Nie zamierzam zajmować się działalnością polityczną ani zabiegać o zwrot majątku Jukosu – zadeklarował w wywiadzie prasowym Michaił Chodorkowski. Były rosyjski oligarcha i właściciel koncernu naftowego Jukos przed dwoma dniami został ułaskawiony przez Władimira Putina i uwolniony z kolonii karnej.

Rozmowa z Chodorkowskim, który przebywa w Berlinie, ukazała się w niezależnym rosyjskim tygodniku "The New Times". Chodorkowski przyznał w wywiadzie, że w liście do Władimira Putina zapowiedział, że nie chce angażować się w politykę i nie będzie zabiegał o zwrot majątku Jukosu. Zaznaczył też, że już wcześniej publicznie deklarował takie stanowisko.

Jukos, na którego czele stał Chodorkowski, był jednym z największych koncernów naftowych w Rosji. W 2006 roku, gdy biznesmen pozostawał w konflikcie z Kremlem, sąd w Moskwie ogłosił bankructwo Jukosu, a najcenniejsze aktywa koncernu przejął kontrolowany przez państwo Rosnieft.

Chodorkowski powiedział również w wywiadzie, że w oficjalnym wniosku o ułaskawienie napisał jedynie, że prosi o zwolnienie z odbywania kary, ponieważ z zasądzonych 10 lat i 10 miesięcy spędził w kolonii karnej już ponad 10 lat. Ponadto w osobistym liście do Putina napisał o złym stanie zdrowia matki.

"Wiedziałem, że wyjazd z Rosji to niewypowiedziany warunek"

Były oligarcha ujawnił też, że o napisanie do Putina poprosił go były minister spraw zagranicznych Niemiec Hans-Dietrich Genscher. 12 listopada przekazali mi to moi adwokaci - wyjaśnił. To właśnie Genscher przekazał Putinowi prośbę o ułaskawienie.

Chodorkowski zdradził, że kiedy usłyszał w telewizji, że Putin zamierza go ułaskawić, zaczął zbierać swoje notatki, bo wiedział, że nastąpi to w ciągu paru godzin. Obudzili mnie w nocy, zawieźli rano na lotnisko w Pietrozawodsku, stamtąd poleciałem do Petersburga, gdzie dali mi paszport i kurtkę obsługi lotniska, a następnie był już samolot do Berlina - opowiadał.

Chodorkowski przekonywał w wywiadzie, że nie postawiono mu żądania opuszczenia Rosji, ale - jak mówił - zbyt dobrze zna Putina i wiedział, że taki jest niewypowiedziany warunek. W moim przypadku od 10 lat decyzje podejmuje jeden człowiek - stwierdził. Zapowiedział, że wróci do Rosji, ale dodał równocześnie, że drugi raz mogą go już nie wypuścić z kraju.

Matka oligarchy: Osądzać go może tylko ten, który przeszedł przez to samo co on

O tym, że dawny oligarcha prosił o ułaskawienie ze względu na chorobę matki, poinformował w czwartek sam Putin. Dzień później Marina Chodorkowska przyznała, że o prośbie syna do prezydenta dowiedziała się z mediów. Osądzać go może tylko ten, który przeszedł przez to samo co on - podkreśliła równocześnie. Słowa Putina o tym, że ja i mój mąż jesteśmy chorzy, to prawda. Odleżałam trzy miesiące w szpitalu. Wypisano mnie w zeszłym tygodniu. Borys Moisiejewicz skończył 80 lat. Też narzeka na zdrowie - dodała.

"Prosiłem o ułaskawienie, nie przyznałem się do winy"

"Z przyczyn rodzinnych poprosiłem prezydenta Rosji Władimira Putina o ułaskawienie" - poinformował w oświadczeniu Michaił Chodorkowski. Uwolniony biznesmen, który jest już w Berlinie podkreśla, że nie przyznał się do czynów, za których rzekome popełnienie siedział w więzieniu. czytaj więcej

Niemiecki tygodnik "Spiegel" podał, że chora na raka Marina Chodorkowska przez wiele miesięcy była leczona w jednej z berlińskich klinik. Wypisano ją 11 grudnia.

Wczoraj Chodorkowski spotkał się w Berlinie z rodzicami i najstarszym synem Pawłem.

Do Niemiec przyleciał natychmiast po opuszczeniu kolonii karnej w Karelii, na pokładzie prywatnego samolotu należącego do firmy z branży elektrycznej OBO Bettermann. O jego użyczenie poprosił były minister spraw zagranicznych Niemiec Hans-Dietrich Genscher. W zorganizowaniu przelotu udział miały też ambasada Niemiec w Moskwie i niemieckie MSZ.

Skazany za rzekome przestępstwa gospodarcze

Chodorkowski - podobnie jak jego partner biznesowy Płaton Lebiediew - odbywał karę 10 lat i 10 miesięcy pozbawienia wolności za domniemane przestępstwa gospodarcze, w tym pranie brudnych pieniędzy. Miał wyjść z więzienia w sierpniu 2014 roku. Obaj utrzymują, że stawiane im zarzuty są natury politycznej.