Premier Izraela Benjamin Netanjahu podkreśla, że utrzymanie ścisłych relacji ze Stanami Zjednoczonymi pozostaje dla jego kraju priorytetem, nawet po podpisaniu przez USA i Iran historycznego porozumienia pokojowego. Tel Awiw nie zamierza jednak rezygnować z obecności wojskowej w południowym Libanie, mimo amerykańskich nacisków o poszanowanie suwerenności tego kraju.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump podpisał w środę wstępne porozumienie z Iranem, które m.in. wzywa strony do zapewnienia "integralności terytorialnej i suwerenności Libanu". Taki punkt nie jest w smak Izraelowi, który podkreśla, że jego celem jest "wykorzenienie Hezbollahu", a terytoria zajęte w Libanie określa "strefą buforową".
Reuters poinformował dziś, powołując się na dwóch przedstawicieli izraelskich władz, że Tel Awiw prowadzi "uparte negocjacje" z Waszyngtonem, dążąc do utrzymania obecności swoich wojsk w południowym Libanie.
Izrael jednak niewiele robi sobie z zapisu w amerykańsko-irańskim porozumieniu, bo izraelska armia rozszerzyła swoją operację na południu Libanu. Tak przynajmniej wynika z mapy opublikowanej w czwartek na platformie X przez rzecznika Sił Obronnych Izraela płk Awichaja Adraia.
Izraelski wojskowy przekazał we wpisie, że "strefa buforowa" rozciąga się "ok. 10 km w głąb libańskiego terytorium". Dziennik "L'Orient-le-Jour" zauważył, że obszar ten, ustanowiony przez armię izraelską na południu Libanu, sięga teraz do miejscowości Madżdal Zun w okolicach Tyru i wzgórza na południowy wschód od miasta Nabatijja.


