Jest śledztwo w sprawie tragedii w kamienicy w Chełmnie (woj. kujawsko-pomorskie). Kobieta i troje dzieci nie żyją, najprawdopodobniej wskutek zatrucia tlenkiem węgla. Śledczy wstępnie wykluczają udział osób trzecich. Sekcje zwłok zaplanowano na poniedziałek.

  • Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie śmierci matki i trójki dzieci w Chełmnie - cała rodzina zmarła najprawdopodobniej w wyniku zatrucia tlenkiem węgla.
  • Do tragedii doszło w kamienicy w Śródmieściu Chełmna, na parterze dwukondygnacyjnego budynku.
  • Ofiary to 31-letnia kobieta oraz jej dzieci: 2-letni syn i córki w wieku 7 i 12 lat; w mieszkaniu znaleziono także martwego psa.
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata na rmf24.pl.

Bardzo duże stężenie tlenku węgla

Matka i troje dzieci zmarli wskutek zatrucia tlenkiem węgla w kamienicy w Śródmieściu Chełmna. Policję zaalarmowała siostra ofiary. Strażacy po przybyciu na miejsce zdarzenia wykryli urządzeniami pomiarowymi bardzo duże stężenie tlenku węgla.

Wczoraj wieczorem udało się przeprowadzić oględziny miejsca zdarzenia z udziałem biegłego. Udało się przesłuchać sąsiadów, a także siostrę i brata zmarłej. Zabezpieczono także zwłoki całej czwórki ofiar oraz psa, bo on również był w tym domu - powiedziała PAP w piątek rzecznik prasowa Prokuratury Okręgowej w Toruniu Izabela Oliver.

Podkreśliła, że w piątek wszczęte zostaje śledztwo w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci. Obecnie wykluczamy udział osób trzecich w tym zdarzeniu. Na ten moment oceniamy, że był to nieszczęśliwy wypadek. Ustalenie, co było przyczyną tej tragedii, jeszcze potrwa. Jedną z prawdopodobnych hipotez jest zły stan piecyka gazowego, ale musimy poczekać na opinię biegłego - wskazała rzecznik prasowa toruńskiej prokuratury.

Sekcje zwłok ofiar - jak przekazała prokurator Oliver - będą przeprowadzone w poniedziałek.

Strażacy przybyli jako pierwsi

Do zdarzenia doszło na parterze dwukondygnacyjnego budynku. Zmarła 31-letnia matka, a także syn w wieku 2 lat i córki w wieku 7 i 12 lat. Tragicznego odkrycia dokonali strażacy. Interweniowali po zgłoszeniu rodziny, która była zaniepokojona brakiem kontaktu z krewną.

Rzeczniczka prasowa policji w Chełmnie mł. asp. Agnieszka Stankiewicz powiedziała na miejscu zdarzenia, że funkcjonariusze cały czas pracują w miejscu tragedii i wykonują czynności na polecenie prokuratora.

Służby zawiadomiła siostra kobiety, która nie miała z nią kontaktu od poniedziałku. Dzieci miały nie być w szkole też od tego dnia. Kiedy jednak doszło do tragedii? Tego w tym momencie nie wiemy - wskazała mł. asp. Stankiewicz.

Wszystko wskazuje na to, że przyczyną zaczadzenia był ulatniający się gaz z instalacji przepływowego podgrzewacza wody, tzw. piecyka gazowego. Rzeczniczka powiedziała, że na miejsce będzie pracował biegły z zakresu pożarnictwa.

Dom, w którym doszło do tragedii, to mała kamienica na obrzeżach chełmińskiej Starówki. Nikt wcześniej nie zgłosił jednak służbom, że w budynku dzieje się od kilku dni coś niepokojącego.

"Kobieta sama wychowywała dzieci"

Mieszkańcy okolicy są wstrząśnięci tragedią. Zgodnie twierdzili, że nie przypominają sobie takiej sytuacji w Chełmnie w ostatnich latach.

Znaliśmy tę rodzinę bardzo dobrze. Ta kobieta sama wychowywała te dzieci. Na parterze po prawej mieszkali. W tym domu żyje kilka rodzin, ale wie pan, jak to jest. Szczególnie teraz, gdy było zimno, to ludzie z domów nie wychodzili, nie interesowali się pewnie - powiedziała PAP sąsiadka mieszkająca parę budynków dalej. Dodała, że zarówno kobietę, jak i jej córki wiele razy widywała, gdy spacerowały z psem.

Jej córka przyznała, że znała dziewczynki, bo chodziły do pobliskiej szkoły podstawowej.

Z informacji PAP wynika, że mieszkanie w tym domu było wynajmowane. Kwestia ta może mieć znaczenie dla śledztwa, bo konieczne jest wyjaśnienie, czy w budynku była tzw. czujka czadu, a jeśli była, to czy była sprawna.

Przyczyny i okoliczności zdarzenia będą szczegółowo wyjaśniane w czasie śledztwa z udziałem biegłych.