Rzecznik irańskiego resortu dyplomacji Esmail Baghaei zapowiedział, że Teheran nie zamierza rozmawiać o swoim programie balistycznym podczas zbliżających się negocjacji ze Stanami Zjednoczonymi. Rozmowy mają się odbyć w piątek w szwajcarskim kurorcie Buergenstock. Niektórzy eksperci są zdania, że Stany Zjednoczone nie rozegrały swoich kart w najlepszym stylu.
- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl
W wywiadzie dla irańskiej telewizji państwowej Esmail Baghaei podkreślił, że "irańskie zdolności obronne nie będą w żaden sposób omawiane z nikim". Uciął w ten sposób spekulacje na temat tego, czy program balistyczny Teheranu będzie przedmiotem negocjacji ze Stanami Zjednoczonymi. Dodał również, że "irańskie rakiety są po to, by je wystrzeliwać, a nie by o nich rozmawiać".
Na piątek zaplanowano rozmowy pomiędzy przedstawicielami Stanów Zjednoczonych i Iranu w szwajcarskim Buergenstock. Wstępne porozumienie, podpisane w środę, nie obejmuje kwestii irańskiego programu balistycznego, który od lat budzi niepokój zarówno w USA, jak i w Izraelu.
Prezydent USA Donald Trump, komentując sprawę w Paryżu, stwierdził, że byłoby niesprawiedliwe, gdyby Iran nie miał prawa do posiadania rakiet balistycznych, skoro inne państwa je posiadają. Wcześniej, podczas szczytu G7 w Evian-les-Bains, Trump bagatelizował zagrożenie ze strony irańskiego programu balistycznego, podkreślając, że "rakiety konwencjonalne szkodzą, ale nie rozwalają planety", w przeciwieństwie do broni jądrowej.
Zgodnie z ustaleniami, porozumienie przewiduje natychmiastowe otwarcie cieśniny Ormuz, zakończenie amerykańskiej blokady, tymczasowe zawieszenie sankcji na irańską ropę naftową oraz rozpoczęcie 60-dniowych negocjacji dotyczących programu atomowego Iranu.
Dodatkowo, dokument zakłada zniesienie wszelkich sankcji, odblokowanie irańskich aktywów oraz uruchomienie programu odbudowy kraju o wartości szacowanej na 300 miliardów dolarów.
Zawarte w środę porozumienie gwarantuje bezpieczny i darmowy przepływ statków handlowych przez cieśninę Ormuz przez 60 dni. W tym czasie Iran i USA mają ustalić zasady powojennej administracji tego strategicznego szlaku. Iran już zapowiedział wprowadzenie nowych ograniczeń i opłat dla statków handlowych po zakończeniu okresu negocjacji. Przewodniczący parlamentu Iranu, Mohammad Ghalibaf, podkreślił, że "cieśnina Ormuz nigdy nie powróci do poprzedniego stanu" oraz że "oczywiście będziemy pobierać opłaty w zamian za świadczone przez nas usługi".
O ile Amerykanie uważają, że tranzyt przez Ormuz powinien zostać bezpłatny, o tyle wypracowanie takiego stanowiska wydaje się obecnie mało realne.
Według "Foreign Affairs", choć w lutym Teheran był wyjątkowo osłabiony, to po 40 dniach wojny i dwóch miesiącach niepewnego zawieszenia broni Islamska Republika wyszła z konfliktu "ośmielona i uzbrojona w nowy środek odstraszania: kontrolę nad cieśniną Ormuz". Sekretarz stanu USA Marco Rubio określił nawet tę przewagę mianem irańskiej "ekonomicznej broni jądrowej". Świat zrozumiał, że w przypadku ataku na Iran, zamknięcie cieśniny może poważnie zakłócić światowe rynki energii.
"Foreign Affairs" zwraca uwagę, że wynegocjowane porozumienie jest dla Iranu atrakcyjne, zwłaszcza po ogromnych stratach gospodarczych poniesionych podczas wojny. Jednak jeśli Teheran zdecyduje się utrzymać ograniczenia i opłaty za przepływ przez cieśninę, może to podważyć jego nową pozycję odstraszającą i zwiększyć ryzyko powrotu konfliktu.
Według magazynu, utrzymanie ograniczeń mogłoby trwale zachwiać globalną żeglugą i przyspieszyć poszukiwania alternatywnych szlaków transportowych. To z kolei mogłoby obniżyć koszty przyszłych konfliktów dla przeciwników Iranu. "Cieśnina Ormuz mogłaby zatem stać się ogniskiem powojennej niestabilności. I tak jak Trump przecenił swoją przewagę strategiczną, rozpoczynając wojnę, Teheran może być gotowy popełnić ten sam błąd teraz, gdy wojna się zakończyła" - podsumowuje "Foreign Affairs".



