Dane z czarnej skrzynki boeinga, który rozbił się tydzień temu w Etiopii, wykazują wyraźne podobieństwo z zapisami po katastrofie takiego samego samolotu w październiku w Indonezji - informują amerykańskie media, cytując etiopskie ministerstwo transportu.

Minister transportu Etiopii Dagmawit Moges poinformowała, że stan czarnych skrzynek jest dobry i udało się odczytać wszystkie dane. Również inne wstępne dane i dane satelitarne - pochodzące z radarów -  sugerowały, że 6 minut lotu tego samolotu było bardzo nierównych. Maszyna przyspieszała, później traciła wysokość, następnie znów ją zyskiwała.  Dane zostały one zweryfikowane przez etiopskich i amerykańscy śledczych.

Wstępny raport na temat przyczyn wypadku, do którego doszło w niedzielę będzie gotowy za 30 dni.

Również w niedzielę rzecznik Boeinga powiedział, że model 737 MAX otrzymał wszelkie wymagane certyfikaty amerykańskiej Federalnej Administracji Lotnictwa (FAA), tak jak poprzednie samoloty wyprodukowane przez tę firmę.

Analizę czarnych skrzynek Boeinga prowadzą od piątku francuscy eksperci, którzy przede wszystkim próbują ustalić, czy przyczyna katastrofy była taka sama jak w przypadku maszyny Lion Air, która rozbiła się w październiku w Indonezji.

Podobieństwa między obydwoma wypadkami spowodowały, że władze lotnicze bądź sami przewoźnicy uziemili ten model samolotu, który do komercyjnego użytku wszedł niespełna dwa lata temu. Na dodatek analogii między katastrofami pojawia się coraz więcej.

Piątkowy "The New York Times" podał, że pilot etiopskiego samolotu "spanikowanym głosem" prosił o zgodę na zawrócenie na lotnisko, a kontrolerzy lotu zauważyli, że samolot gwałtownie na przemian zwiększał i zmniejszał wysokość. Podobne problemy miał pilot indonezyjskiego samolotu.

W katastrofie samolotu Ethiopian Airlines zginęło 157 osób, w wypadku Lion Air - 189. W obu przypadkach były to wszystkie osoby znajdujące się na pokładzie.