Czy uda się zamrozić wdrażanie umowy z Mercosurem? Eurodeputowani będą głosować w Strasburgu nad skierowaniem umowy do TSUE, by unijny trybunał sprawdził jej zgodność z unijnym prawem. Przyjęcie tego wniosku oznaczać będzie, że umowa trafi do zamrażarki nawet na dwa lata, bo tyle trwa procedowanie w TSUE. Gdy wniosek przejdzie, wstrzymane zostanie dalsze procedowanie umowy.
- Więcej najnowszych informacji z Polski i całego świata znajdziesz na RMF24.pl.
To niezwykle rzadka procedura - mówią źródła dziennikarki RMF FM w TSUE. Parlament Europejski do tej pory skorzystał z takiej możliwości pytania o opinię TSUE tylko cztery razy. Eurodeputowani chcą ją teraz wykorzystać jako bezpośrednie narzędzie do zamrożenia na etapie finalizacji kontrowersyjnej umowy handlowej z krajami Mercosuru.
Do ostatniej chwili trwa w Strasburgu przeciąganie liny. O wyniku głosowania może zdecydować kilku czy kilkunastu europosłów.
Jak usłyszała w PE dziennikarka RMF FM, "odbywa się systemowe łamanie kręgosłupów" przez zwolenników umowy. Przedstawiciele KE (w imieniu szefowej KE Ursuli von der Leyen) oraz szef Europejskiej Partii Ludowej Manfred Weber naciskają na posłów. Czasami chodzi wręcz o polityczny szantaż - usłyszała dziennikarka RMF FM.
Jako frakcja EPL zdecydowanie opowiada się za Mercosurem - chociaż Polacy (PO-PSL) czy Francuzi ( Les Républicains) będą głosować za skierowaniem jej do TSUE. "EPL uważa, że wstrzymanie umowy podważyłoby wiarygodność Europy jako globalnego gracza" - ogłosiła EPL na portalu społecznościowym.
Chodzi o "łamanie" europosłów z Irlandii czy Rumunii, którzy nawet podpisali się pod wnioskiem, a zaczynają się pod presją wycofywać. Na podobne naciski skarżą się nieoficjalnie Austriacy i Belgowie. Padają nawet argumenty związane z Grenlandią i koniecznością uniezależnienia się od Trumpa.
Głosowane będą dwa wnioski: jeden, który przygotowało ponad 140 eurodeputowanych na czele z Krzysztofem Hetmanem z PSL-u oraz drugi, zgłoszony przez skrajną prawicę, popierany przez Konfederację i PiS. W obu chodzi między innymi o podział umowy dokonany przez KE na część handlową - niewymagającą ratyfikacji przez parlamenty narodowe - i polityczną. Innymi słowy PE chce, by TSUE rozstrzygnął, czy KE nie próbuje "obejść" demokratycznych procedur, forsując umowę "tylnymi drzwiami", powołując się na swoje wyłączne kompetencje w sprawach handlowych.
Fakt, że są dwa wnioski, osłabia szanse. Jeżeli sprawa trafi do TSUE, to procedowanie zostanie zamrożone. Jeżeli upadnie, to podobne wnioski o opinię co do zgodności z prawem UE mogą jeszcze złożyć Polska i Francja. Jednak nie będą one miały takiego efektu automatycznie wstrzymującego procedurę ratyfikacji, jak w przypadku wniosku PE.
Wniosek do TSUE o opinię w spr. zgodności z unijnym prawem to tzw. kontrola uprzednia (zanim umowa międzynarodowa zacznie obowiązywać), niesłychanie rzadko stosowana.
PE zwrócił się do TSUE o opinie tylko cztery razy w historii, a w ostatnich dziesięciu latach TSUE został poproszony (przez unijne instytucje lub kraje UE) o wydanie takich opinii tylko dziesięć razy.
Najbardziej spektakularny wniosek PE o opinię dotyczył przystąpienia UE do Konwencji Stambulskiej (o zapobieganiu przemocy wobec kobiet). Kilka krajów, w tym Polska i Węgry, sprzeciwiało się ratyfikacji Konwencji, co powodowało paraliż w Radzie UE. Parlament chciał sprawdzić, czy Unia może "obejść" ten sprzeciw. TSUE w swoim wyroku z 2021 roku stwierdził, że UE może ratyfikować konwencję większością kwalifikowaną, a więc ominięcie krajów okazało się możliwe.
Z kolei najbardziej znanym wnioskiem o opinię do TSUE złożonym przez kraj członkowski UE jest sprawa umowy handlowej z Kanadą (CETA). Wniosek skierowała Belgia, pytając, czy zawarty w umowie mechanizm rozstrzygania sporów jest zgodny z unijnym prawem. Trybunał UE stwierdził w 2019 roku, że umowa CETA jest zgodna z unijnymi traktatami.


