Diagnoza nowotworu to nie tylko wyzwanie medyczne, ale również emocjonalne. O tym, jak psychoonkolog może pomóc przejść przez ten trudny czas, opowiedziała w rozmowie z RMF24 dr Agata Kołodziejczyk – psycholożka, psychoterapeutka i psychoonkolożka z Uniwersytetu SWPS i Dolnośląskiego Centrum Onkologii, Pulmonologii i Hematologii we Wrocławiu.

  • Opieka psychoonkologiczna poprawia jakość życia pacjentów, zwiększa zaangażowanie w leczenie i adaptację do choroby, a także umożliwia lepszą komunikację z personelem medycznym i rodziną. 
  • Pomoc psychoonkologa dostępna jest głównie w większych szpitalach oraz niektórych poradniach i fundacjach, jednak liczba specjalistów jest ograniczona, a dostępność w mniejszych miejscowościach bywa niewielka
  • Bliscy pacjentów również mogą korzystać ze wsparcia psychoonkologicznego, które obejmuje pomoc informacyjną, wsparcie emocjonalne oraz naukę dbania o własne potrzeby podczas opieki nad chorym.

Kim jest psychoonkolog?

Mikołaj Wroński: Kiedy szukamy pomocy w chorobie nowotworowej, pierwszym skojarzeniem jest lekarz onkolog. Pani jest natomiast psychoonkolożką, co to właściwie znaczy?

Dr Agata Kołodziejczyk: Psychoonkolog to osoba, która rozumie psychologiczne zależności związane z chorobą onkologiczną i trudności, z którymi mierzy się pacjent. Zna metody radzenia sobie ze stresem, potrafi je wytłumaczyć, a także wyedukować pacjenta w radzeniu sobie z emocjami. Pod kątem wiedzy najlepiej, żeby był to psycholog z rozwiniętą wiedzą na temat całej specyfiki chorowania onkologicznego. Natomiast w Polsce psychoonkologiem może się tytułować każdy, kto ma wykształcenie wyższe i ukończył studia podyplomowe z psychoonkologii. 


Co czuje człowiek po otrzymaniu diagnozy choroby nowotworowej?

Tylu ilu jest pacjentów, tyle może być reakcji. Natomiast najczęściej w pierwszej kolejności jest to szok i lęk, czasem też gniew. Zazwyczaj te reakcje są zdominowane przez najsilniejszą emocję, która występuje u danego pacjenta na co dzień. Ci, którzy są bardziej zalęknieni, będą w większym szoku. Osoby, które widzą chorobę jako przeszkodę w realizacji swoich planów czy celów, będą bardziej złe. Pacjenci często obawiają się, że ich pierwsza reakcja zdeterminuje to, jak potem będą sobie radzili, co niekoniecznie jest prawdą. Badania pokazują jednak, że coraz więcej osób reaguje w sposób dość znormalizowany. To nie znaczy, że nie występuje u nich szok, ale coraz częściej pacjenci stawiają chorobę onkologiczną na równi z innymi chorobami przewlekłymi.

A w jaki sposób stan psychiczny wpływa na proces leczenia?

Osoby, które lepiej regulują swoje emocje, mają bardziej elastyczny sposób patrzenia na rzeczywistość i trochę lepiej wyjściowo adaptują się do zmieniającej się rzeczywistości, jaką jest pojawienie się choroby i rozpoczęcie leczenia. Z kolei osoby, które są na przykład mocno przywiązane do sztywnego obrazu tego, jak coś powinno wyglądać, mogą gorzej radzić sobie z jakimikolwiek modyfikacjami i zmianami planów, a choroba onkologiczna przynosi mnóstwo zmian. To przekłada się też oczywiście na ich komunikację z personelem medycznym i najbliższymi, co z kolei sprawia, że wsparcie może być mniej adekwatne do tego, czego potrzebują. Emocje i sposób interpretacji rzeczywistości mają tu spore znaczenie.

