"Zostałem brutalnie pobity. Złożę zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa" - ogłosił poseł Przemysław Wipler na konferencji prasowej w Sejmie. Jak mówił, spotkał się z przyjaciółmi, by uczcić fakt, że jego żona jest w ciąży z ich piątym dzieckiem, a maleństwo jest zdrowe. "1,4 promila alkoholu to tyle, ile osoba z moją wagą ma po wypiciu butelki wina" - mówił. Jak twierdził, powiedział policjantom, że jest posłem, a kiedy chciał wyjąć legitymację, dostał gazem.

Świadek: Poseł Wipler skoczył do policjantów z rękami, kopał wszystkich po kolei

"Przyjechała policja na interwencję. Pan poseł, który był oparty o drzwi i w pozycji prawie siedzącej, wyskoczył do nich z rękami i zaczął szarpać policjanta" - tak wydarzenia z Przemysławem Wiplerem w roli głównej opisuje świadek, z którym rozmawiał reporter RMF FM Roman Osica. Według... czytaj więcej

Dzisiaj po godzinie 6 rano do mojego domu zapukało dwóch policjantów i poinformowało moją żonę: "Pani mąż został pobity i leży w szpitalu". Kiedy byłem w szpitalu, dwóch policjantów cały czas powtarzało: "To nie my panu to zrobiliśmy" - mówił poseł Wipler na konferencji prasowej. Teraz czytam w niektórych mediach, że uderzyłem się o krawężnik. Widzicie państwo moją twarz. Mogę pokazać, jak wyglądają moje ręce, jak wygląda mój łokieć. Nie można, uderzając się o krawężnik, rozbić jednocześnie łokcia i twarzy - podkreślił.

Wyjaśnił, że umówił się wczoraj na spotkanie z przyjaciółmi, bo badanie USG, któremu poddała się jego żona, potwierdziło, że piąte dziecko, którego się spodziewają, jest zdrowe. Jak mówił, to 12. tydzień ciąży. Umówiłem się z żoną, że przez cały okres ciąży nie będę pił alkoholu w ramach solidaryzmu z nią - dodał.

Powiedziałem, że spotkam się z kilkoma przyjaciółmi. Wiedziała, gdzie jestem, co robię. Poszliśmy na kolację z winem, później poszliśmy na drinka do lokalu. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy. Gdy wychodziłem, gdy już zbierałem się do tego, żeby pojechać do domu, zauważyłem, że dzieją się bardzo niepokojące rzeczy. Była awantura przed tym lokalem, awantura, w której nie uczestniczyłem, nie brałem udziału - relacjonował dalej. Widziałem, że po prostu dzieją się niedobre rzeczy. Nie widziałem, czy w tej awanturze biorą udział klienci tego lokalu i policja czy klienci tego lokalu i bramkarze. Po prostu widziałem, że się dzieją niepokojące rzeczy. I - jak mam z zwyczaju w takich sytuacjach - włączyłem się. Próbowałem interweniować - opowiadał.

"Powiedziałem, że jestem posłem"

Na wstępie dosyć szybko użyto przeciw mnie gazu - podkreślił. Przewrócono mnie na podłogę, kopano mnie w głowę, klęczano na mnie, skuto mnie kajdankami, bito mnie. Wielokrotnie polewano mnie, myślę, że to był jakiś gaz, nie wiem dokładnie. Był to na pewno żrący środek, ponieważ pali mnie całe ciało. Byłem kopany w krocze, kopany w plecy, kopany po nogach. Dosyć szybko przestałem widzieć cokolwiek... Dopiero w szpitalu lekarze pomogli mi, zidentyfikowali uszkodzenie rogówki - mówił. Zidentyfikowano i opisano, co się zdarzyło. I nie jest to uderzenie o krawężnik. Zostałem brutalnie pobity. W tej sprawie złożę powiadomienie o popełnieniu przestępstwa. (...) Idę na obdukcję, żeby mieć szczegółową dokumentację tego, jak wygląda moje ciało, co się zdarzyło, jakie są skutki tych wczorajszych zdarzeń - podkreślił.

Gdy powiedziałem, że jestem posłem, że wyjmę z portfela legitymację, dostałem gazem, zostałem przewrócony na podłogę, skopany i zacząłem być regularnie kopany po głowie - zaznaczył również.

