Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Rzeszowie przekazała nowe informacje w związku z atakiem niedźwiedzia na kobietę w okolicach wsi Płonna w powiecie sanockim na Podkarpaciu. "W dniu zdarzenia panowały wietrzne warunki, co mogło osłabić zmysły węchu i słuchu u niedźwiedzia. Sprzyja to powstaniu sytuacji zaskoczenia zwierzęcia bliską obecnością człowieka" - czytamy w komunikacie.
- Więcej informacji z kraju i ze świata znajdziesz na stronie głównej rmf24.pl
Jak tłumaczy Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Rzeszowie, do ataku, którego skutkiem była śmierć 58-latki, doszło ok. 1,5 km w głąb lasu, ok. 2,5 km od wsi Płonna. To miejsce rzadko odwiedzane przez ludzi, w pobliżu szczytu wzniesienia. "Jest to obszar stałego występowania niedźwiedzi" - podkreślają eksperci.
W komunikacie można przeczytać, że istotnym elementem wpływającym na przebieg wydarzeń mógł być wiejący tego dnia silny wiatr.
"W dniu zdarzenia panowały wietrzne warunki, co mogło osłabić zmysły węchu i słuchu u niedźwiedzia. Sprzyja to powstaniu sytuacji zaskoczenia zwierzęcia bliską obecnością człowieka" - wyjaśniono.
RDOŚ zwraca uwagę, że przed wypadkiem gmina Bukowsko nie występowała o zezwolenie na płoszenie niedźwiedzi ani na ich odstrzał.
Okoliczności śmierci 58-letniej mieszkanki powiatu sanockiego wyjaśnia Prokuratura Rejonowa w Sanoku. Zostało już wszczęte śledztwo, które prowadzone jest pod kątem nieumyślnego spowodowania śmierci.
Ciało kobiety zostało zabezpieczone do sekcji zwłok. Nie znam jeszcze terminu jej przeprowadzenia - przekazała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Krośnie, Marta Kolendowska-Matejczuk.
Z dotychczasowych ustaleń śledczych wynika, że 58-latka wyszła do lasu wraz z synem około godziny 8 w poszukiwaniu zrzutów poroża. W pewnym momencie rozdzielili się, a około godziny 10.30 mężczyzna odebrał od matki dramatyczny telefon.
Syn usłyszał, że atakuje ją niedźwiedź. Rozpoczął poszukiwania matki, którą odnalazł po kilkunastu minutach z obrażeniami głowy, bez oddechu — przekazała Kolendowska-Matejczuk.
Jak informowało Starostwo Powiatowe w Sanoku, rodzinie kobiety zapewniono pomoc psychologiczną.
"Apelujemy do mieszkańców, aby unikali rejonu zdarzenia i nie wchodzili do lasu" - podkreślono w komunikacie.
Leśnicy szacują, że na Podkarpaciu żyje ok. 300 niedźwiedzi. Naukowcy wskazują na brak aktualnych badań genetycznych i sugerują, że dane te mogą być zawyżone.
Niedźwiedź brunatny, mimo że jest największym drapieżnikiem Europy, nie poluje na człowieka, nie zbliża się do niego i raczej się go boi. Nie dąży do kontaktu z ludźmi - podkreślił w rozmowie z PAP Tomasz Zając z Tatrzańskiego Parku Narodowego.
Jak zaznaczył, najbardziej prawdopodobnym scenariuszem w tego typu przypadkach jest nagłe zaskoczenie zwierzęcia.


