Aż 34 ciała wydobyto tylko w 2025 roku z zatok i cieków wodnych w amerykańskim Houston. Mieszkańcy żyją w strachu, a internet huczy od plotek o seryjnym mordercy. Władze stanowczo zaprzeczają.
Houston, największe miasto Teksasu, od miesięcy żyje w cieniu makabrycznych odkryć. W ciągu zaledwie roku z miejskich zatok i rzek wyłowiono aż 34 ciała - to niemal tyle samo, co rekordowy wynik z 2024 roku, gdy liczba ta wyniosła 35. Najnowszego makabrycznego znaleziska dokonano w zeszłym tygodniu, gdy w hrabstwie Harris odnaleziono zwłoki trzech kolejnych osób.
W mediach społecznościowych zawrzało. Mieszkańcy Houston zaczęli spekulować o grasującym w okolicy seryjnym zabójcy.
Władze Houston od tygodni starają się studzić emocje i walczyć z falą plotek. Prokurator hrabstwa Harris, Sean Teare, stanowczo zaprzecza, jakoby miasto terroryzował seryjny zabójca. Nie ma nic, absolutnie nic, co wskazywałoby na to, że działa tu seryjny morderca. Istnieje wiele powodów tych zgonów - zapewnia w rozmowie z KPRC.
Zdaniem prokuratora, źródeł dramatycznych statystyk należy szukać gdzie indziej.
Houston to prawdziwe "miasto na wodzie". Przez metropolię przepływa aż 2500 mil zatok i cieków wodnych, z których najważniejsze to słynne Buffalo Bayou, Brays Bayou, Carpenters Bayou, Greens Bayou, Sims Bayou i White Oak Bayou. To właśnie tu każdego roku dochodzi do tragicznych wypadków, a niekiedy również przestępstw.
Jak podkreślają eksperci, zatoki Houston są wyjątkowo zdradliwe. Ich płytkie, zamulone brzegi i silne prądy sprawiają, że wydostanie się z wody bywa niemal niemożliwe, zwłaszcza dla osób pod wpływem alkoholu lub innych substancji.
Dane są porażające. Od 2017 roku z rozległej sieci zatok w Houston wyłowiono niemal 200 ciał. Około 40 proc. zgonów sklasyfikowano jako "nieokreślone", co oznacza, że śledczy nie byli w stanie ustalić, czy osoby zginęły w wypadkach, popełniły samobójstwo, czy padły ofiarą morderstwa. To właśnie ta niepewność napędza spiralę strachu i domysłów.