W jaki sposób psychoonkolog czy psychoonkolożka może pomóc chorej osobie?

Dużo oczywiście zależy od miejsca, w którym spotykamy pacjentów, bo psychoonkologowie pracują zarówno w szpitalach, jak i placówkach prywatnych czy fundacjach. W przypadku pacjenta, który jest świeżo po diagnozie nowotworu i spotykamy go w szpitalu, zaczynamy od pełnej oceny stanu psychicznego. Sprawdzamy, jak on funkcjonuje poznawczo, społecznie, behawioralnie i emocjonalnie. Na podstawie tej oceny decydujemy, które obszary wymagają pomocy. Możemy skupić się na trudnych emocjach, ale też na przykład na sposobie, w jaki pacjent myśli o swojej chorobie. Jeśli postrzega ją jako coś nieodwracalnego albo bardzo zagrażającego, staramy się to modyfikować i pokazywać szerszy horyzont, w którym jest miejsce na wyrażenie wszystkich emocji, ale też na skorzystanie z własnych zasobów czy pomocy innych. Jeszcze inna dziedzina to sposób, w jaki pacjent podejmuje decyzje, jak zachowuje się w stosunku do choroby, leczenia, bliskich i samego siebie. Ostatni obszar dotyczy komunikacji z medykami i najbliższymi. 

Ale jak to się dzieje, że konsultacja psychoonkologiczna, czyli przede wszystkim rozmowa może pomóc w leczeniu poważnej choroby?

Myślę, że na samym wstępie ciężko jest sobie wyobrazić, że rozmowa mogłaby być jakkolwiek pomocna w sytuacji leczenia i walki o swoje zdrowie. Natomiast tutaj tak naprawdę wszystko zależy od tego, jakie są wyjściowe potrzeby samego pacjenta. Otwarcie się przed obcą osobą, opowiedzenie jej o emocjach i tym co się myśli, nawet o tych rzeczach, o których nie mówi się bliskim powoduje, że pacjent czuje się upodmiotowiony. Wiele osób często zwraca uwagę na to, że w całej szpitalnej machinie łatwo jest stracić z oczu swoją indywidualność. Kiedy przychodzimy do tych osób i rozmawiamy o ich emocjach, sposobie myślenia, przeżyciach oraz przemyśleniach dotyczących tego, czy sobie poradzą, to one zaczynają czuć, że rzeczywiście nadal są ludźmi, którzy po prostu zmagają się z pewnymi trudnościami. My nie przychodzimy do nich  z gotowymi założeniami, czego potrzebują. Chcemy się dowiedzieć, gdzie widzą trudności i właśnie z tymi rzeczami realnie im pomagać. To może być regulacja emocji, trening asertywnej komunikacji wobec personelu medycznego czy bliskich, ale też techniki oddechowe, które są na wagę złota choćby  dla osób doświadczających bólu. Możemy zastosować również techniki poznawcze, dzięki którym te osoby czują, że mają większy wpływ i kontrolę nad tym, co się z nimi dzieje. To może brzmieć bardzo ogólnie, ale kiedy podejdzie się do chorej osoby indywidualnie i dopasuje wsparcie do jej potrzeb, to nagle okazuje się, że można przywrócić jej poczucie kontroli i sprawstwa, sprawić że ona poczuje się dostrzeżona. Pacjenci często mówią, że kiedy pojawia się przestrzeń na ich emocje, czują się  jakby schodził z nich ogromny ciężar. To pozwala im angażować się w leczenie.

A czy mamy dowody na to, że opieka psychoonkologiczna faktycznie ułatwia zdrowienie albo poprawia jakość życia pacjenta w czasie choroby?

