Setki zamaskowanych demonstrantów wyszły we wtorkowy wieczór na ulice Belfastu po brutalnym ataku nożownika, o który oskarżono 30-letniego migranta z Sudanu, Hadiego Alodidiego. Protesty szybko przerodziły się w gwałtowne zamieszki. Podpalano domy, samochody, autobus i sklepy, a część miasta pogrążyła się w chaosie. Policja poinformowała, że podejrzany usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa i wkrótce stanie przed sądem. Funkcjonariusze podkreślają jednocześnie, że nic nie wskazuje na terrorystyczne podłoże ataku.

  • W Belfaście we wtorek wybuchły gwałtowne zamieszki po brutalnym ataku nożownika.
  • Podpalano domy, samochody, autobus i supermarket, a straż pożarna interweniowała przy 62 incydentach.
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Brutalny atak nożownika w Belfaście

Do ataku doszło w poniedziałek około godziny 22:30 na Kinnaird Avenue w północnym Belfaście. Według świadków mężczyzna uzbrojony w nóż zaatakował innego mężczyznę, zadając mu ciosy w twarz, szyję i plecy.

Lokalne media podają, że ofiarą jest 40-letni Stephen Ogilvie, który w ciężkim stanie trafił do szpitala i mógł stracić wzrok. Nagrania opublikowane w mediach społecznościowych pokazują, jak napastnik przygniata ofiarę do ziemi i wielokrotnie ją rani. Zanim na miejsce dotarła policja, agresora obezwładnili przechodnie.

Jednym z nich był przedsiębiorca Matt McKiernan, który próbował powstrzymać napastnika kijem do hurlingu należącym do jego syna. Widzieliśmy coś, co wyglądało na bójkę dwóch mężczyzn na ulicy. Chcieliśmy ich rozdzielić. Kiedy mój kolega podszedł bliżej, zobaczył nóż i krzyknął, żebym przyniósł coś do pomocy - relacjonował w rozmowie z "Daily Mail".

Podejrzany został oskarżony o usiłowanie zabójstwa, posiadanie niebezpiecznego narzędzia w miejscu publicznym oraz kierowanie gróźb karalnych.

Zamieszki i podpalenia w Belfaście

Już następnego wieczoru w Belfaście zaczęły gromadzić się tłumy demonstrantów. Protesty organizowane były m.in. za pośrednictwem mediów społecznościowych. Około godziny 20:00 zamaskowani mężczyźni ubrani na czarno wrzucili płonący kontener do autobusu Glider na Newtownards Road. Pojazd doszczętnie spłonął.

W kolejnych godzinach podpalano samochody, domy i budynki w różnych częściach miasta. Według relacji świadków część ataków mogła być wymierzona w osoby o innym pochodzeniu etnicznym niż białe.

Pastor Jack McKee powiedział BBC News, że mieszkańcy byli wyrzucani ze swoich domów, "bo są czarni".

Na Crumlin Road ratowano mieszkańców z płonących budynków, w tym dwumiesięczne niemowlę. W sieci pojawiły się nagrania pokazujące ludzi uciekających z domów ogarniętych ogniem.

Na ulicy Lendrick Road we wschodnim Belfaście spłonęły kolejne nieruchomości. Jamie Corry, mieszkaniec tej ulicy od 13 lat, mówił, że jego dom został "całkowicie" zniszczony.

Wyszedłem przez drzwi i powiedziałem im: "To moja własność". Wtedy zaczęli podpalać czerwony samochód. Gdy płomienie stawały się coraz większe, odszedłem i tylko patrzyłem. Samochody zaczęły eksplodować, drzwi dymić, okna się topić, a potem cały dom stanął w ogniu - opowiadał.

"Wyprosić obcokrajowców"

Według BBC około 100 zamaskowanych osób przemaszerowało przez Lower Newtownards Road, wyważając drzwi i wybijając okna. Chcieli "wyprosić obcokrajowców".

Pojawiły się także informacje o mieszkańcach ustawiających prowizoryczne punkty kontrolne i sprawdzających przejeżdżające samochody pod kątem obecności cudzoziemców.

