Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów postawił poważne zarzuty sieci sklepów Dino oraz czterem firmom przewozowym. Chodzi o niedozwoloną zmowę ograniczającą konkurencję na rynku pracy. Przedsiębiorstwom grozi kara do 10 proc. obrotu, a menadżerom - do 2 mln zł.
- UOKiK postawił zarzuty Dino Polska, czterem firmom transportowym i pięciu menedżerom za zmowę ograniczającą konkurencję na rynku pracy.
- Firmy miały wspólnie działać na szkodę pracowników, zatrzymując ich u siebie i ograniczając rotację.
- Dino Polska była inicjatorem całego układu, kontrolując dostęp kierowców do centrów dystrybucyjnych.
- Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów poinformował o postawieniu zarzutów wobec jednej z największych sieci handlowych w kraju - Dino Polska - oraz czterem firmom transportowym: Euro Finannce, Jar-Trans, Martrans Logistics i Mati-Trans. Na celowniku urzędu znalazło się także pięciu menedżerów - trzech z Dino Polska oraz po jednym z Martrans i Mati-Trans. To właśnie oni mogą być osobiście odpowiedzialni za ustalenia, które, zdaniem UOKiK, miały ograniczać konkurencję na rynku pracy.
Jak wynika z komunikatu urzędu antymonopolowego, przedsiębiorcy mieli wspólnie działać na szkodę pracowników. Celem zmowy było "zatrzymanie u siebie dotychczasowych pracowników, ograniczenie ich rotacji czy zmniejszenie kosztów rekrutacji". "Wiedząc, że inne firmy nie zaoferują pracownikom wyższej pensji, sami nie musieli podnosić ich wynagrodzeń, które mogły być niższe niż w warunkach uczciwej konkurencji" - wskazał UOKiK.
Dowody na istnienie takiej praktyki urząd zdobył podczas przeszukań w siedzibach firm. Zgromadzony materiał wskazuje, że przedsiębiorcy mogli uzgodnić, iż firmy transportowe nie będą zatrudniać kierowców pracujących u innych uczestników porozumienia. Kluczowym elementem układu był tzw. okres karencji - przez trzy miesiące kierowca nie mógł przejść do innego przewoźnika obsługującego sieć Dino.
Według ustaleń urzędu, to właśnie Dino Polska miała być inicjatorem i organizatorem całego systemu. Spółka weryfikowała, czy konkretny kierowca może wjechać na teren centrum dystrybucyjnego, a ewentualne odstępstwa od ustaleń wymagały jej zgody. "Spółka mogła wywierać presję na przewoźników, aby nie zatrudniali kierowców objętych 'karencją'" - czytamy w komunikacie UOKiK.
Zarzucana zmowa to tzw. no-poach agreements, czyli zakaz podkupywania pracowników. Takie praktyki są zabronione, bo wpływają na jeden z kluczowych elementów konkurencji pomiędzy firmami - wysokość wynagrodzeń. UOKiK ostrzega, że efektem takich działań mogą być niższe pensje lub brak ich wzrostu, co odbija się bezpośrednio na sytuacji pracowników.
Ograniczanie pracownikom możliwości zatrudnienia i zmiany pracy to praktyki kojarzące się z XIX wiekiem, a nie z nowoczesną gospodarką. Rynek pracy powinien opierać się na wolnym wyborze, negocjowaniu warunków zatrudnienia i uczciwym konkurowaniu firm o pracowników. Dlatego przedsiębiorcy, którzy łamią prawo, muszą się liczyć z poważnymi konsekwencjami - kara za udział w zmowie to nawet 10 proc. obrotu. Menedżerom z kolei grozi sankcja do 2 mln zł - zapowiedział prezes UOKiK Tomasz Chróstny.
UOKiK przypomina, że przedsiębiorcy i menedżerowie mogą uniknąć dotkliwych kar, jeśli zdecydują się na współpracę z urzędem w ramach programu łagodzenia kar (leniency). Warunkiem jest pełna współpraca i dostarczenie dowodów na istnienie niedozwolonego porozumienia. Program ten pozwala nie tylko na obniżenie kary, ale w niektórych przypadkach nawet na jej całkowite uniknięcie.


