Bez zapowiedzi, w obecności podwładnych - tak wyglądała dymisja północnokoreańskiego wicepremiera Jang Sung Ho. Dyktator Korei Północnej Kim Dzong Un nie miał litości - drwił ze swojego podwładnego, a jego nominację uznał za zaprzęgnięcie kozła do wozu. Wicepremier o dymisji dowiedział się podczas otwarcia zakładów Ryongsong.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata na rmf24.pl.
Kim Dzong Un ogłosił dymisję wicepremiera Janga Sunga Ho podczas uroczystości otwarcia pierwszego etapu modernizacji w zakładach maszynowych w prowincji Hamgyong Południowy. Ogłaszam, że towarzysz zostaje odwołany ze stanowiska wicepremiera - oświadczył Kim.
Mówiąc prościej, to było jak zaprzęganie kozła do wozu, przypadkowy błąd w procesie doboru kadr. Przecież to woły ciągną wozy, a nie kozy - kpił Kim, cytowany przez północnokoreańską agencję KCNA.
Kim Dzong Un zarzucił zdymisjonowanemu urzędnikowi "próbę drwiny z centrali partii" i nieokazywanie żadnego poczucia odpowiedzialności.
W ocenie południowokoreańskiej agencji Yonhap ostentacyjne usunięcie urzędnika ma na celu wymuszenie bezwzględnego posłuszeństwa w aparacie władzy przed IX Zjazdem Partii Pracy. Podczas tego zgromadzenia, pierwszego od pięciu lat, reżim ma ogłosić nowe plany rozwoju.