Zdecydowanie tak. Dowodzą tego badania, chociaż niestety nadal są one dosyć nieliczne. Psychoonkologia, która jest spersonalizowana, czyli dobrana do tego, czego pacjent potrzebuje, podnosi poziom zaangażowania w leczenie i adaptacji do samej choroby, czyli pośrednio wpływa na efekty leczenia. Podnosi też jakość życia pacjentów, którzy często cenią sobie relacje z psychoonkologami i dzięki naszemu  wsparciu czują się bardziej upodmiotowieni, co może stać w kontraście do tego, jak pacjenci czasami czują się w polskim systemie ochrony zdrowia. To wszystko sprawia, że pacjenci doświadczają mniej przykrych emocji, które nie ułatwiają adaptacji, ani leczenia.

A jeśli choruje ktoś bliski?

Czy osoby bliskie pacjentów też mogą skorzystać z pomocy psychoonkologicznej?

Tak, jak najbardziej. My w trakcie kształcenia uczymy się zarówno pomocy pacjentom, jak i ich rodzinom. Natomiast jeżeli chodzi o dostępność, to tutaj wiele zależy od modelu, który przyjmie dana placówka. W niektórych miejscach jest taka możliwość, w innych jest to utrudnione ze względu na system, który na przykład nie dopuszcza do opieki psychoonkologicznej rodziny, która przecież jest zdrowa.

Jakiego wsparcia mogą potrzebować osoby bliskie?

Ja zazwyczaj dzielę to na trzy grupy. Pierwsza to wsparcie czysto informacyjne. Osoby, które go potrzebują, odsyłam na stronę internetową- Narodowy Portal Onkologiczny. Tam można dowiedzieć się, jaką chorobą jest nowotwór, z czym wiąże się leczenie i tak dalej. Druga grupa dotyczy kompetencji miękkich, czyli odpowiedzi na pytania, jak rozmawiać z chorą osobą, jak ją wspierać i jak radzić sobie z trudnościami, które mogą się pojawiać w jej życiu. Musimy zrozumieć subiektywny obraz choroby pacjenta, żeby zrozumieć, co się u niego dzieje i jak możemy mu pomóc. Natomiast to nigdy nie jest tak, że choroba nie wpływa na życie osób bliskich. Często dochodzi wręcz do wywrócenia życia całej rodziny  do góry nogami, zmiany planów, potrzeb i sposobów komunikacji. Dlatego trzeci aspekt dotyczy tego, jak opiekować się samym sobą. Z mojego doświadczenia to jest kawałek, o który rodziny pytają najrzadziej. Ja zazwyczaj wychodzę z inicjatywą i pytam bliskich moich pacjentów, jak oni się mają. No bo jak głosi stara, ale bardzo dobra i sprawdzająca się metafora maseczki tlenowej: "jak mamy pomóc innym, skoro sami nie możemy oddychać?" Tak więc, jeżeli nie zaopiekujemy się w pierwszej kolejności sobą, to może być nam trudno opiekować się tymi osobami, na których nam najbardziej zależy.

Jak rozmawiać z osobą, która cierpi na nowotwór? Otwarcie wyrażać  swoje trudne emocje, pocieszać, czy może podejść do tego jeszcze inaczej?

To jest chyba najczęstsze pytanie, które dostaję od rodzin i wcale się temu  nie dziwię, bo w szkole nikt nas tego nie uczy. Najlepiej jest robić po prostu to, czego potrzebuje pacjent. Jeśli chodzi o pocieszanie, to kiedyś przeprowadzono sondę wśród pacjentów onkologicznych, w której oni określali, czego nie chcą słyszeć i co najgorzej na nich wpływa. Zdecydowanie wygrało zdanie "wszystko będzie dobrze". Pacjenci nie chcą mieć poczucia, że to czego doświadczają jest umniejszane. Zamiast mówić coś takiego, warto zapytać tej osoby, w czym ona potrzebuje wsparcia. Zdarza się też, że bliscy chorych mają obawę przed okazywaniem swoich emocji. Boją się, że jeśli oni pokażą, że coś jest nie tak, to pacjent się załamie albo będzie źle się z tym czuł. Najczęściej wynika to z tego, że pacjenci sami nie mówią o emocjach. To prowadzi do takiej zmowy milczenia. Ja zachęcam do dzielenia się emocjami, a od czasu do czasu nawet moderuję rozmowy moich pacjentów i ich bliskich. Często tłumaczę pacjentom, że sposób przeżywania przez rodzinę ich choroby pokazuje też wiele o ich relacji. Zdarza mi się żartować, że troska i martwienie się o chorego są chyba oznaką tego, że bliscy po prostu tego pacjenta lubią czy kochają. Z drugiej strony tłumaczę też bliskim, że jeśli to pacjent płacze, to nie znaczy, że właśnie się załamał i zrezygnuje z leczenia. W ten sposób dochodzimy do miejsca, w którym w rodzinie pojawia się przestrzeń na rozmowę o emocjach, a to zdejmuje ciężar udawania, że wszystko jest OK, bo przecież wcale nie jest. Gdyby było OK, to wszyscy byliby zdrowi.

