Włosko-amerykański kryzys dyplomatyczny po kontrowersyjnych słowach Donalda Trumpa pod adresem Giorgii Meloni. W reakcji na wypowiedź prezydenta USA, który w wywiadzie dla włoskiej telewizji stwierdził, że szefowa włoskiego rządu "błagała go o wspólne zdjęcie", minister spraw zagranicznych Antonio Tajani odwołał w piątek zaplanowaną wizytę w Stanach Zjednoczonych.

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Błagała mnie, żebym zrobił z nią zdjęcie, zrobiło mi się jej żal - powiedział w wywiadzie dla włoskiej telewizji La7 prezydent USA Donald Trump, odnosząc się do premier Włoch Giorgii Meloni. Słowa te wywołały falę oburzenia w kraju ze stolicą w Rzymie.

Natychmiast zareagowała na nie sama szefowa włoskiego rządu, która w swoich mediach społecznościowych napisała: "Włochy i ja nigdy nie błagamy". Zasugerowała, że amerykański prezydent zmyślił całą sytuację.

Do wpisu dołączyła krótkie nagranie, w którym zaatakowała przywódcę USA. Pewne rzeczy wymagają natychmiastowej odpowiedzi. Nie wiem, dlaczego prezydent USA zachowuje się w ten sposób wobec sojuszników. To nie pierwszy raz, kiedy coś takiego się dzieje. Mogę tylko powiedzieć, że szkoda, iż nie wykazuje takiej samej determinacji wobec wrogów Zachodu - mówi na nieco ponad trzydziestosekundowym wideo.

Wobec słów Trumpa nie pozostał też obojętny wicepremier, minister spraw zagranicznych Antonio Tajani. "Poważne i obraźliwe słowa prezydenta Trumpa pod adresem premier Giorgii Meloni obrażają całe Włochy. Z tego powodu postanowiłem odwołać moją wizytę w Stanach Zjednoczonych zaplanowaną na 21 i 22 czerwca" - napisał na platformie X. "Kto atakuje Giorgię, atakuje nas wszystkich" - stwierdził z kolei wicepremier Matteo Salvini.

Głos w tej sprawie zabrał też minister obrony Guido Crosetto. "Nie potrafię sobie wyobrazić, by Giorgia Meloni poprosiła kogokolwiek o zdjęcie, nawet pod groźbą. Mogę natomiast wyobrazić sobie, ile ją kosztowało odłożenie na bok tego, co Trump powiedział kilka tygodni temu, aby działać w interesie Włoch, Europy i Zachodu. Wyobrażam sobie, ile będzie ją kosztować to, że nie skomentuje, tak jak by należało, tego nowego upadku stylu ze strony prezydenta USA. Choć upadek stylu jest w tym przypadku ukrytym i niezasłużonym uznaniem, to tym, co naprawdę rani, jest fakt, że takie żarty nie służą nikomu: ani USA, ani Włochom, ani sojuszowi" - napisał.

Do szefowej włoskiego rządu, przebywającej na szczycie UE w Brukseli, zadzwonił też prezydent Sergio Mattarella, wyrażając z nią solidarność.

Napięte relacje

Relacje między Donaldem Trumpem a Giorgią Meloni w ostatnich tygodniach były bardzo napięte. Prezydent USA w kwietniu publicznie zarzucał szefowej włoskiego rządu brak wsparcia w konflikcie z Iranem, podkreślając, że "jest zupełnie inna niż myślał" i wyrażając rozczarowanie jej postawą. Jestem nią zszokowany. Myślałem, że ma odwagę, myliłem się - mówił.

Szefowa włoskiego rządu z kolei uznała za niedopuszczalną krytykę amerykańskiego przywódcy pod adresem papieża Leona XIV.

Na początku tego tygodnia, podczas szczytu G7 w Évian-les-Bains, przywódcy odbyli rozmowę, która - według włoskich źródeł dyplomatycznych - miała na celu wyjaśnienie ostatnich nieporozumień. Najwidoczniej nie udało się tego zrobić.