​"Jako sędzia z trzydziestokilkuletnim stażem nigdy nie byłem związany z żadną opcją polityczną. Będę kierował sądem w taki sposób, aby polityka nie miała tu wejścia" - zapewnił nowo powołany pierwszy prezes Sądu Najwyższego Zbigniew Kapiński. Dodał, że "będzie bronił niezależności Sądu Najwyższego, czy to się komuś podoba, czy nie". "To jest moje credo" - podkreślił.

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Karol Nawrocki powołał w poniedziałek sędziego Zbigniewa Kapińskiego na nowego I prezesa Sądu Najwyższego, co wzbudziło sporo emocji zarówno w obozie Prawa i Sprawiedliwości, jak i Koalicji rządzącej.

"Karolu, popełniłeś straszny błąd i nawet to, kto i w jaki sposób Cię do tego namówił, nie tłumaczy tego błędu" - komentował decyzję prezydenta Sławomir Cenckiewicz, nawiązując do roli sędziego Kapińskiego w procesie lustracyjnym Lecha Wałęsy z 2000 roku. Według Cenckiewicza skład orzekający, w którym zasiadał Kapiński, miał dopuścić się naruszeń prawa i zasad rzetelnego postępowania sądowego. Stwierdzono wówczas, że Lech Wałęsa złożył prawdziwe oświadczenie lustracyjne i nie był agentem służb specjalnych PRL. 

Kapiński: Mówili, że jestem z jakiegoś nadania politycznego

Podczas wtorkowej konferencji prasowej sędzia odniósł się do krytyki środowiska prawicowego.

Mówili, że jestem z jakiegoś nadania politycznego. Ostatnie sytuacje pokazują, że moja kandydatura wzbudzała emocje po wszystkich stronach sporu politycznego - podkreślił Zbigniew Kapiński na konferencji.

Nie unikniemy spraw politycznych, bo ja sam ich wiele sądziłem i jedna po 26 latach wypadła z szafy. Nikogo nie interesuje, że dowody wypadły po 18 latach z sejfu. Że można było wznowić postępowanie i wykorzystać środki zaskarżenia. A teraz okazuje się, że skład sądzących, który orzekał na podstawie tych materiałów, które były wówczas dostępne, dopuścił się wręcz zbrodni sądowej. Tak to jest odbierane - komentował Kapiński.

Broniła go również Małgorzata Manowska, mówiąc, że "dopiero osiem lat później ukazała się wydana przez Instytut Pamięci Narodowej publikacja naukowa, przedstawiająca nowe ustalenia dotyczące materiałów związanych z tą sprawą", a "jeszcze później, bo w lutym 2016 r., ujawniono dokumenty znajdujące się wcześniej w prywatnym archiwum wdowy po Czesławie Kiszczaku".

Sędzia podziękował ustępującej I prezes SN Małgorzacie Manowskiej i podkreślił, że to, co zrobiła, wymaga kontynuacji. Doceniasz pracę ludzi, że czują się bezpieczni i doceniani. Będę to kontynuował. To jest moje credo, będę bronił niezależności Sądu Najwyższego, czy to się komuś podoba, czy nie - zaznaczył.

Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz tłumaczył we wtorek, że Karol Nawrocki - powołując nowego pierwszego prezesa Sądu Najwyższego - wykonał swą prerogatywę, nie ulegając żadnym naciskom i sugestiom. Kandydaturę ocenił merytorycznie.