Sąd Okręgowy w Radomiu utrzymał w mocy wyrok skazujący byłą policjantkę za próbę wyłudzenia odszkodowania. Funkcjonariuszka drogówki zgłosiła kradzież i podpalenie swojego BMW, jednak śledczy ustalili, że cała sprawa została upozorowana. Kobieta została skazana na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata.
- Chcesz wiedzieć, co dzieje się w kraju i na świecie? Wejdź na rmf24.pl.
W piątek Sąd Okręgowy w Radomiu podtrzymał wyrok sądu rejonowego, który zapadł w sierpniu ubiegłego roku. Była policjantka została uznana za winną złożenia fałszywych zeznań, zawiadomienia o niepopełnionym przestępstwie oraz próby wyłudzenia odszkodowania.
Sąd wymierzył jej karę roku pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem na dwa lata próby.
Obrońca oskarżonej odwołał się od wyroku, jednak sąd II instancji nie znalazł podstaw do jego zmiany. Ocena dowodów i wysnuta na tej podstawie wnioski w zakresie winy, stopnia społecznej szkodliwości, kwalifikacji prawnej i reakcji prawno-karnej przypisanych czynów nie nasuwa zastrzeżeń – podkreślił sędzia Dariusz Pietruszka.
Do zdarzenia doszło w grudniu 2022 roku. Policjantka Wioleta M. zgłosiła, że jej BMW zostało skradzione i spalone, gdy przebywała w szpitalu.
Monitoring szpitalny potwierdził, że kobieta nie opuszczała lecznicy w czasie rzekomej kradzieży, a nagrania miejskiego monitoringu zarejestrowały zakapturzonego mężczyznę odjeżdżającego autem. Do dziś nie ustalono tożsamości tej osoby.
Śledczy uznali jednak, że cała sytuacja została upozorowana, a kobieta usiłowała wyłudzić odszkodowanie od firmy ubezpieczeniowej. Wioleta M. została zwolniona z pracy w policji ze względu na ważny interes służby.
Obrona wskazywała, że do kradzieży mogło dojść metodą „na walizkę”, czyli z wykorzystaniem specjalnego oprogramowania do przechwycenia sygnału kluczyka. Sąd powołał biegłego, który ustalił, że model BMW należący do oskarżonej posiadał zaawansowany system rejestracji użycia kluczyka.
Analiza wykazała, że samochód mógł zostać uruchomiony jedynie oryginalnym kluczykiem, który był używany już po zgłoszonej kradzieży.
Dlatego też sąd uznał, że odpalono pojazd przy użyciu tego kluczyka. Sugestia obrońcy, że pokrzywdzeni kradzieżą często traktowani są jako osoby nieuczciwe, nie jest przekonująca. Przecież sprawca kradzieży zwykle nie kradnie auta po to, by je spalić – zaznaczył sędzia Pietruszka.
Sąd podkreślił, że oskarżona działała wspólnie i w porozumieniu z innymi nieustalonymi osobami. Jeżeli brak jest dowodu na to, że w inny sposób pojazd został uruchomiony i zabrany, aniżeli przy użyciu właśnie przedmiotowego kluczyka, to zasadne jest przyjęcie, że kluczyk został komuś udostępniony - dodał sędzia.


