Na plaży w rezerwacie przyrody Mewia Łacha, w pobliżu Mikoszewa, odnaleziono martwego wieloryba. Zwierzę, którego szczątki są w zaawansowanym rozkładzie, zostało wyrzucone na brzeg przez fale Bałtyku. Trwają badania mające ustalić jego gatunek. Znalezisko budzi duże zainteresowanie i rodzi pytania o dalsze postępowanie ze zwłokami, zwłaszcza że leżą one w ścisłym rezerwacie przyrodniczym, tuż obok gniazd lęgowych ptaków.

  • Martwy wieloryb został znaleziony na plaży w rezerwacie Mewia Łacha koło Mikoszewa.
  • Zwłoki są w zaawansowanym stanie rozkładu, a długość zwierzęcia to około 5 metrów.
  • Gatunek wieloryba nie został jeszcze ustalony - trwają badania DNA.
  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

W sobotę, 9 maja, na plaży rezerwatu przyrody Mewia Łacha, położonego przy ujściu Wisły w pobliżu miejscowości Mikoszewo, odnaleziono martwego wieloryba. Zwierzę, którego długość wynosi około 5 metrów, zostało zauważone przez strażnika pełniącego dyżur w rezerwacie. O znalezisku szybko poinformowano odpowiednie służby.

Według relacji świadków, ogromne zwierzę widzieli także pasażerowie rejsów turystycznych organizowanych w celu obserwacji fok. Martwy wieloryb wzbudził sensację zarówno wśród mieszkańców regionu, jak i turystów.

Tajemniczy gość

Jak informują przedstawiciele Błękitnego Patrolu WWF, ciało wieloryba jest w zaawansowanym stanie rozkładu, co sugeruje, że zwierzę mogło dryfować w wodach Bałtyku przez kilka tygodni, zanim zostało wyrzucone na brzeg. Na razie nie udało się jednoznacznie określić, do jakiego gatunku należy odnaleziony osobnik.

Wstępne hipotezy wskazują, że może to być przedstawiciel fiszbinowców - grupy waleni żywiących się planktonem i drobnymi rybami. Takie zwierzęta nie występują naturalnie w Bałtyku i pojawiają się tu sporadycznie, najczęściej przypadkowo, przez Cieśniny Duńskie. Jedynym gatunkiem waleni stale zamieszkującym Bałtyk są morświny.

Ostateczną odpowiedź na pytanie o gatunek wieloryba mają dać badania DNA, których próbki mają zostać pobrane w najbliższym czasie.

Dylematy przyrodników i służb

Wyjątkowość sytuacji polega na tym, że martwy wieloryb znalazł się na terenie ścisłego rezerwatu przyrody, zaledwie kilka metrów od gniazd ptaków, które obecnie są w okresie lęgowym. Każda ingerencja w ten teren może mieć poważne konsekwencje dla przyrody.

Decyzje dotyczące dalszego postępowania ze zwłokami zwierzęcia należą do instytucji takich jak Stacja Morska w Helu, Urząd Morski w Gdyni oraz regionalne i centralne organy ochrony środowiska. Na razie nie zapadły jeszcze żadne konkretne ustalenia. Trwają uzgodnienia między instytucjami, które mają na celu wypracowanie najlepszego rozwiązania, uwzględniającego zarówno dobro przyrody, jak i kwestie sanitarne.

Ścisła ochrona rezerwatu

Rezerwat Mewia Łacha to obszar objęty ścisłą ochroną przyrodniczą. Wstęp na jego teren jest zabroniony dla osób postronnych, zwłaszcza w okresie lęgowym ptaków. Każda ingerencja, nawet w celu zbadania lub usunięcia martwego zwierzęcia, wymaga specjalnych zezwoleń.

Choć nie jest to pierwszy przypadek wyrzucenia martwego walenia na brzeg Bałtyku, sytuacja w rezerwacie Mewia Łacha jest szczególna ze względu na lokalizację i okres lęgowy ptaków. W przeszłości podobne znaleziska wzbudzały duże zainteresowanie naukowców i opinii publicznej, a badania takich przypadków pozwalają lepiej zrozumieć migracje i zagrożenia dla tych rzadkich gości Bałtyku.