Cztery osoby zostały ranne w wyniku serii porannych ataków niedźwiedzia w mieście Fukushima na północnym wschodzie Japonii. Władze zdecydowały o odwołaniu lekcji we wtorek, możliwe jest wprowadzenie stanu wyjątkowego. Zwierzęcia dotąd nie schwytano.

  • We wtorek rano w Fukushimie niedźwiedź zaatakował cztery osoby.
  • Wszystkie ofiary trafiły do szpitala i są przytomne.
  • W zeszłym roku ataki niedźwiedzi w Japonii pochłonęły 13 ofiar.
  • Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Do pierwszego incydentu doszło we wtorek nad ranem czasu lokalnego na terenie miejscowej stalowni. Niedźwiedź przedostał się na teren zakładu i zaatakował dwóch pracowników: 20-latka i 60-latka.

Zwierzę następnie ruszyło w kierunku pobliskiej strefy mieszkalno-usługowej w dzielnicy Sasakino. Tam, w rejonie prywatnej posesji oraz w pobliżu zakładu pracy, zaatakowało dwie kolejne osoby: 80-letnią kobietę oraz 60-letniego mężczyznę - podała agencja Kyodo.

Wszystkie ofiary trafiły do szpitala, są przytomne.

Władze oświatowe podjęły decyzję o natychmiastowym odwołaniu zajęć szkolnych.

Funkcjonariusze pozostają w pełnej gotowości. Służby poważnie rozważają formalne ogłoszenie lokalnego stanu wyjątkowego. Taki krok, w myśl japońskiego prawa, umożliwiłby myśliwym legalne zastrzelenie agresywnego drapieżnika.

Japoński problem z niedźwiedziami

W ubiegłym roku z powodu ataków niedźwiedzi zginęło w Japonii 13 osób. W związku z rosnącym zagrożeniem ze strony tych zwierząt w ub.r. odstrzelono ponad 14 tys. osobników.

Według oficjalnych danych rządowych za 2025 r., szacuje się, że na Honsiu - głównej i największej wyspie archipelagu japońskiego - żyje ok. 42 tys. niedźwiedzi czarnych. Wyraźnie wzrosła także populacja niedźwiedzi brunatnych, których liczbę w skali całego kraju (głównie na północnej wyspie Hokkaido) szacuje się obecnie na ok. 12 tys. osobników.