Wielu właścicieli zwierząt domowych jest przekonanych, że obecność pupila działa jak naturalny lek na stres i poprawia ich samopoczucie. Czy jednak kontakt z ulubionym czworonogiem zawsze pomaga nam radzić sobie ze stresem? Najnowsze badania naukowców z Open University w Heerlen w Holandii sugerują, że odpowiedź na to pytanie jest bardziej złożona, niż mogłoby się wydawać. Wyniki badań, opublikowane na łamach czasopisma "Frontiers in Psychology" wskazują, że intensywna interakcja z kotem w stresujących momentach może nie tylko nie przynosić ulgi, ale wręcz potęgować negatywne emocje opiekuna.
- Więcej informacji z kraju i ze świata znajdziesz na stronie głównej rmf24.pl
Zespół badawczy postanowił przyjrzeć się bliżej, w jaki sposób kontakt z domowymi zwierzętami wpływa na samopoczucie ich właścicieli, zwłaszcza w chwilach podwyższonego napięcia. W badaniu wzięła udział grupa ochotników, którzy przez pięć kolejnych dni otrzymywali aż dziesięć powiadomień dziennie z prośbą o wypełnienie krótkiego kwestionariusza. Uczestnicy opisywali w nim swój aktualny nastrój, wykonywane czynności oraz to, czy przebywają w towarzystwie swojego zwierzęcia i czy wchodzą z nim w interakcje. Zebrano blisko 8 tysięcy raportów, co pozwoliło na stworzenie szczegółowego obrazu codziennych relacji ludzi ze swoimi pupilami.
Analiza zebranych danych wykazała, że kontakt zarówno z psem, jak i z kotem generalnie wiązał się z poprawą nastroju właścicieli. W momentach, gdy interakcja ze zwierzęciem była bardziej intensywna, uczestnicy badania częściej deklarowali pozytywne emocje i rzadziej odczuwali negatywne uczucia.
Naukowcy zwracają uwagę, że osoby opiekujące się psami częściej określają siebie jako "psiarze", natomiast właściciele kotów jako "kociarze". To sugeruje pewne dopasowanie osobowości do gatunku zwierzęcia. Może częściowo tłumaczyć, dlaczego korzyści emocjonalne z kontaktu z psem i kotem są zbliżone.
Kolejnym etapem badania było sprawdzenie, czy interakcja ze zwierzęciem w nerwowej sytuacji może łagodzić negatywne skutki stresu. Okazało się, że samo przebywanie w towarzystwie pupila nie chroniło właścicieli przed pogorszeniem nastroju wywołanym stresem. Intensywniejszy kontakt ze zwierzęciem nie przynosił przy tym dodatkowych korzyści emocjonalnych w porównaniu do samej jego obecności.
Badacze sugerują, że mechanizm stojący za pozytywnym wpływem zwierząt domowych na samopoczucie nie polega na bezpośrednim "buforowaniu" stresu. Być może chodzi raczej o poczucie towarzystwa i więzi, które daje obecność zwierzęcia, a nie o natychmiastową ulgę w trudnych chwilach.
W sytuacjach związanych z napięciem reakcje w odniesieniu do psów i kotów okazały się nieco inne. Intensywny kontakt z kotem w sytuacji stresowej nie tylko nie pomagał, ale wręcz nasilał negatywne emocje. Naukowcy przypuszczają, że może to wynikać z bardziej pasywnego charakteru interakcji z kotem, który nie zawsze odpowiada na ludzką potrzebę wsparcia w trudnych momentach.
Autorzy przyznają jednak, że w badaniach liczba opiekunów kotów była mniejsza niż właścicieli psów, a obserwowany efekt nie był konsekwentny we wszystkich analizach. Dlatego apelują o ostrożność w interpretacji tych wyników.
W przypadku właścicieli psów interakcja z pupilem nie pogłębiała negatywnych emocji w stresujących sytuacjach, ale też nie przynosiła wyraźnej poprawy nastroju. Oznacza to, że obecność psa nie jest uniwersalnym remedium na stres, choć może pozytywnie wpływać na ogólne samopoczucie właściciela.
Badacze podkreślają, że nie można jednoznacznie wskazać, czy lepszym towarzyszem jest pies, czy kot. Kluczowe znaczenie ma osobowość właściciela i jego preferencje.
Najważniejszym wnioskiem płynącym z badania jest to, że zarówno psy, jak i koty mogą przynosić swoim opiekunom podobne korzyści emocjonalne, choć mechanizmy tego wpływu mogą być różne.


