"Chiny są najważniejszym z punktu widzenia Polski tematem dzisiejszego szczytu UE" - ujawnia polski dyplomata. Chodzi o przyszłość polskiego przemysłu. "Jeżeli nic nie zrobimy - to znikną całe branże" - tłumaczy.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Nie Ukraina, która pojawia się na każdym szczycie, ani negocjacje budżetowe, gdzie nie zapadną żadne decyzje, ani nawet ETS, gdzie Polska chce tylko "przyklepać" korzystne dla siebie korekty metody wyliczania wskaźników darmowych pozwoleń, ale właśnie relacje z Chinami mają tym razem największe znaczenie. Stawką jest przyszłość europejskiego, a więc i polskiego przemysłu. Polska oczekuje, że Komisja Europejska zaproponuje narzędzia, które pozwolą UE szybciej i skuteczniej reagować na tanią nadprodukcję z Chin, która zalewa europejski rynek.
Z polskiego punktu widzenia najważniejsza będzie dyskusja o Chinach - powiedział RMF FM wysoki rangą polski dyplomata. Jak podkreślił, temat ten jest szczególnie istotny dla Polski jako jednego z bardziej uprzemysłowionych krajów UE.
Nasz przemysł mówi, że Chiny są bardzo dużym wyzwaniem - dodał rozmówca.
Warszawa podkreśla, że deficyt handlowy z Chinami jest jednym z największych w relacjach z pojedynczym krajem, a chińskie dotacje i niskie ceny wywierają presję na polski przemysł - od hutnictwa i motoryzacji po chemię i nowe technologie.
W oficjalnych dokumentach szczytu UE nie wymienia się Chin z nazwy, mówi się o strategicznej debacie w sprawie "globalnej nierównowagi makroekonomicznej". Ta ostrożność jest powodem do żartów w Brukseli, bo przecież Pekin i tak wie, że pod tą nazwą kryje się dyskusja o chińskiej nadprodukcji, nieuczciwej konkurencji oraz sposobach ochrony europejskiego przemysłu. "To będzie rozmowa o tym, czy UE będzie bardziej asertywna" - słyszymy.
Polska od dawna opowiada się za twardszym podejściem do Chin. W 2024 r. głosowała za cłami na subsydiowane chińskie elektryki. Francja należy do czołówki asertywnych państw. Coraz wyraźniej widać także zmianę podejścia Niemiec, które dotąd były ostrożne ze względu na silne powiązania gospodarcze z Chinami.
Niemcy zaczynają dostrzegać, że po prostu Chińczycy nie grają fair i jeżeli tak dalej pójdzie, to po prostu nie będzie już żadnego europejskiego przemysłu, a europejskie firmy w Chinach zostaną de facto zwasalizowane albo przejęte na niekorzystnych warunkach - mówi w rozmowie z RMF FM unijny dyplomata.
Najbardziej sprzyjająca Chinom pozostaje natomiast Hiszpania, ostrożne są także Węgry i Portugalia.
Praktycznie wszystkie kraje mają deficyt z Chinami i wszyscy boją się chińskiego odwetu - ujawnia inny z dyplomatów.
W UE rośnie jednak przekonanie, że dotychczasowe instrumenty ochrony handlu nie wystarczają. Komisja Europejska szykuje więc rozwiązania, które mają działać nie na poziomie pojedynczych produktów (jak np. cła na elektryki, które Chiny zaczęły szybko omijać) ale całych sektorów - od zielonych technologii po przemysł chemiczny i maszynowy.
Chodzi także o rozwiązania, które miałyby ograniczyć zależność od jednego dostawcy kluczowych komponentów oraz zmusić firmy do większej dywersyfikacji łańcuchów dostaw, czy wprowadzenie zasady wzajemności (żeby chińskie firmy nie miały w UE większych praw, niż europejskie firmy mają w Chinach).
Zdaniem rozmówców RMF FM, debata o Chinach może wyznaczyć nowy kurs polityki gospodarczej Unii. Chodzi o odejście od podejścia opartego przede wszystkim na wolnym handlu na rzecz większej ochrony europejskiego przemysłu, bezpieczeństwa gospodarczego i odporności na zewnętrzne wstrząsy. Z polskiego punktu widzenia stawką jest przyszłość krajowych firm i konkurencyjność przemysłu.


