W czwartek rano rozpoczęły się wybory lokalne w Anglii oraz wybory do parlamentów Szkocji i Walii. To głosowanie, które – zdaniem ekspertów – może nie tylko przesądzić o dalszych losach premiera Keira Starmera, ale również zaważyć na przyszłości całego Zjednoczonego Królestwa.
- Partia Pracy z Keirem Starmerem na czele może ponieść poważne straty, co może prowadzić do potencjalnych zmian w przywództwie.
- Dużym wygranym może zostać skrajnie prawicowa Reform UK.
- Sondaże przewidują, że Reform UK i Zieloni mogą zdobyć większość mandatów radnych, podczas gdy tradycyjne partie mogą zająć dalsze miejsca.
- Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Punktualnie o godzinie 7:00 czasu lokalnego (8:00 w Polsce) otwarto lokale wyborcze w całej Anglii, Szkocji i Walii. Głosowanie potrwa do godziny 22:00 (23:00 w Polsce), a pierwsze wyniki poznamy już w piątkowe popołudnie. Jednak to, co wydarzy się w tych wyborach, już teraz budzi ogromne emocje i spekulacje. Brytyjczycy stoją bowiem przed wyborem, który może wywrócić do góry nogami dotychczasowy układ sił politycznych.
Przez dziesięciolecia brytyjska scena polityczna była zdominowana przez dwa ugrupowania - Partię Pracy i Partię Konserwatywną. Dziś jednak sondaże jasno pokazują, że ten porządek odchodzi do historii. Zamiast tradycyjnej rywalizacji dwóch gigantów, obserwujemy narodziny systemu pięcio-, a nawet sześciopartyjnego - szczególnie w Szkocji i Walii.
Partia Pracy, dowodzona przez Keira Starmera, szykuje się na trudne chwile. Prognozy przewidują dla niej poważne straty, a ewentualna porażka może doprowadzić do politycznego trzęsienia ziemi w samym sercu ugrupowania. Coraz głośniej mówi się o możliwym odsunięciu Starmera od władzy - mimo że to właśnie on poprowadził laburzystów do zwycięstwa w 2024 roku. Nawet jeśli przetrwa tę próbę, wielu komentatorów wątpi, czy stanie na czele partii podczas kolejnych wyborów krajowych.
Również Partia Konserwatywna, dotychczasowy główny rywal laburzystów, według prognoz ma stracić na znaczeniu. Największym zwycięzcą tych wyborów może okazać się skrajnie prawicowa partia Reform UK, kierowana przez Nigela Farage’a. Jej antyestablishmentowy i antyimigracyjny przekaz trafia do wyborców rozczarowanych dotychczasową polityką - zwłaszcza w dawnych bastionach Partii Pracy na północy Anglii i na obrzeżach Londynu.
Równie mocno rośnie w siłę Partia Zielonych, która - jak przewidują sondaże - może zdobyć setki miejsc w radach miejskich, szczególnie w miastach z dużą liczbą studentów. To właśnie Zieloni odbierają laburzystom poparcie w Londynie, który do niedawna wydawał się nie do zdobycia dla innych ugrupowań.
Według najnowszych sondaży, Reform UK może zdobyć nawet 1500-1600 z 5066 mandatów radnych, a Partia Zielonych - około 1100. Tradycyjne partie - Partia Pracy, Konserwatyści i Liberalni Demokraci - będą musiały zadowolić się walką o trzecie miejsce. Dla laburzystów oznacza to możliwą utratę aż dwóch trzecich bronionych mandatów, a dla konserwatystów - połowy. Szczególnie bolesna może być utrata wielu miejsc w Londynie, gdzie rozczarowani wyborcy masowo przenoszą swoje poparcie do Zielonych.
W Szkocji niemal pewne jest zwycięstwo Szkockiej Partii Narodowej (SNP), która rządzi nieprzerwanie od 2007 roku. Kluczowe pytanie brzmi: czy SNP zdobędzie bezwzględną większość? Jeśli tak, partia wykorzysta to jako argument za rozpisaniem referendum niepodległościowego. O drugie miejsce, z dużą stratą do SNP, powalczą Partia Pracy i Reform UK - co dla laburzystów jest szczególnie dotkliwe, bo jeszcze dwa lata temu liczyli na detronizację SNP.
Jeszcze większy dramat może rozegrać się w Walii. Tam Partia Pracy nieprzerwanie wygrywała wszystkie wybory od powstania walijskiego parlamentu w 1999 roku. Tymczasem sondaże wskazują, że o zwycięstwo powalczą Plaid Cymru (partia opowiadająca się za niepodległością) oraz Reform UK, a laburzyści mogą spaść na odległe trzecie miejsce.


