​Rój dronów poruszający się w pełnej synchronizacji, swoim wyglądem przypominający meduzę - taki widok miał stanąć przed oczami pilota amerykańskiego myśliwca, który zdążył się katapultować tuż przed zestrzeleniem jego maszyny nad terytorium Iranu w kwietniu. Uratowany lotnik swoją relację przekazał oficerom wywiadu, ci jednak mają co do niej pewne wątpliwości - mężczyzna miał bowiem doznać w czasie incydentu wstrząśnienia mózgu. Jeśli jednak jest to prawda, oznacza to, że Iran osiągnął ogromny postęp w zakresie technologii dronowych.

  • Pilot zestrzelonego nad Iranem amerykańskiego myśliwca miał widzieć rój dronów tuż przed katapultowaniem się.
  • Formacja bezzałogowców miała kształtem przypominać meduzę.
  • Doniesienia te wzbudziły ogromne poruszenie w amerykańskim wywiadzie.
  • Bądź na bieżąco! Wejdź na RMF24.pl.

Formacja dronów w kształcie meduzy

O relacji pilota poinformowały telewizję CNN cztery źródła zaznajomione ze sprawą. Chodzi o wypadek z kwietnia br., kiedy to nad terytorium Iranu zestrzelono amerykański myśliwiec F-15. Na pokładzie były dwie osoby - pilot i oficer systemów uzbrojenia. Sterującego maszyną uratowano kilka godzin po tym, jak zdołał się katapultować. Oficer z kolei ukrywał się w górach ponad dobę, do czasu przybycia ratunku.

Pilot to, co widział, przekazał funkcjonariuszom wywiadu podczas odprawy po incydencie. Relacjonował, że zobaczył "wiele bezzałogowców połączonych ze sobą i poruszających się jako całość, z mniejszymi dronami pod większymi, niczym nogi" - przekazał jeden z informatorów CNN. Formacja ta miała swoim kształtem przypominać meduzę. "Kosmiczny cyrk na kółkach" - skwitował rozmówca telewizji.

Inne źródło stacji przekazało, że lotnik opisał coś w rodzaju wiszącego w powietrzu "pola minowego złożonego z dronów".

Choć dokładne przyczyny wypadku samolotu nie zostały jeszcze wyjaśnione, według dwóch informatorów CNN wstępne raporty wskazują, że "formacja dronów" mogła w jakiś sposób umożliwić Iranowi zestrzelenie myśliwca F-15.

Wielu wątpi w prawdziwość relacji pilota

Jak podkreśliła stacja, świadectwo uratowanego pilota miało wzbudzić ogromne poruszenie wśród oficerów amerykańskiego wywiadu. Część z nich miała nie zgodzić się ws. interpretacji tego, co opisał lotnik. Niektórzy podawali w wątpliwość to, czy mężczyzna był w stanie wiarygodnie opisać to, co widział.

Pilot doznał bowiem wstrząśnienia mózgu podczas incydentu. Nie jest też jasne, czy drugi członek załogi F-15 - oficer systemów uzbrojenia - również widział rzeczoną "formację dronów".

Funkcjonariusze wywiadu prowadzący odprawę mieli wątpić w słowa pilota, pytając go, "czy na pewno widział to, co mówi, że widział". Co więcej, według dwóch informatorów CNN, miał to być jego drugi raz od początku wojny z Iranem, kiedy jego maszyna została strącona.

"Czy lotnik był świadkiem zdolności bojowej Iranu, o której amerykański wywiad nie wiedział? Może był to ‘test beta’? Albo fatamorgana na pustyni?" - postawiła pytania stacja CNN. Podkreśliła jednocześnie, że jeśli to, co opisywał pilot było prawdą, oznacza to, że Iran osiągnął ogromny postęp w zakresie technologii dronowych.

Wsparcie z Rosji i Chin?

Amerykański wywiad miał uważać, że Iran nie posiada zdolności do takiego operowania dronami, o jakim mówił uratowany lotnik. Jak jednak wskazało dwóch informatorów telewizji CNN, istnieje wiele doniesień wskazujących, że Iran otrzymywał wsparcie w rozwijaniu technologii dronowych ze strony Rosji i Chin. Kraje te mają posiadać zdolności do operowania bezzałogowcami w sposób, jaki opisał pilot strąconej maszyny.

Według źródeł stacji to, co opisał pilot jest przykładem sieci typu "mesh" (siatka). Pozwala ona operatorowi na dowodzenie kilkoma dronami.