Administracja USA rozważa atak i przejęcie wyspy Chark. Operacja, która de facto oznaczać będzie rozpoczęcie inwazji lądowej w Iranie, ma na celu zmuszenie Teheranu do odblokowania cieśniny Ormuz. Informacje, które przekazuje serwis Axios zbiegają się z doniesieniami o relokowaniu z Japonii 31. Morskiej Jednostki Ekspedycyjnej, która wraz z zespołem okrętów desantowych z USS "Tripoli" zmierza właśnie na Bliski Wschód.
- Administracja USA przygotowuje się do ataku na wyspę Chark.
- To kluczowy punkt dla irańskiej gospodarki.
- W kierunku Bliskiego Wschodu wysłano elitarne jednostki USA.
- Czy dojdzie do amerykańskiej inwazji lądowej w Iranie i jakie konsekwencje będzie ze sobą nieść?
- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl
Axios przekazuje, że administracja USA nie jest w stanie zakończyć wojny na najkorzystniejszych dla siebie warunkach. Przynajmniej nie poprzez stosowanie dotychczasowych środków - czyli intensywnych bombardowań kluczowych, strategicznych celów w Iranie i eliminowaniu irańskiego przywództwa.
Premier Izraela Benjamin Netanjahu przyznał w czwartek to samo. Ofensywa powietrzna nie wystarczy, by złamać reżim w Teheranie. Można zrobić wiele rzeczy z powietrza i to robimy, ale musi być także element lądowy - mówił szef izraelskiego rządu, sugerując, że atak z lądu jest coraz silniej rozważaną opcją przez koalicję USA-Izrael.
Kiedy Waszyngton i Tel Awiw orientują się powoli, że dotychczasowa strategia wojenna wobec Iranu nie przyniesie zamierzonych rezultatów, ceny energii na całym świecie idą mocno w górę, zwiastując nadchodzący mega kryzys. Teheran zrobił dokładnie to, o czym mówiła większość analityków, obserwujących wydarzenia na Bliskim Wschodzie - kontrola nad cieśniną Ormuz, daje Irańczykom możliwość permanentnego szantażowania globalnej społeczności. A koalicja izraelsko-amerykańska nie może z tym nic zrobić.
Tu pojawia się plan przejęcia Chark.
Chark znajduje się około 25 km od wybrzeża Iranu i ponad 480 km na północny zachód od cieśniny Ormuz. Dzięki głębokim wodom wokół wyspy, największe tankowce mogą bezpośrednio cumować i ładować ropę, co czyni Chark głównym punktem zbioru, magazynowania i załadunku irańskiej ropy naftowej.
Chark jest zarówno kręgosłupem irańskiego systemu eksportowego, jak i jego najbardziej wrażliwym punktem. Każde zakłócenie na wyspie mogłoby poważnie wpłynąć na zdolność Iranu do eksportu ropy, co miałoby daleko idące konsekwencje dla regionalnych i globalnych łańcuchów dostaw.
Iran jest strukturalnie uzależniony od eksportu ropy, który stanowi główny filar budżetu państwa. W ostatnich latach, mimo sankcji, Iran zwiększył eksport ropy drogą morską o 9 proc. między 2023 a 2025 rokiem - według danych serwisu analitycznego Kpler.
W teorii blokada lub zajęcie wyspy może faktycznie zmusić Teheran do podjęcia negocjacji na temat odblokowania cieśniny Ormuz.
"Wyspa Chark generuje 78 miliardów dolarów rocznie z tytułu przychodów z energii, a jej głębokowodne nabrzeża są nie do zastąpienia przez żaden inny irański port" - powiedział dla TIME Miad Maleki, były urzędnik ds. sankcji w amerykańskim Departamencie Skarbu i starszy doradca w waszyngtońskiej Fundacji na rzecz Obrony Demokracji.
Cztery źródła serwisu Axios informują, że Chark znalazła się w bezpośrednim spektrum zainteresowania operacyjnego Waszyngtonu. Donald Trump konsekwentnie powtarza, że nie wyśle amerykańskich żołnierzy do walki na irańskiej ziemi, ale wkrótce może nie mieć innego wyjścia. Być może słynne "stawianie amerykańskiego buta" na obcym terenie było pewne od momentu rozpoczęcia wojny. Dziesięć dni temu senator demokratów Richard Blumenthal stwierdził z przerażeniem po spotkaniu w Pentagonie, że USA są na prostej drodze do inwazji lądowej w Iranie. Wówczas część opinii publicznej odebrała te słowa jako polityczną grę.
