"Jak dotąd nie ma dowodów na to, że ktoś przyczynił się do wielkiego pożaru w powiecie wołomińskim na Mazowszu" - usłyszał w prokuraturze reporter RMF FM Krzysztof Zasada. Śledczy z Wołomina prowadzą postępowanie dotyczące sprowadzenia zagrożenia dla zdrowia i życia, a także mienia w znacznej wartości.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Na dogaszonym pożarzysku byli już policjanci z wydziału dochodzeniowo-śledczego Komendy Stołecznej.
Zabezpieczali dowody, sporządzali dokumentację, która trafi teraz do wołomińskiej prokuratury.
Ona niebawem zdecyduje o powołaniu biegłych z dziedziny pożarnictwa.
Poza tym przesłuchano już kilkunastu świadków - to osoby, które pierwsze zauważyły ogień, a także zawiadomiły służby.
Badane są też te zgłoszenia oraz gromadzona dokumentacja działań straży pożarnej.
Wspomniany pożar wybuchł 28 maja w miejscowości Międzyleś niedaleko Warszawy. Objął ponad 300 hektarów.
W akcji gaśniczej brało udział ponad 1000 strażaków i funkcjonariuszy innych służb.
Ogień gasiły m.in. cztery dromadery i śmigłowiec Black Hawk.
Ewakuowano mieszkańców pobliskich wsi.


