​Załogi dwóch śmigłowców amerykańskiej armii, które pojawiły się w pobliżu domu muzyka Kida Rocka w stanie Tennessee, zostały we wtorek chwilowo odsunięte od obowiązków. Decyzję cofnięto jednak już po kilku godzinach, o czym w krótkim komunikacie poinformował szef Pentagonu Pete Hegseth.

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Całą sytuacją opisuje portal BBC News.

Kontrowersje zaczęły się od nagrania opublikowanego przez Kida Rocka - muzyka, a także znanego zwolennika prezydenta Donalda Trumpa. Widać na nim dwa śmigłowce AH-64 Apache unoszące się nad jego posesją, podczas gdy artysta salutuje im przy basenie.

Wideo wywołało falę pytań: dlaczego maszyny wojskowe znalazły się tak blisko prywatnej rezydencji?

Armia USA potwierdziła, że 28 marca dwa śmigłowce Apache z 101. Brygady Lotniczej rzeczywiście wykonywały lot w rejonie Nashville. Wojsko podkreśliło, że wszelkie doniesienia o nieautoryzowanych lub niebezpiecznych operacjach traktuje bardzo poważnie.

Początkowo poinformowano, że piloci zostaną zawieszeni na czas sprawdzania, czy nie naruszyli przepisów dotyczących lotów. Krótko po tym głos w sprawie zabrał jednak Hegseth.

"Brak kar. Brak śledztwa. Wracajcie do pracy, patrioci" - napisał szef Pentagonu w mediach społecznościowych.

"To przyjazne miejsce"

Sam Kid Rock w rozmowie z lokalnymi mediami podkreślał, że przeloty wojskowych śmigłowców w tej okolicy nie są niczym niezwykłym - w pobliżu znajduje się baza Fort Campbell. Artysta zaznaczył, że wielokrotnie występował dla żołnierzy i rozmawiał z nimi.

Zawsze mówię im: jesteście mile widziani, możecie przelatywać obok mojego domu w każdej chwili - tłumaczył.

Do sprawy odniósł się również prezydent Trump. Początkowo żartował, że piloci mogli chcieć "bronić" znanego artysty. Później jednak przyznał, że wojskowi "raczej nie powinni tego robić" i że "to nie jest zabawa".