Austriacka prokuratura poinformowała, że ilość trutki na szczury wykryta w jednym ze słoiczków z daniami dla niemowląt nie stanowiła zagrożenia dla życia dziecka. Ekspertyza toksykologiczna wykazała obecność 15 mikrogramów substancji, co – jak podkreślono – nie jest dawką śmiertelną, choć mogła ona wywołać osłabienie krzepnięcia krwi i niewielkie krwawienia. Wyniki dotyczą 8-miesięcznego niemowlęcia i jednego słoiczka zabezpieczonego przez policję w pobliżu Eisenstadt, na południe od Wiednia.

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Do incydentu doszło w połowie kwietnia w kraju związkowym Burgenland. Truciznę wykryto w puree z marchwi i ziemniaków. Śledztwo wykazało, że zainfekowanych zostało co najmniej sześć słoiczków - pięć z nich wycofano ze sprzedaży w Austrii, Czechach i na Słowacji, szósty prawdopodobnie znajduje się w Austrii.

Niemiecki producent żywności dla niemowląt od początku utrzymuje, że był celem próby wymuszenia okupu. W marcu firma otrzymała e-mail z żądaniem przekazania 2 mln euro w ciągu sześciu dni. Wiadomość została jednak odczytana dopiero dwa tygodnie po upływie terminu, ponieważ trafiła na rzadko sprawdzany adres grupowy.

W sobotę austriacka policja aresztowała w tej sprawie 39-letniego mężczyznę, byłego pracownika firmy, o której mowa. W jego mieszkaniu znaleziono trutkę na szczury. Pełnomocnik zatrzymanego zapewnia, że jego klient nie miał związku ani z żądaniem okupu, ani z zatruciem produktów. Wyjaśnia, że mężczyzna prowadzi gospodarstwo rolne, co tłumaczy obecność trutki.