. Za dużo się tam na ten moment nie dzieje - relacjonuje RMF FM Bartosz Bartnicki, Komandor Jacht Klub Mechelinki. Nowoczesny hangar, który miał być sercem żeglarskich aktywności, pozostaje zamknięty dla klubu. Powodem są nieporozumienia dotyczące warunków korzystania z obiektu.
Największym wyzwaniem dla Jacht Klubu Mechelinki jest obecnie brak możliwości swobodnego korzystania z placu łodziowego oraz brak zaplecza sanitarnego.To głównie dla najmłodszych, bo po plaży ciężko jeździć łódkami. Potrzebujemy też kontenera sanitarnego z szatniami i toaletami dla dzieci oraz możliwości ustawienia naszego kontenera biurowego w pobliżu placu łodziowego - wylicza komandor.
Klub zwraca uwagę, że jako jedyne stowarzyszenie w gminie rozliczane miałoby być według stawek komercyjnych, co znacząco obciąża ich budżet. Prowadzimy darmowe zajęcia dla dzieci i młodzieży z gminy Kosakowo, uczniów klas żeglarskich z gminy, oraz szkolenie regatowe dla dzieci i młodzieży, a nawet płatne zajęcia są u nas dwa razy tańsze niż w Gdyni. Chcemy, by próg wejścia do żeglarstwa był jak najniższy - podkreśla Bartnicki.
Nowy układ przestrzenny, w którym hangar, plac łodziowy, toalety i sala wykładowa są od siebie oddalone, generuje poważne problemy organizacyjne. Trening nie jest efektywny, bo zamiast zejść na wodę, chodzimy w kółko, bo wszystkie miejsca są oddalone od siebie. Wyjście do toalety to duże wyzwanie, szczególnie gdy trzeba mieć dzieci pod stałą opieką - opisuje Bartnicki. Teren nie jest ogrodzony, a my odpowiadamy za bezpieczeństwo dzieci. W takich warunkach trudno o spokój i skuteczne szkolenie - dodaje.
Choć nowy hangar miał być długo wyczekiwaną inwestycją, Jacht Klub Mechelinki nie zdecydował się na podpisanie umowy na proponowanych przez gminę warunkach. Zgoda na te warunki oznaczałaby szeroko idące konsekwencje, od wysokich opłat po przyznanie racji gminie, a uważamy, że w tym przypadku gmina jest w błędzie - zaznaczył rozmówca RMF FM.
Wcześniej, nawet w skromnych warunkach, wszystko było pod ręką. Może nie było to zbyt piękne, ale jakoś się dało funkcjonować. Teraz, zamiast rozwoju żeglarstwa, mamy jego zwijanie - ocenia Bartnicki. Obecnie Jacht Klub Mechelinki korzysta z tymczasowego terenu, gdzie trzyma sprzęt.
Status prawny naszego pobytu jest niejasny. Nie mamy podpisanej umowy, a warunki są prowizoryczne. Obecnie korzystamy z tymczasowej lokalizacji, a w nowej inwestycji proponuje się nam zaledwie 70 metrów przestrzeni i to tylko przez 8 godzin dziennie. Wcześniej mieliśmy do dyspozycji 700 metrów. To rozwiązanie nie pozwala na sprawne funkcjonowanie - mówi Bartnicki.
Klub posiada blisko 40 łódek, a ograniczenia w korzystaniu z placu łodziowego powodują, że nie wszystkie mogą być przechowywane na miejscu. Sama logistyka przygotowania sprzętu zajmuje bardzo dużo czasu, a dzieci zamiast trenować, muszą pchać łódki przez piasek - tłumaczy komandor.
Przed rozpoczęciem budowy nowej infrastruktury działalność żeglarska w Mechelinkach była skoncentrowana w jednym miejscu. Klub korzystał z terenu przy dawnej świetlicy sołeckiej, gdzie znajdowało się zaplecze biurowe, magazyn sprzętu oraz miejsce do przechowywania łodzi. Jak podkreślają przedstawiciele stowarzyszenia, choć warunki były skromne, pozwalały na sprawną organizację treningów i zajęć dla dzieci oraz młodzieży.