"Liczę, że monitoring zostanie upubliczniony w całości, bez manipulacji"

Poseł podkreślił, że przez cały czas nie miał pewności, czy ma do czynienia z policjantami, czy z ochroniarzami z lokalu. Dlatego gdy zaczęto mnie bić, wołałem policję. Bo widziałem, że stoi tam samochód z napisem "Policja". Będę wnioskował o postawienie zarzutów przekroczenia uprawnień bądź po prostu napadu, pobicia - zapowiedział. Dopytywany, czy wcześniej nie zauważył policyjnych mundurów lub radiowozu, zapewnił, że nie. Od momentu, gdy zacząłem być bity, do momentu, gdy wylądowałem w szpitalu, to był dla mnie po prostu jakiś absolutny koszmar - tłumaczył.

Mam nadzieję, że w tym miejscu jest wiele źródeł monitoringu. Monitoring miejski, monitoring klubu, kolejnego klubu. Mam nadzieję, że ta dokumentacja będzie dobrze zabezpieczona, i w oparciu o tą dokumentację, będzie można rozstrzygnąć sprawę - dodał. Na uwagę dziennikarzy, że według policji nagrania z monitoringu potwierdzają jej wersję, odpowiedział: Czekam na pokazanie pełnych filmów, całego kontekstu, z całego zdarzenia. Mam nadzieję, że nie będzie miała miejsce manipulacja, że nie zostaniecie państwo obdarowani tylko fragmentami tych zdarzeń, jakimiś wyciętymi zdarzeniami. Mam nadzieję, że cały zapis monitoringu, pokazujący całe to zdarzenie, zostanie upubliczniony.

Dobry mąż... Ale dlaczego tchórz?

Kto stanie u boku Przemysława Wiplera, posła, szefa Stowarzyszenia Republikanie? Kto potwierdzi jego wersję wczesnorannych wydarzeń przy Mazowieckiej w Warszawie? Na pewno nie świadek, do którego dotarł nasz reporter. Na razie mamy więc słowa Wiplera z jednej strony, a z drugiej świadka,... czytaj więcej

Podkreślił, że kiedy był w szpitalu, "policja uruchomiła narrację, uruchomiła swoją wersję zdarzeń". Krótko mówiąc, materiały dotyczące całego zdarzenia trafiły do mediów w momencie, kiedy policjanci doskonale wiedzieli, że jestem absolutnie odcięty, nie mam możliwości wzięcia udziału na równych prawach w opowiadaniu o tym, co się wydarzyło - mówił. Jeździłem między tomografią głowy, tomografią klatki piersiowej a prześwietleniami rentgenowskimi. (...) Byłem bardzo szczegółowo badany - dodał.

"Miałem 1,4 promila - tyle, ile człowiek z moją wagą po wypiciu butelki wina"

Poseł zaznaczył również, że bardzo cieszy się z tego, że poprosił o badanie krwi. Jedno z pomówień, które miały miejsce jako pierwsze w stosunku do mojej osoby, to były pomówienia mówiące, że rzekomo miałem mieć bardzo dużą ilość alkoholu we krwi. Ja miałem tyle alkoholu, ile przy mojej wadze ma się po wypiciu jednego wina. 1,4 promila to jest tyle, ile osoba 100-kilogamowa ma po wypiciu jednej butelki wina - podkreślał. Pokazał również zaświadczenie lekarskie, w którym badająca go lekarka napisała: "Przedmiotowy przytomny z logicznym kontaktem". Dopytywany przez dziennikarzy, dodał, że incydent na Mazowieckiej miał miejsce około godziny 4 nad ranem, a badanie krwi wykonano o 8:30.

Byłem (pod wpływem alkoholu - przyp. red.) dlatego chciałem, żeby zbadać moją krew, żeby wykluczyć insynuacje - nie biorę, nie brałem żadnych narkotyków - zaznaczył również. To nie jest nic dziwnego, że ktoś idzie na kolację, że ktoś idzie do klubu i pije alkohol. Ja piłem alkohol w takiej ilości, że kontrolowałem to, co robię - podkreślił.

Immunitetu się nie zrzeknie

Moim zdaniem, jest absurdalne, że to ja się w tym momencie tłumaczę, a nie policja, która pokazała, że coś takiego (legitymacja poselska - przyp. red.) jest po prostu kawałkiem plastiku i że można zrobić z człowiekiem wszystko - stwierdził.

Dopytywany przez reportera RMF FM Krzysztofa Zasadę, czy w razie postawienia mu zarzutów zrzeknie się immunitetu poselskiego, odpowiedział, że na razie nie ma takiej potrzeby.