Wulkan Kilauea, jeden z najbardziej aktywnych na świecie, znów dał znać o swojej potędze. 1 czerwca, tuż po świcie, rozpoczął się 48. epizod erupcyjny, który na zawsze zapisze się w historii Hawajów. Potężne fontanny lawy wystrzeliły na 200 metrów, bijąc dotychczasowe rekordy, które utrzymywały się 40 lat.

  • Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Już o godzinie piątej rano badacze z United States Geological Survey (USGS) obserwowali, jak fontanny lawy sięgają ponad 100 metrów. Jednak prawdziwy spektakl miał dopiero nadejść. Chwilę po godzinie szóstej, z północnego otworu wentylacyjnego krateru, lawa wystrzeliła na wysokość 200 metrów, bijąc dotychczasowy rekord utrzymujący się od czterech dekad.

Miliony litrów lawy i deszcz popiołu

Erupcja Kilauea nie ograniczyła się jedynie do spektakularnych fontann lawy. W ciągu dziewięciu godzin wulkan wyrzucił w powietrze około 5,5 miliona metrów sześciennych lawy - ilość, która mogłaby wypełnić ponad pięć Stadionów Narodowych w Warszawie. Potoki rozżarzonej magmy spływały po zboczach wulkanu, a pyły i materiały wulkaniczne pokryły okolicę grubą warstwą.

Wulkan wyrzucił również w atmosferę ogromne ilości pyłu i gazów, które uniosły się na wysokość ponad 7,5 kilometra. Wokół Parku Narodowego Wulkanów Hawajskich spadł deszcz tefry - materiału piroklastycznego, który niczym śnieg pokrył domy, ulice i samochody, nawet te zaparkowane osiem kilometrów od krateru. Na ziemi osiadły także tzw. włosy Pele - niezwykle cienkie, złociste nitki szkła wulkanicznego, nazwane na cześć hawajskiej bogini wulkanów.

Naukowcy czuwają

Jak podaje Discover Magazine, Kilauea to jeden z najdokładniej monitorowanych wulkanów na świecie. Od ponad stu lat specjaliści nie spuszczają go z oka, analizując każdy ruch i każdą zmianę w jego zachowaniu. Po zakończeniu erupcji USGS odnotowało tzw. rój sejsmiczny - serię drobnych wstrząsów, będących konsekwencją ruchów płyt tektonicznych. To zjawisko, choć niebezpieczne, jest doskonale znane naukowcom i pozwala lepiej zrozumieć mechanizmy rządzące tym potężnym żywiołem.

Od czasu dramatycznego zapadnięcia się części szczytu wulkanu w 2018 roku, Kilauea regularnie przypomina o swojej obecności. Od końca 2024 roku erupcje pojawiają się tam średnio co kilka tygodni. Mimo to mieszkańcy Hawajów mogą czuć się bezpieczni - nowoczesne systemy monitoringu pozwalają przewidzieć kolejne wybuchy z dużym wyprzedzeniem.