Od 2 lat pozbawienia wolności w zawieszeniu do 15 lat bezwzględnego więzienia - takie wyroki orzekł sąd w Poznaniu wobec 16 osób uczestniczących w tzw. aferze gruntowej. Wśród oskarżonych o przejmowanie nieruchomości pod pozorem udzielania pożyczek znalazło się dwoje notariuszy i adwokat.

Ogłaszając wyrok sędzia Dorota Biernikowicz podkreśliła, że sąd musiał zmierzyć się z ogromem materiału dowodowego i ogromem ludzkiej krzywdy. Samo odczytywanie wyroku zajęło około trzech godzin. Wyrok ten jest nieprawomocny.

Proces w Sądzie Okręgowym w Poznaniu rozpoczął się w 2013 roku. Wśród osób, które usłyszały wyrok 15 lat więzienia znalazł się notariusz Wojciech C. Wobec niego orzeczony został też dziesięcioletni zakaz wykonywania zawodu notariusza; sąd przypisał mu udział w grupie przestępczej. Na karę 15 lat więzienia skazany został też Henryk B.

Adwokat Krzysztof R. usłyszał wyrok 6 lat więzienia i 10 lat zakazu wykonywania zawodu. Sąd przypisał mu również udział w grupie przestępczej; miał on m.in. doradzać innym członkom grupy, jak doprowadzić pokrzywdzonych do niekorzystnego rozporządzenia mieniem.

Sąd podkreślił, że celem oskarżonych działających w grupie przestępczej było przejmowanie nieruchomości od pokrzywdzonych poprzez wprowadzenie ich w błąd, czy też wykorzystanie ich niezdolności do należytego pojmowania podejmowanych czynności.

Trzyletni zakaz wykonywania zawodu usłyszała notariuszka Irena A. skazana na karę 2 lat więzienia w zawieszeniu na 5 lat.

Sąd orzekł też wypłatę pieniędzy od konkretnych oskarżonych na rzecz pokrzywdzonych tytułem obowiązku naprawy wyrządzonej szkody.

Sędzia Dorota Biernikowicz uzasadniając wydany wyrok podkreśliła, że pokrzywdzeni czekali na wyrok "dziesięć lat za długo", jednak to postępowanie krócej trwać nie mogło.

To postępowanie było specyficzne pod wieloma względami. Rzadko zdarza się, że na ławie oskarżonych, wraz z osobami, które mają bogatą kartę karną, które odbywały wieloletnie kary pozbawienia wolności, zasiadają prawnicy - powiedziała.

Sędzia podkreśliła, że w czasie procesu sąd musiał się mierzyć z różnymi utrudnieniami postępowania przez oskarżonych. Przyznała, że wykorzystany został cały katalog możliwości "mataczenia, utrudniania postępowania, wykorzystywania przepisów, które się nad przez te 10 lat wielokrotnie zmieniały". Przypomniała też, że w toku postępowania sąd stwierdził matactwo procesowe ze strony trzech oskarżonych.

Pokrzywdzeni czekali na tę sprawiedliwość długo, ale ta sprawiedliwość, zdaniem sądu, dla nich nastała - powiedziała sędzia Dorota Biernikowicz.

Zaznaczyła, że prawnicy, którzy trafili na ławę oskarżonych "zawiedli w tej sprawie"; bez nich nie doszłoby do popełnienia czynów przypisanych oskarżonym.

Do notariuszy, osób zaufania publicznego, przychodzili pokrzywdzeni w zaufaniu - że nie muszą nic sprawdzać. Wszystkie przypisane oskarżonemu (Wojciechowi C. - PAP) przestępstwa zostały popełnione z wykorzystaniem przez niego tej właśnie funkcji - powiedziała sędzia Biernikowicz.

Zaznaczyła, że poszkodowani działali z przeświadczeniem, że wszystko jest w porządku, że dokumenty, które podpisują dotyczą branej przez nich pożyczki.

Okazywało się, że w tych aktach notarialnych znajdowały się oświadczenia, których oni nie składali, pełnomocnictwa dotyczące przeniesienia własności ich nieruchomości. Dlatego ogrom ludzkiej krzywdy, z którą sąd miał do czynienia w tej sprawie musi być najważniejszy, jeśli chodzi o osąd tej sprawy - powiedziała sędzia Biernikowicz.

Karę trzech lat więzienia w zawieszeniu na 10 lat sąd wymierzył Pawłowi B. Prokurator żądał dla niego 15 lat więzienia. Sąd podkreślił jednak, że w przypadku tego oskarżonego ma zastosowanie instytucja tzw. małego świadka koronnego. W 2014 roku trzech oskarżonych próbowało go przekupić, by wycofał się ze swoich wyjaśnień obciążających wielu innych oskarżonych.