A co możemy zrobić, gdy bliska osoba choruje, ale odmawia leczenia?

To bardzo trudne sytuacje, pełne silnych emocji. Moja pierwsza rada to “nic na siłę". Jako psychoonkolodzy często spotykamy się z prośbami o konsultację, gdy pacjent odmawia leczenia. Naszym zadaniem nie jest narzucanie własnej agendy, ale zrozumienie, dlaczego podjął taką decyzję, bez oceniania, z ciekawością i otwartością. Często powodem jest lęk. Nie warto naciskać, bo gdy ktoś się boi, a my wywieramy presję, zwykle tylko się zamyka i broni. Lepiej porozmawiać o powodach decyzji, dać przestrzeń na wyrażenie emocji i obaw. Jeśli pacjent poczuje się wysłuchany i zaopiekowany, często zmienia zdanie i decyduje się na leczenie. Zdarza się jednak, że mimo otwartości, ktoś z innych powodów, np. światopoglądowych, nadal nie chce się leczyć. Wtedy pytam osób z rodziny, czy mimo niezgody są w stanie nadal wspierać bliską osobę. To ważne, by nie stracić z oczu wsparcia emocjonalnego i codziennego, nawet jeśli nie zgadzamy się z decyzją chorego.

Gdzie znaleźć pomoc?

Wspomniała Pani, że z pomocy psychoonkologicznej można skorzystać między innymi w szpitalu, ale chciałbym tę kwestię doprecyzować. Czy psychoonkolog pomaga w ramach NFZ?

Zazwyczaj tak, natomiast w Polsce nadal nie mamy jednolitej struktury. Większe ośrodki często zatrudniają osoby będące psychoonkologami do opieki nad pacjentami szpitalnymi. Natomiast cały czas brakuje na przykład opieki ambulatoryjnej. Jest kilka poradni, ale one też działają raczej w dużych miastach. W mniejszych miejscowościach może być z tym problem i wtedy taka pomoc jest dostępna jedynie prywatnie lub poprzez fundacje. Można z niej skorzystać też online. Problem wynika z tego, że psychoonkologów nadal jest bardzo mało.

A jak zapisać się na taką konsultację  w ramach leczenia szpitalnego? Czy szpital sam powinien to zaproponować, czy o to trzeba się jakoś postarać i dopytać?

Tutaj znowu wiele zależy od placówki. Moja rada jest taka, żeby zorientować się, czy w danym szpitalu są psychoonkolodzy albo psycholodzy i jakie są zasady udzielania przez nich konsultacji. W niektórych placówkach działają poradnie ambulatoryjne, w których najczęściej odbywa się to na zasadzie rejestracji. Wiele pracy psychoonkologicznej odbywa się jednak bezpośrednio na oddziałach szpitalnych. Ja mogę powiedzieć, że w Centrum Onkologii, Pulmonologii i Hematologii, w którym pracuję, jesteśmy na oddziałach codziennie i opiekujemy się pacjentami oraz ich rodzinami.

Wspomniała Pani o tym, że psychoonkolożek i psychoonkologów jest niestety niewielu. Jak wygląda dostępność takiej pomocy?