Axios podaje, że w Waszyngtonie chcą zyskać pewność powodzenia misji. Potrzebujemy około miesiąca, aby jeszcze bardziej osłabić Irańczyków atakami, zdobyć wyspę, a następnie złapać ich za jaja i zmusić do negocjacji - cytuje swoje źródło Axios.
Inny wypowiadający się anonimowo urzędnik mówi, że Trump chce odblokowania Ormuzu za wszelką cenę.
Jeśli będzie musiał zdobyć wyspę Chark, żeby to osiągnąć, to się stanie. Jeśli zdecyduje się na inwazję na wybrzeże, to się stanie. Ale ta decyzja jeszcze nie zapadła - dodaje.
Rzecz w tym, że oprócz kolejnej (po Wenezueli, polowaniu na tankowce i ubiegłorocznych bombardowaniach Iranu) spektakularnej akcji "amerykańskich chłopców", operacja przejęcia wyspy wcale nie musi przynieść wymiernych rezultatów.
Jeśli zajmiemy wyspę, zakręcą kurek na drugim końcu. Przecież nie kontrolujemy ich produkcji ropy - mówi Axiosowi Mark Montgomery, kontradmirał w stanie spoczynku, zauważając, że operacja narazi amerykańskich żołnierzy na niepotrzebne ryzyko. Jego zdaniem znacznie bardziej efektywnym krokiem byłoby wysłanie floty morskiej i powietrznej w celu eskortowania tankowców przez Ormuz.
Rzecz w tym, że Trump oczekuje, iż do operacji włączą się inne kraje, które choć deklarują gotowość do pomocy, chcą za wszelką cenę uniknąć zaangażowania w pełnoskalową wymianę ognia z Teheranem i wszelkich konsekwencji, jakie wojna za sobą pociągnie. W Europie strach przed aktami terroryzmu przybiera realną postać, a agencje wywiadowcze nie pozostawiają wątpliwości - w przypadku dołączenia krajów europejskich do konfliktu, uruchomi sieci uśpionych agentów, powiązanych z Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej.
Kilka dni temu pojawiły się informacje, że z bazy w rejonie Okinawy w Japonii w kierunku Bliskiego Wschodu wyruszyła 31. Morska Jednostka Ekspedycyjna (31. MEU) należąca do Amerykańskiego Korpusu Piechoty Morskiej (USMC). Mówimy o elitarnym wojsku, stworzonym do szybkich uderzeń i błyskawicznego reagowania.
Jednostka jest wyposażona w różnorodne środki transportu, w tym śmigłowce, pojazdy amfibijne oraz okręty desantowe, co pozwala na prowadzenie operacji zarówno na lądzie, jak i na morzu. W drodze do Iranu towarzyszy jej grupa uderzeniowa USS "Tripoli" z okrętem desantowym typu America. Okręt jest przystosowany do transportu i wsparcia jednostek piechoty morskiej, w tym pojazdów, sprzętu oraz żołnierzy, a także do prowadzenia operacji lotniczych z użyciem śmigłowców i samolotów pionowego startu i lądowania, takich jak F-35B Lightning II. Na pokładzie prawdopodobnie (według źródeł "The Wall Street Journal", czy "USNI") znajduje się 2500 żołnierzy piechoty morskiej.
Axios podaje, że to nie koniec gromadzenia sił przez USA. "W region ten zmierzają również dwie kolejne jednostki o podobnej liczebności" - twierdzi serwis bez informowania o szczegółach. Według informacji TIME w drodze mają być też siły specjalne Delta Force.
Portal powołuje się na kolejnych urzędników USA, którzy przypominają o niedawnych bombardowaniach przeprowadzonych na Chark. W teorii miały one zmusić Teheran do otwarcia Ormuzu, w praktyce może stanowić przygotowanie do operacji na lądzie.
Jeśli Amerykanie zdecydują się na lądowanie na Chark, odwet Iranu będzie nieunikniony. Teheran zagroził, że próba ataku na wyspę spowodouje serie uderzeń na partnerów USA w Zatoce Perskiej, przede wszystkim na obiekty energetyczne. Ceny ropy osiągnęłyby pułap, który zmroziłby rynki na długi czas.
Tymczasem Trump komentuje sprawę w ten sposób - Możemy zniszczyć wyspę, kiedy tylko chcemy. Nazywam ją małą wyspą, która jest tam zupełnie bezbronna. Zdemontowaliśmy wszystko oprócz rur. Zostawiliśmy rury, ponieważ ich odbudowa zajęłaby lata.