Klub wskazuje również, że przez lata własnym kosztem remontował wykorzystywane pomieszczenia i liczył, że nowa inwestycja poprawi warunki szkolenia. Zdaniem działaczy obecny układ infrastruktury oraz brak ostatecznych zasad korzystania z hangaru sprawiły jednak, że codzienna organizacja zajęć stała się trudniejsza niż przed rozpoczęciem inwestycji.
Nie udało nam się skonfrontować zarzutów przedstawianych przez Jacht Klub Mechelinki (Stowarzyszenie Port Mechelinki) z władzami gminy. Mimo przesłania pytań dotyczących konkretnych kwestii poruszonych przez przedstawicieli klubu, do momentu publikacji nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Jedynym dostępnym stanowiskiem samorządu pozostaje opublikowany w mediach społecznościowych komunikat, w którym gmina podkreśla, że nowa infrastruktura w Mechelinkach ma służyć wszystkim organizacjom związanym ze sportami wodnymi, a nie wyłącznie jednemu podmiotowi.
Jak wskazuje samorząd, stowarzyszenie nadal korzysta nieodpłatnie z gminnego terenu, kontenerów, zaplecza sanitarnego i szatni na Przystani Rybackiej, może przechowywać sprzęt oraz wodować jednostki bez ponoszenia kosztów. Gmina zwraca również uwagę, że w latach 2024-2026 klub otrzymywał wsparcie finansowe w postaci grantów, a prace nad regulaminem korzystania z hangaru i umowami są na finiszu. Zdaniem władz Kosakowa obecnie nie istnieją przeszkody uniemożliwiające prowadzenie szkolenia żeglarskiego, a spór dotyczy przede wszystkim zakresu i zasad korzystania z nowego obiektu, którym zainteresowane są także inne organizacje działające na terenie gminy.
Dodatkowe emocje budzi fakt, że obie strony odmiennie oceniają przebieg prowadzonych konsultacji. Gmina podkreśla, że odbyło się kilka spotkań i przedstawiono projekty umów, natomiast klub przekonuje, że zgłaszane przez stowarzyszenia uwagi nie zostały uwzględnione w ostatecznych propozycjach.
Według przedstawicieli klubu, rozmowy z gminą nie przynoszą efektów. Chodzimy na spotkania, ale odpowiedzi są wymijające lub niepełne. Proponowaliśmy kompromisowe rozwiązania, ale nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Zamiast dialogu, mamy impas - relacjonuje Bartnicki.
Klub podkreśla, że nie domaga się wyłączności na korzystanie z hangaru, lecz realnych warunków do prowadzenia działalności szkoleniowej. Chcemy, by nasze łódki, zwłaszcza te cięższe, mogły stać na placu łodziowym, by dzieci miały dostęp do toalet i by nasz kontener biurowy był blisko. To nie są wygórowane żądania - zapewnia komandor.
Jacht Klub Mechelinki prowadzi zajęcia zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. To nauka samodzielności, pracy w grupie, rozwiązywania problemów, a także matematyki i fizyki w praktyce. Hartuje organizm, uczy odpowiedzialności. Mamy morze, powinniśmy z tego korzystać - przekonuje Bartnicki. Klub współpracuje ze szkołami, prowadzi klasy żeglarskie i grupy regatowe. Mieliśmy sukcesy na arenie krajowej i międzynarodowej, ale obecne warunki zniechęcają trenerów i utrudniają rozwój - dodaje. Nie chcemy wszystkiego dla siebie. Chcemy, by dzieci mogły trenować w godnych warunkach, a infrastruktura służyła mieszkańcom - podsumowuje Bartosz Bartnicki.