Na chwilę obecną nie ma rozporządzenia, które obligowałoby szpitale do zatrudniania psychoonkologów, a jedynymi miejscami, w których refundowana jest opieka psychoonkologiczna, są oddziały, na których leczone są nowotwory piersi i jelita grubego, ale też jeszcze nie wszystkie. Dużo mówi się o tym, że opieka psychoonkologa podnosi jakość życia pacjentów, natomiast to w dalszym ciągu nie jest coś, co jest szpitalom narzucone. Odrobinę lepiej pod tym względem jest w dużych ośrodkach, ale w mniejszych szpitalach dostępność nadal stanowi problem.

A jeżeli dany szpital nie oferuje takiego wsparcia, to zostaje nam pomoc prywatna? Gdzie znaleźć dobrego psychoonkologa czy psychoonkolożkę we własnym zakresie?

Na stronie Polskiego Towarzystwa Psychoonkologicznego jest specjalna mapka i listy certyfikowanych psychoonkologów z podanymi miejscowościami, w których przyjmują. Tam można się zorientować, gdzie te osoby znaleźć. Jest też podany numer telefonu psychoonkologicznego, który działa ogólnopolsko. Ja w pierwszej kolejności zorientowałabym się, czy dany specjalista pracuje też w szpitalu. Mam ogromny szacunek do kolegów i koleżanek, które pogłębiają swoją wiedzę na studiach podyplomowych z psychoonkologii, ale trudno jest mi sobie wyobrazić, że osoba bez doświadczenia szpitalnego będzie w stanie zaoferować realne, dobrze dopasowane wsparcie w tej specyficznej sytuacji. Kiedy już znajdziemy odpowiedniego psychoonkologa, warto sprawdzić, czy istnieje szansa, żeby dostać się do niego inaczej niż prywatnie, czy ta osoba nie współpracuje na przykład z jakąś fundacją albo bezpłatną grupą wsparcia.

Jak wygląda pierwsza wizyta u psychoonkologa?

Tutaj znowu wiele zależy od tego, gdzie dochodzi do takiego spotkania, bo jeżeli mówimy o oddziale szpitalnym, trzeba wziąć pod uwagę, ile siły ma pacjent i na co on może sobie pozwolić. Czasami ta rozmowa potrwa godzinę, a czasami piętnaście minut, bo jeżeli mamy na przykład pacjenta z chorobą płuc, to on może nie być w stanie mówić dłużej. Ja bym podzieliła tę pierwszą rozmowę na dwie części. Pierwsza polega na budowaniu relacji i poznawaniu się. Psychoonkolog zapyta, jak pacjent dowiedział się o chorobie, jak odnajduje się w nowej rzeczywistości, czy ktoś mu pomaga albo może coś szczególnie przeszkadza. Druga część dotyczy dolegliwości psychicznych pacjenta i metod radzenia sobie z nimi. To będzie rozmowa między innymi na temat tego, jakim wsparciem dysponuje  pacjent i co uważa za swój zasób w radzeniu sobie z chorobą. Po pierwszej wizycie pacjent najczęściej wychodzi z listą priorytetów. Warto jednak pamiętać, że one mogą zmieniać się w okresie leczenia.

A jak taka współpraca przebiega później?

