Rosja prowadzi zakulisowe działania, by wpłynąć na wynik zbliżających się wyborów parlamentarnych w Armenii - informuje Reuters, powołując się na ustalenia zachodnich służb wywiadowczych i uzyskane dokumenty. Kreml obawia się, że zwycięstwo obecnego premiera Nikoli Paszyniana przypieczętuje prozachodni kurs kraju i osłabi rosyjskie wpływy w Kaukazie Południowym.
- Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
Z informacji uzyskanych przez agencję Reutera wynika, że Rosja przed zaplanowanymi na 7 czerwca wyborami parlamentarnymi w Armenii uruchomiła zakrojone na szeroką skalę działania na rzecz prorosyjskich kandydatów. Obejmują one m.in. kampanie dezinformacyjne w sieci, ale jednym z najbardziej śmiałych pomysłów ma być przetransportowanie dziesiątek tysięcy Ormian mieszkających w Rosji, by wpłynęli na wynik głosowania.
Cztery zachodnie źródła Reutersa twierdzą, że za operacją wpływu w Armenii stoi specjalnie powołana w październiku ubiegłego roku komórka Kremla - Dyrekcja ds. Współpracy Strategicznej i Partnerstwa.
Źródła agencji Reutera twierdzą, że rosyjscy urzędnicy zintensyfikowali prowadzone w sieci kampanie dezinformacyjne, mające na celu zdyskredytowanie rządu Nikoli Paszyniana. Przykładem jest fałszywa narracja o rzekomej umowie korupcyjnej szefa armeńskiego rządu z dwoma amerykańskimi senatorami.
Rozmówcy Reutersa informują, że za działaniami w sieci stoi m.in. powiązana z Kremlem sieć botów "Storm-1516" oraz firmy konsultingowe i ośrodki analityczne, w tym agencja Social Design Agency, objęta sankcjami w Unii Europejskiej i Wielkiej Brytanii za rozpowszechnianie dezinformacji mającej na celu osłabienie poparcia dla Ukrainy.
W tle pojawiają się także poważne obawy o bezpieczeństwo premiera Armenii. W maju w sieci pojawiło się nagranie z groźbami pod jego adresem, a według źródeł amerykańskich, CIA od lat wspiera ochronę Nikoli Paszyniana, m.in. przekazując informacje o potencjalnych zagrożeniach.
Reuters pisze, że rosyjskie władze w ostatnich miesiącach rozważały też przetransportowanie do Armenii Ormian mieszkających w Rosji, by głosowali na przeciwników Nikoli Paszyniana. Według trzech źródeł, Moskwa oszacowała koszty transportu 100 tys. wyborców na około 50 milionów dolarów.
Agencja nie była w stanie ustalić, czy taki plan jest realizowany i czy wystarczy on do zniwelowania ogromnej różnicy dzielącej głównych kandydatów do objęcia stanowiska premiera Armenii.
Armenia, licząca 3 miliony mieszkańców, przez dekady pozostawała w rosyjskiej strefie wpływów. Jednak premier Nikola Paszynian, który prowadzi w sondażach, zbliżył kraj do Europy i NATO. W ostatnich dniach poparcia udzielił mu prezydent USA Donald Trump, a do Erywania przyleciał sekretarz stanu Marco Rubio, podpisując umowy gospodarcze i transportowe, które mogą jeszcze bardziej osłabić rosyjską pozycję w regionie.
W odpowiedzi na prozachodni zwrot Armenii Moskwa nie kryje niezadowolenia. W ostatnich dniach Rosja ostrzegła, że Armenia ryzykuje utratę tanich dostaw gazu ziemnego oraz wprowadziła restrykcje na import ormiańskich produktów, takich jak owoce, warzywa, kwiaty czy brandy. Kreml oficjalnie zaprzecza zarzutom o ingerencję, nazywając je "szpiegomanią", co można tłumaczyć jako obsesyjny lęk przed szpiegami.
Według zachodnich źródeł, faworytem Moskwy jest Samwel Karapetian - miliarder o rosyjskich korzeniach, który obecnie odpowiada przed sądem za rzekome nawoływanie do obalenia rządu. Sam zainteresowany zaprzecza, by korzystał z rosyjskiego wsparcia.
Reuters przytacza sondaż przeprowadzony na początku maja, z którego wynika, że "Kontrakt Obywatelski", partia szefa armeńskiego rządu, zajmuje obecnie pierwsze miejsce, mogąc liczyć na 30 proc. głosów. "Silna Armenia" Samwela Karapetiana plasuje się na drugim miejscu z poparciem rzędu zaledwie 6 proc.


