"Każdy kraj członkowski UE ma prawo przeprowadzać kontrole, ale muszą one jednak być proporcjonalne i po uprzednim dokonaniu oceny ryzyka" - powiedziała dziennikarce RMF FM rzeczniczka Komisji Europejskiej Anca Paduraru.

Komisja Europejska jest w kontakcie z czeskimi i polskimi władzami w związku z wykryciem w Czechach 700 kg mięsa z salmonellą pochodzącego z Polski - powiedziała Paduraru.

Przypomnijmy, że czeski minister rolnictwa Miroslav Toman zapowiedział wczoraj wprowadzenie nadzwyczajnych kontroli całego mięsa wołowego importowanego z Polski. Unijne zasady w sprawie tego typu kontroli są jednak jasne.

Prawodawstwo UE przewiduje możliwość podjęcia przez organ państwa członkowskiego środków w odniesieniu do żywności, która może stanowić zagrożenie dla zdrowia, w każdym indywidualnym przypadku i po dokonaniu oceny przez ten właściwy organ - czytamy w przesłanym dziennikarce RMF FM oświadczeniu Komisji Europejskiej. 

Oznacza to, że czeskie władze nie mogą poddać takiej kontroli całej polskiej wołowiny i prowadzić badań mięsa, aż coś znajdą. Kontrole muszą być związane z konkretnymi podejrzeniami, po przeprowadzeniu oceny ryzyka. W przeciwnym wypadku jest to dyskryminacja i niedozwolona ochrona własnego rynku.

Nieoficjalnie mówi się w Brukseli, że KE widzi próby podejmowane przez Czechy, by wstrzymać polski eksport mięsa. Cztery miesiące temu Czesi próbowali wprowadzić całkowitą kontrolę mięsa wieprzowego z Polski pod zarzutem występowania ASF (afrykański pomór świń) - powiedział dziennikarce RMF FM jeden z rozmówców w Brukseli. 

Spóźniony alarm

Jak ustaliła nasza dziennikarka, Czechy dopiero dzisiaj uruchomiły unijny system ostrzegania RASFF w związku z wykryciem salmonelli w polskiej wołowinie. To oznacza, że  Czesi wczoraj zorganizowali konferencję prasową i ogłosili nadzwyczajne kontrole wołowiny z Polski, a dopiero później uruchomili system.

Ponadto system został uruchomiony jedynie na poziomie "informacji", co oznacza, że jest problem, ale nie ma bezpośredniego zagrożenia dla zdrowia lub życia, co wymagałoby "alertu".

Tak więc Czesi sami uznają, że nie ma wysokiego ryzyka a jednak wprowadzili surowe kontrole i obowiązek dodatkowego badania mięsa, co uderzy bezpośrednio w naszych eksporterów.