Odpowiem przykładem mojej pacjentki, która miesiąc temu rozpoczęła leczenie. To była pacjentka szpitalna, więc miałam możliwość przychodzić do niej codziennie i właściwie za każdym razem pojawiał się inny wątek. Któregoś dnia ona pokłóciła się ze swoją przyjaciółką, która rzuciła hasłem, o którym już wspominałam, czyli "wszystko będzie dobrze". Pacjentka poczuła wtedy, że jej przeżycia zostały bardzo umniejszone, więc rozmawiałyśmy o komunikacji z tą przyjaciółką. Kolejnego dnia okazało się, że nie zrozumiała czegoś, co mówił lekarz prowadzący. Wtedy porozmawiałam z lekarzem i zorganizowałam im spotkanie, żeby mogli sobie wszystko dobrze omówić. Wcześniej wspólnie z pacjentką zastanowiłyśmy się, co może jej w takiej rozmowie pomóc, zapisałyśmy pytania, które warto byłoby zadać lekarzowi i ustaliłyśmy, że ona zapisze sobie też odpowiedzi. Dzięki temu mogła poczuć się bardziej bezpiecznie będąc już w domu. Kolejnego dnia pacjentka czuła większy ból niż wcześniej, więc wprowadziłyśmy ćwiczenia oddechowe i zastanawiałyśmy się, co poza braniem leków można zrobić, żeby ten ból zmniejszyć. Każdy dzień może być zupełnie inny.

Wszyscy chcielibyśmy, żeby leczenie każdego z nowotworów zawsze kończyło się sukcesem, ale to niestety nie zawsze się udaje. Jak psychoonkolog może wspierać osobę, która wie, że odchodzi?

Przede wszystkim podążamy za potrzebami pacjenta. To on decyduje, w jakim obszarze potrzebuje wsparcia. Ważne jest też oddawanie mu kontroli, nawet w ostatnich chwilach życia. Nie narzucamy gotowych rozwiązań, tylko pytamy, co jest dla niego ważne i jak możemy pomóc zrealizować jego plany. Kiedyś jedna z moich pacjentek bardzo chciała wybrać piosenkę na swój pogrzeb. Jej córka nie była w stanie w tym pomóc, więc ja spędziłam z tą pacjentką czas, szukając odpowiedniej piosenki. To było dla niej bardzo ważne i dało jej poczucie wpływu. Pacjenci w takiej sytuacji często czują, że tracą kontrolę nad swoim życiem, ale przecież wciąż mogą decydować o wielu rzeczach. Istnieje coś takiego jak terapia godności. Ona polega na rozmowie o tym, co pacjenci chcieliby po sobie zostawić, jakie mądrości czy nadzieje mogą przekazać bliskim. Możliwość wyrażenia tego jest niezwykle ważna i pozwala zachować poczucie podmiotowości do końca.

Na szczęście medycyna robi postępy, a leczenie przecież często  kończy się sukcesem. Czy informacja o tym, że pacjent jest zdrowy, to jest koniec historii związanej z nowotworem, czy psychologicznie jest jeszcze co robić?

Nawet jeśli pacjent otrzymuje informację o tym, że leczenie zasadnicze zostało zakończone, to często pozostaje albo w leczeniu podtrzymującym, albo po prostu w kontroli. Statystycznie przyjęło się, żeby jako ozdrowieńców traktować osoby, które w ciągu pięciu lat od zakończenia leczenia, nie doświadczyły wznowy. Natomiast jeżeli chodzi o pracę psychoonkologa, to ona nie kończy się wraz z wyleczeniem. Powrót do życia po zakończeniu leczenia bywa bardzo trudny. Wtedy często uruchamiają się różne trudności, które w czasie choroby zostały odłożone na bok. Pacjenci często chcą też włączyć refleksje z czasu leczenia do swojego życia codziennego i zastanawiają się, jak można to zrobić. Niektórzy chcą więcej odpoczywać, inni spędzać więcej czasu z rodziną. Niektórzy paradoksalnie czują się wzmocnieni tym, że poradzili sobie z czymś tak trudnym.

Mity, fakty i cenne rady

Jakie są najczęstsze mity na temat nowotworów i ich leczenia, z jakimi się Pani spotyka?

