Komisarze Komisji Europejskiej coraz głośniej wyrażają niezadowolenie z powodu konieczności przymusowych postojów na ładowanie elektrycznych samochodów podczas służbowych podróży do Strasburga. Nowoczesna, ekologiczna flota miała być symbolem zielonej transformacji, tymczasem staje się źródłem frustracji i logistycznych problemów.
- Komisarze Komisji Europejskiej muszą zatrzymywać się na ładowanie elektrycznych aut podczas podróży do Strasburga, co wydłuża czas przejazdu i budzi ich frustrację.
- Problemy z infrastrukturą ładowania pokazują, że tempo zielonej transformacji wyprzedza możliwości techniczne i logistyczne.
- Komisja Europejska w lipcu przedstawi długo oczekiwany plan elektryfikacji gospodarki i życia w UE.
- Po więcej ważnych informacji z Polski i ze świata zapraszamy na stronę główną RMF24.pl.
W 2022 roku Komisja Europejska rozpoczęła ambitny proces wymiany swojej floty na pojazdy elektryczne, deklarując, że do 2027 roku wszystkie służbowe auta będą zeroemisyjne. KE jest na dobrej drodze do realizacji swojego celu, bowiem dziś około 80 proc. ze 128 pojazdów to samochody elektryczne.
Jednak, jak informuje w środę Politico, powołując się na anonimowych europejskich urzędników, podczas regularnych podróży z Brukseli do Strasburga, komisarze muszą zatrzymywać się na stacjach ładowania w Luksemburgu, ponieważ zasięg pojazdów nie pozwala na pokonanie bez przerwy całej, liczącej 440 kilometrów trasy.
Postój na ładowanie trwa od 20 do 30 minut, co wydłuża i tak już pięciogodzinną podróż. Jak przyznają urzędnicy z kilku gabinetów komisarzy, staje się to coraz większym źródłem irytacji, zwłaszcza po długich tygodniach plenarnych, gdy wszyscy chcą jak najszybciej wrócić do Brukseli.
Politico zauważa, że alternatywą dla nawet 30-minutowego ładowania pojazdu jest jazda autostradą z mniejszą prędkością, dzięki czemu można zaoszczędzić energię w akumulatorze. Jeden z urzędników pracujących dla "zirytowanego komisarza" mówi jednak, że nie jest to dobra metoda, bowiem w ten sposób podróż może wydłużyć się nawet do siedmiu godzin.
Rozwiązaniem nie jest też podróż pociągiem, bowiem komisarze nie mogą wtedy prowadzić poufnych rozmów telefonicznych.
Co ciekawe, nie wszyscy komisarze muszą mierzyć się z problemem ładowania. Przewodnicząca Komisji Ursula von der Leyen korzysta z opancerzonego pojazdu, dla którego nie ma obecnie odpowiedniego elektrycznego odpowiednika. Z kolei komisarz Olivér Várhelyi, według nieoficjalnych informacji, czasem wybiera podróż busem ze swoim zespołem, rezygnując z oficjalnego auta.
Krytyka ze strony komisarzy wpisuje się w szerszą debatę na temat tempa zielonej transformacji w Europie. Przedstawiciele branży motoryzacyjnej i niektóre grupy polityczne od dawna podkreślają, że infrastruktura ładowania oraz nawyki konsumentów nie nadążają za ambitnymi celami klimatycznymi KE.
Komisja Europejska tymczasem zapowiedziała, że w lipcu przedstawi długo oczekiwany plan elektryfikacji gospodarki i życia w UE. Ma on być elementem szerszej strategii uniezależniania się od paliw kopalnych, ogłoszonej przez Ursulę von der Leyen w odpowiedzi na kryzys na Bliskim Wschodzie.
Doświadczenia komisarzy pokazują jednak, że droga do pełnej elektromobilności wciąż jest pełna wyzwań.


