Pożar w jednym z mieszkań w Żaganiu w województwie lubuskim wybuchł w piątek. Policjant miejscowej drogówki sierżant Marcel Marzec odpoczywał po pracy, gdy poczuł dym wydobywający się z sąsiedniego mieszkania. Natychmiast pobiegł do jego drzwi - te jednak były zamknięte.
Zaalarmował pozostałych mieszkańców bloku. Chwilę później na miejsce dotarł policyjny patrol, który dołączył do funkcjonariusza.
Narażając swoje zdrowie i życie, policjanci wyważyli drzwi od mieszkania, z którego wydobywał się gęsty dym. W środku panowała wysoka temperatura. Jak przekazał podkomisarz Arkadiusz Szlachetko z komendy policji w Żaganiu, "mundurowi weszli do środka, gdzie po chwili zobaczyli leżącego na podłodze nieprzytomnego mężczyznę".
Wynieśli 60-latka na zewnątrz, po czym udzielono mu pomocy medycznej. Wspólnie z będącymi już na miejscu pożaru, ratownikami przetransportowali go do karetki pogotowia. Wtedy do akcji wkroczyli strażacy, którzy przystąpili do gaszenia pożaru. Ewakuowano 15 osób.
Mężczyzna, którego uratowano z płonącego mieszkania, został przewieziony do szpitala. "W doszczętnie spalonym pokoju i całym mieszkaniu wykonano oględziny z udziałem biegłego z zakresu pożarnictwa, trwają czynności, aby ustalić przyczynę tego zdarzenia" - poinformował podkomisarz Arkadiusz Szlachetko.
Policjanci z Żagania przekazali także, że po ugaszeniu pożaru część z ewakuowanych mieszkańców mogła wrócić do swoich domów, "z wyjątkiem zamieszkałych na czwartym piętrze".