"Kreatywny pomysł, ale sprawdzamy, czy zgodny z Traktatami UE" - tak skomentował w rozmowie z brukselską dziennikarką RMF FM wysoki rangą polski dyplomata inicjatywę kanclerza Niemiec. Friedrich Merz proponuje przyznać Ukrainie nowy status "członka stowarzyszonego" UE.
- Polska z rezerwą podchodzi do propozycji kanclerza Niemiec Friedricha Merza o nadaniu Ukrainie nowego statusu "członka stowarzyszonego" w UE.
- Status "członka stowarzyszonego" miałby pozwolić Ukrainie uczestniczyć w pracach unijnych instytucji i szczytach bez prawa głosu.
- Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.
Taki status miałby umożliwić Ukrainie zasiadanie praktycznie we wszystkich unijnych instytucjach, udział w szczytach, spotkaniach ministerialnych, a także zasiadanie w ławach PE, ale bez prawa głosu.
Wypowiedź wysokiej rangi polskiego dyplomaty oznacza, że Polska ma do tej propozycji spory dystans. W świecie dyplomacji określenie "kreatywny pomysł" sugeruje rozwiązanie niekonwencjonalne i ryzykowne, wykraczające poza przyjęte standardy.
Innymi słowy, Warszawa obawia się, że propozycja Merza to próba stworzenia dla Ukrainy "wiecznej poczekalni" - statusu, który da Kijowowi prestiż, ale w praktyce może na długo zablokować drogę do pełnoprawnego członkostwa w Unii.
Natomiast zapowiedź badania zgodności z Traktatami to jasny sygnał wątpliwości prawnych. Polska popiera wejście Ukrainy do Unii, ale nie zgadza się na drogę na skróty, która mogłaby stworzyć niebezpieczny precedens i naruszyć polskie interesy narodowe.
Inny dyplomata dodaje, że to "nic nowego". Przypomniał, że podobne propozycje pojawiały się już wcześniej, gdy omawiano kilka miesięcy temu członkostwo w UE Ukrainy jako część "planu pokojowego", który forsował wówczas prezydent USA Donald Trump.
Zwraca także uwagę na wybiórczy charakter tej propozycji, bo dotyczy ona wyłącznie Ukrainy, co jest jej słabym elementem. W proces negocjacji członkowskich zaangażowane są poza Mołdawią także Bałkany Zachodnie. Postępy krajów jak Czarnogóra są już bardzo zaawansowane.
Trudno sobie wyobrazić rozwiązania wyłącznie dla Ukrainy. Wywołałoby to frustrację na Bałkanach i mogło zdestabilizować tamtejsze rządy i popchnąć w stronę wpływów Rosji lub Chin.


