Ferrari zaprezentowało swój pierwszy w pełni elektryczny samochód - model Luce. Choć auto w swoich rozwiązaniach stylistycznych czerpie z klasyki, jego wygląd nie wszystkim przypadł do gustu. W proces produkcji zaangażowane było studio niezwykle znanego projektanta.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Luce to nie tylko pierwszy pełny elektryk, ale i pierwsze pięcioosobowe auto w historii Ferrari.
Nowy model wzbudził skrajne emocje wśród fanów motoryzacji - podkreśla portal BBC. Część środowiska krytykuje producenta za odejście od klasycznego stylu i porównuje premierę do kontrowersji wokół elektrycznego Jaguara. Innym śmiałość designu Luce się podoba. Samochód ma kilka oczywistych nawiązań do historii marki - tylne światła przypominające te z modeli F40 czy F50, a także charakterystycznie zakrzywiona maska, która przywodzi na myśl np. model 488 Pista.
Elektryczne dziecko stajni z Maranello powstało we współpracy z biurem projektowym LoveFrom, założonym przez byłego szefa designu Apple’a Jony’ego Ive’a. Brytyjczyk odpowiada m.in. za wygląd pierwszych iPodów i iPhonów. Jego rękę widać zwłaszcza w dość ascetycznej desce rozdzielczej.
Ferrari podkreśla, że nad autem pracowano przez pięć lat. Samochód wyposażono w cztery silniki elektryczne - po jednym przy każdym kole - co pozwala rozpędzić je w ok. 2,5 s do 100 km/h. Deklarowany zasięg to 530 km. Wszystkie kluczowe komponenty mają być produkowane we własnych zakładach firmy, co ma zwiększyć trwałość i wartość auta na rynku wtórnym.
Ferrari Luce (wł. światło) wyceniono na ok. 2,3 mln zł.
Auto debiutuje w trudnym momencie dla branży elektromobilności - podkreśla BBC. Porsche i Lamborghini ograniczają swoje plany dotyczące samochodów elektrycznych z powodu słabego popytu oraz rosnącej konkurencji ze strony chińskich producentów. Ferrari zapowiada jednak, że obok elektryków nadal będzie oferować modele spalinowe i hybrydowe.
Choć włoska firma pozostaje najcenniejszym producentem samochodów w Europie, jej akcje spadły w ciągu roku o ponad 25 proc. - podobnie jak w przypadku innych marek luksusowych, które odczuwają skutki globalnego spowolnienia popytu.


