Polska stanęła na czele potężnej koalicji 16 państw, które rzucają wyzwanie projektowi nowego budżetu Unii Europejskiej na lata 2028-2034. We wtorek w Brukseli, podczas posiedzenia ministrów ds. europejskich, Warszawa położy na stół deklarację, w której 16 krajów domaga się zwiększenia środków na rolnictwo i regiony oraz zachowania pełnej kontroli państw nad ich wydatkowaniem. To początek decydującej bitwy o miliardy euro, które mają trafić do polskich regionów i rolników.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Warszawa zbudowała szeroki front państw, pod którym podpisały się: Bułgaria, Czechy, Estonia, Grecja, Hiszpania, Chorwacja, Węgry, Włochy, Litwa, Łotwa, Malta, Portugalia, Rumunia, Słowenia i Słowacja. Dzięki tak silnemu poparciu Polska narzuca ton unijnej debacie w sprawie przyszłego budżetu UE.
Polska zainicjowała koalicję wzywającą do ambitnych wieloletnich ram finansowych. Dziś 16 państw członkowskich stoi zjednoczonych za budżetem, który służy wszystkim Europejczykom - z polityką spójności i wspólną polityką rolną w jego centrum - podkreśla minister ds. europejskich, Ignacy Niemczycki.
Dołączenie takich potęg jak Włochy czy Hiszpania pokazuje, że Polska nie tylko realizuje własne interesy, ale występuje w roli lidera dbającego o sprawiedliwy rozwój całej Wspólnoty. To jasny sygnał dla Brukseli, że polskie postulaty dotyczące utrzymania silnego finansowania regionów i rolnictwa są podzielane przez niemal 2/3 państw Unii.
Koalicja 16 krajów uderza prosto w najbardziej kontrowersyjny pomysł Komisji Europejskiej - mechanizm "pieniądze za reformy". Bruksela chce, aby wypłata środków na drogi, mosty i rolnictwo zależała od realizacji odgórnie uzgodnionych celów, podobnie jak ma to miejsce w przypadku Krajowego Planu Odbudowy (gdy środki są wypłacane po realizacji tzw. kamieni milowych).
"Przyjaciele Spójności" chcą, żeby to państwa, a nie unijni urzędnicy decydowały, jak wydawać każdą złotówkę i każde euro. Innymi słowy - aby miliardy z funduszy spójności trafiały bezpośrednio do polskich samorządów, a nie były uzależnione od widzimisię unijnych urzędników i realizacji narzuconych z góry "reform".
Z kuluarowych rozmów wynika, że po burzliwych dyskusjach koalicja "16" zaproponowała opóźnienie spłaty zaciągniętej pożyczki na KPO, czyli Funduszu na Odbudowę po Pandemii. Koalicja 16 wyszła z propozycją, aby w nowym budżecie UE spłacała jedynie odsetki od długu za KPO, a nie kapitał. Zgodnie z planem KE, od 2028 roku Unia miałaby spłacać aż 25 mld euro rocznie.
Propozycja 16 państw pozwoliłaby uniknąć "mrożenia" ogromnych kwot w budżecie, dzięki czemu pieniądze te mogłyby zostać przeznaczone na bieżące inwestycje w krajach członkowskich.
Polska i jej sojusznicy walczą również o przebudowę wartego 451 mld euro Funduszu Konkurencyjności. Chodzi o to, aby stał się on realnym wsparciem dla małych i średnich przedsiębiorstw, a nie tylko najbogatszych graczy. Dlatego Grupa 16 forsuje podniesienie wkładu unijnego do 85 proc. i między wierszami krytykuje tzw. zasadę doskonałości (chociaż w deklaracji twierdzi, że uznaje jej "centralne znaczenie").
Reguła ta faworyzuje najlepiej rozwinięte regiony z nowoczesnymi laboratoriami, co w praktyce oznacza, że pieniądze omijają polskie firmy. Grupa 16 domaga się systemu, który nie dzieli krajów na lepsze i gorsze, lecz stawia na realny rozwój lokalnego biznesu.
Z nieoficjalnych informacji wynika, że 16 krajów liczy na efekt zaskoczenia. "To potężny pokaz jedności. Bruksela będzie zszokowana, że udało się zbudować tak szerokie porozumienie" - słychać w kuluarach. Koalicja czeka teraz na reakcję "państw-skąpców", takich jak Niemcy, Holandia czy Finlandia, które forsują oszczędny budżet.
Choć Francji nie ma w grupie sygnatariuszy szesnastki, kategorycznie odrzuca ona cięcia w rolnictwie, a jej sprzeciw wobec tych uszczupleń dodatkowo wzmacnia stanowisko 16 krajów. Dla Przyjaciół Spójności obecna propozycja budżetowa to "absolutne minimum". Jeśli Niemcy będą forsować cięcia, napotkają na twardy opór.


