Prawo i Sprawiedliwość chce pomóc w zbieraniu podpisów pod inicjatywą referendalną w sprawie odwołania Aleksandra Miszalskiego z funkcji prezydenta Krakowa. Posłanka PiS Małgorzata Wassermann, która w przeszłości chciała rządzić stolicą Małopolski, oceniła, że Miszalski jest „kompletnie oderwany od rzeczywistości”.
We wtorek w krakowskiej delegaturze Krajowego Biura Wyborczego oraz w Urzędzie Miasta Krakowa grupa mieszkańców złożyła powiadomienie o zamiarze wystąpienia z inicjatywą przeprowadzenia referendum ws. odwołania Aleksandra Miszalskiego z urzędu prezydenta miasta. Trwa zbiórka podpisów. Uruchomiona została także specjalna strona internetowa.
Aby referendum mogło się odbyć, potrzeba podpisów 10 proc. wyborców, czyli 58 355 osób, zebranych w 60 dni.
Nasze środowisko, zgodnie z decyzją kierownictwa naszej partii, będzie także zbierało podpisy pod inicjatywą referendalną - poinformował rzecznik Prawa i Sprawiedliwości Rafał Bochenek. Jak dodał, partia od lat krytycznie ocenia działania Koalicji Obywatelskiej w Krakowie, a szczególnie negatywnie patrzy na rządy Aleksandra Miszalskiego.
Miasto przestało się rozwijać, a wręcz jest zwijane - grzmiał Bochenek. Stwierdził też, że w stolicy Małopolski nie ma też dialogu społecznego, a z prowadzonych z mieszkańcami konsultacji nic konkretnego nie wynika.
Była kandydatka na prezydenta Krakowa Małgorzata Wassermann przekonywała, że przez ostatnie półtora roku w Krakowie wzrosły tylko zakazy i opłaty.
Zdaniem posłanki PiS-u obecny prezydent miasta kojarzy się z niepoważnymi zachowaniami, takimi jak taniec na dachu, "prowadzi politykę w internecie na rolkach", wraz ze swoim otoczeniem "jest kompletnie oderwany od rzeczywistości" i "nie czuje w ogóle głosu społeczeństwa, które nie chce Strefy Czystego Transportu".
Wszyscy baliśmy się tej prezydentury, ale nie spodziewaliśmy się, że będzie aż tak dramatycznie słaba - mówiła Wassermann. Nie mamy inwestycji, nie mamy ograniczenia długu w mieście. Mamy ogromny wysyp kolesiostwa - wyliczała.
Nikt się nie spodziewał, że radni miasta Krakowa uchwalą takiego potwora - grzmiała posłanka, odnosząc się do Strefy Czystego Transportu. Jej zdaniem SCT jest "wyciąganiem pieniędzy z kieszeni mieszkańców Małopolski". Według niej swobodny wjazd do miasta lokalnych przedsiębiorców jest ważny m.in. ze względu na dużą skalę zwolnień grupowych w Krakowie.
Wiceprzewodniczący Rady Miasta Krakowa Michał Drewnicki ocenił, że "tak wielkiej buty, pychy i arogancji polukrowanej ładnym słówkiem, pięknym filmikiem, jakąś dziwną rolką nie mieliśmy chyba w Krakowie nigdy".
Według radnego, większość KO i Lewicy w radzie miasta masowo odrzuca niepolityczne projekty opozycji. Za przykład podał projekt uchwały dotyczący wsparcia dla pracowników DPS-ów, przedstawiony przez opozycję na ostatniej sesji.
KO skrytykowała, odrzuciła projekt i na tej samej sesji złożyła podobny, tylko swój, który przegłosowała - zauważył Drewnicki.
Prezydent Krakowa Aleksander Miszalski we wtorek ocenił, że za organizacją referendum nie stoją mieszkańcy, ale wielkie kapitały finansowe oraz politycy. Jego zdaniem grupy te organizują także "kampanię hejtu" przeciwko niemu.
"Przegrani ostatnich wyborów samorządowych i skrajne środowiska prawicowe traktują referendum jak dogrywkę. Nie mogą pogodzić się z przegraną, jeszcze przed moim zaprzysiężeniem mówili o odwołaniu mnie" - stwierdził w mediach społecznościowych.
"Krakowa i Krakowian nie da się kupić. Niestety politycy (jak np. Przewodniczący Rady Dzielnicy I Stare Miasto) stojący za zbiórką podpisów mają o mieszkańcach naszego miasta inne zdanie" - ocenił Miszalski.
21 kwietnia 2024 r. Aleksander Miszalski w drugiej turze wyborów uzyskał ponad 51 proc. poparcia i wygrał z radnym, przedsiębiorcą, aktywistą i byłym posłem PO Łukaszem Gibałą, którego poparło prawie 49 proc. głosujących. Na stanowisku prezydenta zastąpił rządzącego wiele lat Krakowem Jacka Majchrowskiego.


