Ksiądz z parafii pw. Bożego Ciała w Łomży został w poniedziałek skazany na pół roku więzienia w zawieszeniu. Prokuratura zarzuciła mu przestępstwo przeciwko wolności seksualnej i obyczajności. Duchowny chciał jawnego procesu - tak się jednak nie stało.
- Ksiądz z Łomży został skazany za przestępstwo seksualne wobec osoby dorosłej.
- Proces odbywał się za zamkniętymi drzwiami ze względu na dobro pokrzywdzonego.
- Duchowny nie przyznał się do winy, twierdząc, że został pomówiony.
- Chcesz być na bieżąco? Sprawdź stronę główną RMF24.pl.
Proces przed Sądem Rejonowym w Łomży (woj. podlaskie), który rozpoczął się jesienią ub. roku, odbywał się z wyłączeniem jawności ze względu na dobre obyczaje i ważny interes prywatny pokrzywdzonego.
Sąd utajnił postępowanie jeszcze przed odczytaniem aktu oskarżenia, a salę musieli wówczas opuścić nie tylko dziennikarze, ale również kilkanaście osób z publiczności, które przyszły wspierać oskarżonego księdza.
Akt oskarżenia w tej sprawie trafił do sądu z końcem kwietnia ub. roku. Duchowny, proboszcz katolickiej parafii pw. Bożego Ciała w Łomży (obecnie zawieszony w pełnieniu tej funkcji), nie przyznawał się do zarzutów. W oświadczeniach, które publikował w swoich mediach społecznościowych, podkreślał, że chciał jawnego procesu.
Ze względu na charakter sprawy i dobro pokrzywdzonego, śledczy od początku nie podawali szczegółów aktu oskarżenia. Wiadomo było jedynie, że śledztwo dotyczyło "czynu związanego z zachowaniem w sferze seksualnej względem osoby dorosłej", a doszło do tego w październiku 2024 r. To osoba pokrzywdzona złożyła zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.
Księdzu postawiony został zarzut popełnienia czynu z art. 198 Kodeksu karnego (rozdział dotyczący przestępstw przeciwko wolności seksualnej i obyczajności), na szkodę osoby pełnoletniej.
Opisu tego czynu prokuratura nie podawała.
Art. 198 Kodeksu karnego opisuje przestępstwo polegające na wykorzystaniu bezradności innej osoby lub wynikającego z upośledzenia umysłowego, choroby psychicznej lub innego zakłócenia czynności psychicznych - znacznego ograniczenia zdolności do rozpoznania znaczenia czynu lub pokierowania swoim postępowaniem - i doprowadzeniu tej osoby do obcowania płciowego lub do poddania się innej czynności seksualnej albo do wykonania takiej czynności. Grozi za to do ośmiu lat więzienia.
W śledztwie oskarżony nie przyznał się i skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień. Po ogłoszeniu mu na początku marca ub. roku zarzutu duchowny złożył pisemne oświadczenie, w którym kwestionował całkowicie ten zarzut i wskazywał, że podczas tego zdarzenia pokrzywdzony był bardzo agresywny i go zaatakował. Złożył też wtedy swoje wnioski dowodowe. Twierdził, że został pomówiony.
Jak przekazał dzisiaj sędzia Jan Leszczewski, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Łomży, ksiądz został uznany za winnego tego, iż - wykorzystując bezradność innej osoby - wynikającą z zaśnięcia będącego następstwem znajdowania się przez nią m.in. pod wpływem alkoholu - doprowadził tę osobę do poddania się "innej czynności seksualnej".
Sąd Rejonowy w Łomży skazał duchownego na pół roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata, orzekł też 3-letni zakaz kontaktowania się z pokrzywdzonym i zbliżania się do niego na mniej niż 20 metrów.
"W dniu dzisiejszym sąd w Łomży uznał mnie za winnego czynu, którego nie popełniłem. Nie zgadzam się całkowicie z tym orzeczeniem" - napisał duchowny w poniedziałek na portalu społecznościowym, zaznaczając, że wyrok jest nieprawomocny i będzie się od niego odwoływał.
"Sąd w sposób mocno wybiórczy dowolnie ocenił materiał dowodowy. Władza państwowa ma swoje obowiązki, sąd ma swoją odpowiedzialność, a ja mam prawo do obrony. Będę odwoływał się od tego orzeczenia, ale wiem, że w Łomży nie mam szans na obiektywne rozpatrzenie sprawy i sprawiedliwy wyrok. Nadal żądam publicznego ujawnienia mojej sprawy. Na tym etapie nie byłem w stanie pokonać lokalnego układu. Będę jednak walczył do samego końca" - wpis tej treści został w poniedziałek po południu opublikowany na jego profilu na Facebooku.
W ubiegłym roku łomżyński sąd zwrócił się do Sądu Najwyższego o przekazanie sprawy do rozpoznania innemu sądowi równorzędnemu. Powołał się na dobro wymiaru sprawiedliwości. Argumentował, że oskarżony jest osobą znaną w Łomży, był kapelanem wielu miejscowych służb mundurowych, odbywały się też akcje jego poparcia, gdy stawiane mu były zarzuty.
Sąd miał też na uwadze dobro osoby, która ma w sprawie status pokrzywdzonego, żeby - jak mówił PAP przed rokiem sędzia Leszczewski - nie była w miejscowym środowisku napiętnowana, gdyby proces odbywał się w mieście. SN wniosku jednak nie uwzględnił, dlatego proces odbywał się - zgodnie z właściwością miejscową - przed Sądem Rejonowym w Łomży.


