W stolicy Nowej Zelandii, Wellington, mieszkańcy walczą ze skutkami katastrofy ekologicznej. Od ponad dwóch tygodni miliony litrów nieoczyszczonych ścieków spływają do oceanu po tym, jak awarii uległa miejscowa oczyszczalnia Moa Point. O sprawie pisze brytyjski "Guardian".
- Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Opuszczone plaże, tablice ostrzegawcze i mewy jedzące ludzkie odchody stały się codziennym widokiem w popularnej części wybrzeża, niedaleko lotniska, na którym codziennie lądują tysiące turystów. Mieszkańcy obawiają się nie tylko o swoje zdrowie, ale też o zagrożone gatunki morskie, takie jak mały niebieski pingwin korora, który gniazduje wzdłuż brzegu.
Ostrzegają nas, żeby zamknąć okna, bo nadciąga huragan pełen gó***a - mówi Eugene Doyle, mieszkaniec południowego wybrzeża i działacz ekologiczny. Wszyscy decydenci wykonali fatalną robotę i powinni ponieść tego konsekwencje - uważa.