Kiedyś było ich więcej. Być może wynika to częściowo z faktu, że coraz częściej chorują młodsze osoby. Kiedy zaczynałam pracę, dziesięć lat temu, to miałam do czynienia głównie z osobami starszymi, urodzonymi nawet w latach trzydziestych. Tam była masa mitów związanych z metodami leczenia. Niektóre osoby myślały na przykład, że "rak boi się noża", więc nie można operować, bo on wtedy się rozzłości i jeszcze urośnie. Myślę, że rosnąca świadomość społeczna i kampanie profilaktyczne zrobiły swoje, bo aktualnie mitów jest znacznie mniej, natomiast czasami dalej się zdarzają. Wiele osób na przykład nakłada na siebie duże oczekiwania związane ze stanem psychicznym. Stosują takie skrótowe myślenie, że trzeba myśleć pozytywnie, bo to jest połowa sukcesu. Z jednej strony, myślenie to rzeczywiście część sukcesu, ale nawet jako psychoonkolog nie powiedziałabym, że aż połowa. Ludzie często traktują to pozytywne myślenie bardzo sztywno, jako coś, czego za wszelką cenę trzeba się trzymać. Tylko że w praktyce często oznacza to po prostu nieokazywanie emocji. Zdarza się, że pacjenci boją się, że jeśli raz puszczą im emocje, to to przekreśli skuteczność ich leczenia, a tak przecież wcale nie jest. Co więcej, pokazanie tego, co oni czują, często powoduje, że nabierają więcej sił do tego, żeby mierzyć się z chorobą. Zaprzeczanie temu, że sytuacja obiektywnie jest trudna, jest krzywdzące zarówno dla pacjentów, jak i ich rodzin.

Być może ten artykuł przeczyta osoba, która właśnie dostała diagnozę albo choruje już od jakiegoś czasu. Jest coś, czego przede wszystkim ona powinna się dowiedzieć?

Dobrze by było, żeby dowiedziała jak najwięcej na temat swojego stanu zdrowia i żeby wiedziała, co powinna robić. Warto, żeby na przykład zorientowała się, czy ma przydzielonego koordynatora procesu onkologicznego, gdzie będzie leczona i kto będzie się nią opiekował. Powinna też wiedzieć o tym, że może otrzymać wsparcie psychoonkologiczne i że nie musi być z tym sama. Powiedziałabym jej również, że emocje są normalne i jakiekolwiek by nie były, warto zrobić na nie miejsce. Dobrze, żeby  zadała sobie pytanie, czego w tym momencie potrzebuje, ale ze świadomością, że te potrzeby nawet już za dwa tygodnie mogą być zupełnie inne. 

I podsumowując już całą naszą rozmowę, w czym może pomóc psychoonkolog?

Psychoonkolog może pomóc w znormalizowaniu wielu doświadczeń i wyregulowaniu emocji, a także w adaptacji do informacji o diagnozie, leczenia i życia po leczeniu. Populacja pacjentów chorujących onkologicznie jest dużo bardziej narażona na zaburzenia depresyjne i lękowe,  przewlekłe zmęczenie, zaburzenia snu i dolegliwości bólowe. To wszystko są obszary, z którymi psychoonkolog może pomóc. Poza tym może towarzyszyć w procesie leczenia i pomóc w odzyskaniu kontroli pacjenta nad jego codziennym funkcjonowaniem, pomimo choroby.

Rozmowy z ekspertami i ekspertkami zajmującymi się zdrowiem psychicznym publikujemy co dwa tygodnie, w ramach cyklu “W czym może pomóc?".

Po jeszcze więcej informacji odsyłamy Was do naszego internetowego Radia RMF24

Słuchajcie online już teraz!

Radio RMF24 na bieżąco informuje o wszystkich najważniejszych wydarzeniach w Polsce, Europie i na świecie.
Nachodzą cię myśli samobójcze? Wydaje Ci się, że znajdujesz się w sytuacji bez wyjścia? Pamiętaj, że są osoby, które chcą i mogą Ci pomóc. Dyżurują telefonicznie lub on-line:
116 123 - kryzysowy telefon zaufania dla dorosłych
116 111 - telefon zaufania dla dzieci i młodzieży
800 12 12 12 - Dziecięcy Telefon Zaufania Rzecznika Praw Dziecka
800 70 2222 - Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym