Donald Trump w swoim wpisie na Truth Social nie zostawił suchej nitki na europejskich partnerach z NATO, zarzucając im bierność i brak odwagi w obliczu kryzysu w cieśninie Ormuz. W jego ocenie, taka operacja wiązałaby się z bardzo małym ryzykiem. Tymczasem zdaniem ekspertów operacja wojskowa w Ormuzie to nie „prosty manewr”, lecz ryzykowna i skomplikowana misja. Jak podaje „Wall Street Journal”, przywrócenie żeglugi w cieśninie może zająć tygodnie.

  • Trump krytykuje sojuszników NATO za brak zaangażowania w odblokowaniu cieśniny Ormuz, taką misję nazwał "prostym manewrem wojskowym".
  • Eksperci podkreślają, że militarne otwarcie cieśniny Ormuz to bardzo skomplikowana i ryzykowna operacja, zwłaszcza ze względu na miny morskie.
  • Stany Zjednoczone niedawno wycofały z rejonu specjalistyczne okręty do zwalczania min, dlatego potrzebują pomocy europejskich sojuszników.
  • Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

"Nie chcieli dołączyć do walki o powstrzymanie Iranu z napędem atomowym. Teraz, gdy ta walka została militarnie WYGRANA, z minimalnym ryzykiem dla nich, narzekają na wysokie ceny ropy, które są zmuszeni płacić, ale nie chcą pomóc w otwarciu cieśniny Ormuz, prostym manewrze wojskowym" - napisał Trump dodając, że bez USA NATO jest "papierowym tygrysem".

"To (byłoby) dla nich takie proste, (wiązałoby się) z tak małym ryzykiem. TCHÓRZE, ZAPAMIĘTAMY to!" - zakończył amerykański przywódca.

Europa odpowiada dyplomacją

W odpowiedzi na żądania Trumpa, pięć państw NATO - Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Holandia i Włochy - oraz Japonia zadeklarowały gotowość do "odpowiednich" działań na rzecz odblokowania cieśniny Ormuz. Jednak deklaracje te są bardzo ogólne i nie oznaczają bezpośredniego zaangażowania militarnego.

Trump nie krył uznania dla Japonii, która - paradoksalnie - nie podjęła jeszcze żadnych konkretnych kroków. "Stanęła na wysokości zadania" - chwalił Japonię, jednocześnie kontynuując krytykę europejskich partnerów. Stwierdził, że NATO "teraz staje się milsze, kiedy zobaczyli (jego) podejście", lecz jest na to za późno.

"To nie jest prosta misja"

Choć Trump przedstawia operację w cieśninie Ormuz jako "prosty manewr wojskowy", eksperci są zgodni: sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana. Militarne otwarcie cieśniny Ormuz byłoby niezwykle trudnym i ryzykownym zadaniem operacyjnym, a żądania prezydenta Trumpa wobec sojuszników to naprawdę zła strategia i naprawdę zła geopolityka - ocenia Steven Horrell, emerytowany komandor wywiadu marynarki wojennej USA i ekspert ds. bezpieczeństwa transatlantyckiego.

Ekspert podkreśla, że operacje ofensywne, eskortowanie konwojów czy rozminowywanie cieśniny to zadania obarczone ogromnym ryzykiem. Nie można powiedzieć: zniszczymy to wszystko. Wystarczy spojrzeć na Hutich i Morze Czerwone - nie udało się tam osiągnąć stu procent skuteczności przechwytywania - przypomina Horrell, nawiązując do niedawnych doświadczeń z proirańskimi bojówkami w regionie.

Zdaniem Horrella, największym wyzwaniem pozostaje rozminowywanie cieśniny, tymczasem Trump podczas spotkania z premierem Irlandii, stwierdził, że "nawet nie wie, czy w cieśninie są miny". Ekspert wyjaśnia, że miny morskie mogą być zakotwiczone, dryfujące lub leżeć na dnie, a ich zapalniki reagują na różne bodźce. Rozminowywanie to powolna i żmudna operacja, prowadzona małymi jednostkami z włókna szklanego, które same są niezwykle wrażliwe na ataki - zaznacza ekspert.

