To już trzeci w ostatnich dniach zmasowany atak dronów na Moskwę i jej okolice. Według doniesień rosyjskich mediów, w różnych dzielnicach miasta rozległy się eksplozje, a w sieci pojawiły się liczne nagrania z przelotów bezzałogowców. Rosyjskie władze twierdzą, że większość dronów została zestrzelona, jednak część z nich mogła dotrzeć do celu. Nad stolicą Rosji widać dymy.
- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl
W środę, 19 czerwca, Moskwa po raz kolejny stała się celem masowego ataku dronów. Jak informują rosyjskie kanały w mediach społecznościowych, w mieście i okolicach słychać było wybuchy, a mieszkańcy donosili o pracy systemów obrony przeciwlotniczej. W niektórych dzielnicach pojawiło się zadymienie, co może świadczyć o trafieniach.
Według mera Moskwy, Siergieja Sobianina, rosyjska obrona powietrzna miała zestrzelić ponad 30 dronów. Na miejscu pracują służby ratunkowe, jednak szczegóły dotyczące ewentualnych zniszczeń nie są znane.
Według cytowanego przez rosyjską agencję RIA Nowosti gubernatora obwodu moskiewskiego Andrieja Worobjowa w ataku zginęła ośmioletnia dziewczynka.
To już trzeci taki atak w ciągu ostatnich dni. W nocy z 17 na 18 czerwca dziesiątki dronów zaatakowały Moskwę i obwód moskiewski, kierując się m.in. na tamtejszy zakład rafineryjny. Według informacji ukraińskiego Sztabu Generalnego, na terenie zakładu doszło do kilku pożarów - płonęły instalacje do przetwarzania ropy oraz zbiorniki magazynowe.
Rosyjskie media określiły ten atak jako najpoważniejszy od dwóch lat. Worobjow informował dzień wcześniej, że rannych zostało 17 osób.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski nazwał uderzenie na Moskwę "sprawiedliwą" odpowiedzią na rosyjski atak na Kijowsko-Peczerską Ławrę. Wezwał także społeczność międzynarodową do wywarcia presji na Władimira Putina.
Według ukraińskich władz, atakowany zakład naftowy jest kluczowy dla zaopatrzenia rosyjskiej armii, a jego roczna wydajność przekracza 12 milionów ton ropy.



