Komisja Dyscyplinarna Polskiego Związku Piłki Nożnej prowadzi postępowanie wobec pięciu piłkarzy grających na poziomie centralnym. Chodzi o aferę związana z obstawianiem przez zawodników spotkań w zakładach bukmacherskich. "Skala pięciu tysięcy obstawionych zakładów to już jest zorganizowana grupa. To nie jest przypadek" - ocenił w Radiu RMF24 Marek Koźmiński, były reprezentant Polski i były wiceprezes PZPN. Podkreślił, że zawodnicy zamieszani w ten proceder mogą spodziewać się surowych konsekwencji.
Zdaniem Marka Koźmińskiego Polski Związek Piłki Nożnej może zdecydować się na maksymalne kary wobec zawodników zamieszanych w tzw. aferę bukmacherską. Jestem przekonany, że z całą siłą, którą ma PZPN kara będzie maksymalna - zapewnił w rozmowie na antenie Radia RMF24.
Podkreślił także, że rozmach sprawy musi budzić niepokój. To smutne, bo mówimy o potężnej skali. Mam nadzieję, że będzie to nauczka na zawsze dla wszystkich, którzy mają w głowie tego typu złe pomysły - stwierdził.
Jak stwierdził, problem ustawiania meczów i silnych związków piłki nożnej z bukmacherami nie dotyczy tylko Polski. To nie jest tak, że jesteśmy czarną owcą i u nas się źle dzieje. To jest problem światowy, ale wszystkie organy, wszystkie związki działają z dużą siłą, jeżeli chodzi o karanie tego typu przypadków. Są specjalne komórki powołane, aby śledzić pewne dziwne sytuacje - wskazał Koźmiński.
Właśnie dlatego obecne doniesienia budzą tak duże emocje. Były wiceprezes PZPN zwraca uwagę na to, że liczba osób zamieszanych w tę sprawę może wskazywać na bardziej zorganizowany proceder. To nie jest przypadek. Słyszymy o pięciu osobach. Pewnie, gdy poznamy więcej faktów, będziemy mogli ocenić sytuację dokładniej. Czym innym jest jeden czy dwa sporadyczne przypadki, a czym innym działanie kilku osób jednocześnie. Przy takiej skali trudno mówić o pojedynczym incydencie - zaznacza.
Zdaniem Koźmińskiego związki piłkarskie dysponują mechanizmami pozwalającymi wykrywać podejrzane działania, jednak ich możliwości są ograniczone. W każdym związku w Europie - i pewnie na świecie - działa specjalna komórka, która śledzi tego typu działania - wyjaśnił.
Jak mówił gość Piotra Salaka, gdy sprawa wykracza poza kwestie czysto sportowe, konieczna jest interwencja organów państwowych. Jeżeli okaże się, że były to działania wykraczające poza kwestie sportowe, wtedy wchodzi prokuratura i wszystkie sprawy karne z tym związane. Do tego powołane są już organy państwa. Związki sportowe mogą dużo, ale nie mogą wszystkiego - podkreślił.
Koźmiński zwrócił także uwagę na międzynarodowy charakter rynku zakładów bukmacherskich. Związki mogą to kontrolować, zgłaszać i karać w ramach swoich przepisów. Jednak większość nielegalnych zakładów, z tego co się orientuję, odbywa się w Azji, a na to mamy bardzo mały wpływ - dodał.
Według Marka Koźmińskiego to nie jest przypadek, że sprawa tzw. afery bukmacherskiej dotyczy piłkarzy z poziomu centralnego. W niższych ligach zainteresowanie bukmacherów jest znacznie mniejsze, podobnie jak możliwości obstawiania. Na poziomie centralnym możliwe są większe stawki. Mówimy o większej puli pieniędzy i większych możliwościach obstawiania. Ten wachlarz jest po prostu szerszy - wyjaśnił były wiceprezes PZPN.
Dodał, że wpływ zawodników na tak dużą liczbę zakładów nie wygląda na przypadek. Niestety mamy do czynienia z czymś, co wygląda na początek zorganizowanej akcji, która działała przez dłuższy okres - stwierdził Koźmiński.
Zaapelował jednocześnie o ostrożność w ocenach do czasu poznania wszystkich faktów. Poczekajmy, aż dowiemy się więcej. Trzeba ustalić, o jakie mecze chodziło i przede wszystkim, czy ci zawodnicy uczestniczyli w tych spotkaniach. To byłby najgorszy możliwy scenariusz - podsumował.
W przeszłości polska piłka miała już do czynienia z procederem ustawiania spotkań na szeroką skalę. Kluczową postacią w przestępczym procederze był wówczas Ryszard Forbrich, czyli "Fryzjer". Kierował mafią, która latami ustawiała wyniki meczów w I, II i III lidze.
Opracowanie: Jakub Muszyński