Przykład? Oczyszczanie 1600 min u wybrzeży Kuwejtu podczas pierwszej wojny w Zatoce Perskiej zajęło międzynarodowej koalicji aż sześć miesięcy - i to po zakończeniu działań wojennych. A teraz wyobraźmy sobie to w trakcie gorącego konfliktu - dodaje Horrell.

Amerykańskie braki i europejskie możliwości

Sytuację komplikuje fakt, że Stany Zjednoczone niedawno wycofały ze służby cztery specjalistyczne okręty do zwalczania min klasy Avenger, a ich miejsce zajęły mniej skuteczne moduły na okrętach walki przybrzeżnej (LCS). Znacznie większe zdolności do rozminowywania mają marynarki państw europejskich i właśnie dlatego - mimo zapewnień, że USA "nie potrzebują' sojuszników" - Trump właśnie do nich zwrócił się o pomoc - podkreśla Horrell.

To jest ten rodzaj sytuacji, którą trudno zrozumieć. Jeśli naprawdę planujesz podjąć się takiego przedsięwzięcia, może lepiej zgromadzić zawczasu potrzebne środki w najlepszym możliwym miejscu - dodaje.

Europa wybiera ostrożność

Wspólne oświadczenie państw europejskich i Japonii, choć wyraża gotowość do "odpowiednich wysiłków", nie oznacza automatycznego wsparcia militarnego. Horrell uważa, że to raczej sygnał preferowania dyplomatycznego rozwiązania, na wzór Inicjatywy Zbożowej na Morzu Czarnym, niż gotowość do udziału w operacji bojowej.

Były oficer podkreśla, że żądania Trumpa wobec sojuszników i wynikłe z tego pęknięcie w relacjach transatlantyckich są konsekwencją lat kwestionowania znaczenia sojuszy. Nie można lekceważyć sojuszników przez pięć lat prezydentury, porzucić tych samych europejskich sojuszników, dla których wspieranie Ukrainy jest żywotnym interesem, nie konsultować z nimi przystąpienia do wojny (z Iranem), a potem wyrażać zdziwienie, że nie spieszą się z pomocą - podsumowuje Horrell.

Ormuz pod ostrzałem

Tymczasem działania militarne w regionie przybierają na sile. Jak informuje "Wall Street Journal", siły USA i sojuszników używają śmigłowców Apache i nisko latających myśliwców do strącania dronów i niszczenia okrętów. Pentagon potwierdza, że w operacji uczestniczą także samoloty bliskiego wsparcia A-10 Warthog. Według doniesień, wojsko zatopiło lub uszkodziło już ponad 120 irańskich okrętów i łodzi, jednak Iran wciąż dysponuje znacznymi zapasami min, rakiet i łodzi ukrytych w tunelach.

Nie jest też jasne, ile min morskich zostało już rozmieszczonych przez Iran. Eksperci ostrzegają, że nawet niewielkie łodzie mogą je rozstawiać, a część min można zdalnie zdetonować, gdy przepływa statek.

Według portalu Axios prezydent USA Donald Trump rozważa użycie wojsk lądowych zajęcie irańskiej wyspy Chark, głównego punktu eksportu irańskiej ropy naftowej w Zatoce Perskiej. Inne doniesienia mówią o rozważaniu przez USA wysłania wojsk lądowych na wybrzeże Iranu. Trump w czwartek zdawał się wykluczać wysłanie dodatkowych wojsk, choć dodał, że gdyby miał wykonać taki ruch, nie powiedziałby o tym dziennikarzom.

Już w ubiegłym tygodniu jednostka ekspedycyjna piechoty morskiej z ponad 2 tys. żołnierzy marines oraz okrętami desantowymi miała wyruszyć z Japonii na Bliski Wschód, dokąd dotrze prawdopodobnie w przyszłym tygodniu. Dodatkowo telewizja Newsmax i agencja Reutera podały, że przyspieszone zostały plany wysłania podobnego oddziału marines z Kalifornii. Według Reutera jednostka ta miałaby docelowo zastąpić tę wysłaną z Japonii, choć niewykluczone, że obie będą się wzajemnie wspierać.