​"To już nie kwestia czy, ale kiedy" - mówią oficerowie Wojska Polskiego o odwieszeniu poboru. Dlatego kluczowe jest ustalenie, kto pójdzie do wojska, kto zasili obronę cywilną, a także instytucje ważne dla funkcjonowania państwa - czytamy w środę w "Rzeczpospolitej".

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Czy w obliczu napiętej sytuacji międzynarodowej i gróźb Rosji dotyczących wschodniej flanki NATO Polska powinna przywrócić obowiązkową służbę wojskową?

Zdaniem wojskowych w wojnie pełnoskalowej rezerwiści stanowią aż czterech na sześciu żołnierzy. Nasz kraj dysponuje obecnie 216 tys. żołnierzy, co przy systemie opartym na ochotnikach jest liczbą niewystarczającą w razie rosyjskiej agresji. Choć dokładne dane mobilizacyjne pozostają niejawne, w bazach wojskowych mogą figurować nazwiska kilku milionów Polaków, a rocznie na ćwiczenia wzywa się ich ok. 40 tys. - podkreśla dziennik.

W przypadku "stanu W" kluczowe staje się utrzymanie ciągłości działania infrastruktury krytycznej, urzędów, szpitali czy zakładów zbrojeniowych, co wymaga wyłączenia ich pracowników z poboru. 

Jak czytamy w "Rz", obecnie dochodzi jednak do bezpośredniej konkurencji o ludzi pomiędzy wojskiem a obroną cywilną, co widać chociażby po strażakach OSP służących równocześnie w WOT. Powszechnie nie uwzględnia się też kompetencji poborowych - trafiają do przypadkowych jednostek, w których ich unikalne umiejętności są niewykorzystane.

MON i MSWiA rywalizują o te same osoby

Ustawy o obronie Ojczyzny oraz o ochronie ludności wzajemnie się "nie widzą", przez co MON i MSWiA rywalizują o te same osoby. Gen. Mirosław Bryś z BBN wskazuje na brak wspólnej ewidencji kompetencji i proponuje utworzenie jednolitej bazy rezerw osobowych państwa. 

Obecne bazy wojskowe są tajne i nie zawierają wielu aktualnych danych, jak choćby adresów czy informacji o zdrowiu obywateli. Pewną nadzieję na poprawę sytuacji przynosi majowa nowelizacja ustawy o ochronie ludności, regulująca tworzenie korpusu obrony cywilnej i wymagająca współpracy resortów. Pierwotnie zakładano, że ewidencja ruszy na początku bieżącego roku. Ma się to jednak stać dopiero pod koniec przyszłego - czytamy w "Rz".

Jacek Czaputowicz w RMF FM: Nie jesteśmy przygotowani do ataku

Jacek Czaputowicz, były minister spraw zagranicznych, w Porannej rozmowie z RMF FM mówił, że jeśli chodzi o obronę naszego kraju, Polska musi wziąć sprawy w swoje ręce. Zdaniem polityka nie mamy pewności, że USA pomogłyby Polsce w sytuacji zagrożenia ze strony Rosji. Jak ocenił, jako kraj nie jesteśmy przygotowani do ataku, bo nie ma u nas aktywnego poboru do wojska.

Powiem jedną ważną rzecz, której nie chcemy przyjąć do wiadomości: Stany Zjednoczone, jak i najwyżsi generałowie, mówią, że za bezpieczeństwo konwencjonalne muszą wziąć odpowiedzialność Europejczycy, czyli Polacy. Natomiast Stany ciągle będą zapewniać bezpieczeństwo nuklearne, odstraszanie nuklearne - podkreślał. 

Mieliśmy atak dronów ze strony Rosji, na szczęście nieuzbrojonych, i Amerykanie nie kiwnęli palcem. A dzwonił tam prezydent Karol Nawrocki. To jest sygnał do nas i nie możemy od tego uciec: musicie wykazać determinację, że jesteście gotowi bronić państwa. My zapewnimy odstraszenie nuklearne, a wy powoli musicie wziąć to w swoje ręce - tłumaczył.

Z kolei Bartosz Grodecki, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, mówił w RMF FM, że "powszechna służba wojskowa jest troszkę zdegradowana". Wszyscy mają konotacje z przeszłości, że jest jakaś służba wojskowa, która jest przymusowa. Musimy iść na dwa lata, ona jest ciężka - tłumaczył Grodecki. 

Podnoszenie świadomości społecznej w zakresie tego, jak się zachowywać w sytuacji zagrożenia i wzmacnianie naszej obrony cywilnej, jest kluczowe - ocenił szef BBN-u. 

Czy dobrym rozwiązaniem byłoby powszechne szkolenia wojskowe, które wiązałyby się np. z wyjazdem na 1-2 tygodnie. 

Trzeba byłoby wymyślić taką formułę, która byłaby przede wszystkim atrakcyjna dla ludzi - przyznał gość RMF FM. 

Jestem zwolennikiem podnoszenia świadomości w sytuacji zagrożenia, żeby jak największa liczba ludzi w swoich małych, lokalnych społecznościach wiedziała, jak się zachować - zadeklarował Grodecki. 

Decyzja o zawieszeniu obowiązkowej zasadniczej służby wojskowej została podjęta w 2010 r. przez ówczesnego ministra obrony Bogdana Klicha. Miała związek z uzawodowieniem armii.