Atakowano również policję. Co najmniej jeden radiowóz został podpalony. Zamieszki odnotowano także poza Belfastem. W hrabstwie Antrim zaatakowano turecki zakład fryzjerski. Straż Pożarna i Ratownicza Irlandii Północnej poinformowała, że interweniowała przy 62 incydentach, głównie w aglomeracji Belfastu.

Ostre reakcje władz. "To jawny bandytyzm"

Pierwsza minister Irlandii Północnej Michelle O’Neill potępiła zamieszki. To jawny bandytyzm. Grupy zamaskowanych mężczyzn wyrzucających rodziny z ich domów to nic innego, jak obrzydliwe tchórzostwo. Atak w północnym Belfaście był haniebny i niesłuszny, ale wykorzystywanie tego do atakowania niewinnych ludzi, którzy po prostu próbują tu żyć, pracować i zakładać rodziny, jest straszne - powiedziała.

Premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer określił wydarzenia jako "szokujące i całkowicie niedopuszczalne".

"Nie ma żadnego uzasadnienia dla przemocy i zamieszek, które zagrażają naszym społecznościom" - napisał na platformie X.

Dodał, że "ludzie stali się celem ataków ze względu na swoje pochodzenie" i zapowiedział, że sprawcy "odczują pełną moc prawa".

Z kolei wicepremier Irlandii Północnej Emma Little-Pengelly podkreśliła, że "przemoc nie służy żadnej sprawie, ona ją niszczy".

Minister sprawiedliwości Naomi Long zaapelowała do osób podsycających napięcia rasowe w internecie, by "odeszły od klawiatur". W Irlandii Północnej zdajemy sobie sprawę, że imigracja jest kwestią drażliwą i można o niej rozmawiać racjonalnie. Są jednak ludzie wykorzystujący ją do wzniecania napięć rasowych i pogłębiania podziałów - powiedziała w BBC Breakfast.

Spór o bezpieczeństwo granic

Wydarzenia wywołały również dyskusję na temat bezpieczeństwa granic w ramach tzw. Wspólnego Obszaru Podróży (CTA), który umożliwia swobodne przemieszczanie się między Wielką Brytanią a Irlandią.

Szef policji potwierdził, że podejrzany przybył z Sudanu do Paryża, następnie do Dublina, a w lutym 2023 roku autobusem dostał się do Belfastu, gdzie złożył wniosek o azyl. Kilka miesięcy później otrzymał pięcioletnie pozwolenie na pobyt.

Minister spraw wewnętrznych w gabinecie cieni Chris Philp ocenił, że "CTA oznacza, iż Wielka Brytania polega na Republice Irlandii w kwestii bezpieczeństwa swojej granicy".

Potrzebny jest przegląd środków bezpieczeństwa granic. CTA może stać się furtką do Wielkiej Brytanii dla nielegalnych migrantów - stwierdził.

Były dyrektor ds. egzekwowania przepisów imigracyjnych David Wood powiedział natomiast, że "CTA zawsze było słabością". Każda osoba przybywająca do Republiki może w ciągu jednego lub dwóch dni znaleźć się w Londynie, Manchesterze lub gdziekolwiek zechce - zaznaczył.

Była pierwsza minister Irlandii Północnej Arlene Foster oceniła, że "prawdziwe obawy społeczności klasy robotniczej dotyczące ryzyka związanego z imigracją zostały przyćmione przez zamieszki".

Według brytyjskich mediów skrajnie prawicowy aktywista Tommy Robinson oraz Elon Musk mieli w mediach społecznościowych zachęcać do protestów antyimigracyjnych w Wielkiej Brytanii.

Przewodnicząca Partii Pracy Anna Turley stwierdziła, że platforma X i Elon Musk odegrali rolę w podsycaniu gwałtownych protestów.

We wtorek demonstracje antyimigracyjne odbyły się także w innych brytyjskich miastach, m.in. w Londynie, Glasgow i Southampton.