Wraca wizja strajku w liniach lotniczych LOT. Jak ustalił reporter RMF FM, może do niego dojść za kilka tygodni - we wrześniu.

Boeing 787 Dreamliner należący do PLL LOT /Darek Delmanowicz /PAP

Dziś związki zawodowe mają decydować o konkretnej dacie protestu. W maju akcja nie doszła do skutku, bo związkom zawodowym sąd wydał zakaz. Został on jednak cofnięty przez Sąd Apelacyjny.

Teraz strajk jest więcej niż prawdopodobny - usłyszał nasz reporter od związkowców, którzy dziś się zbierają.  Jak mówią, powodów do strajku jest więcej niż w maju, gdy do ostatniej chwili ważyło się uziemienie samolotów. 

Nadal chodzi o nowy regulamin płacowy i żądanie zatrudniania personelu na etatach a nie w spółce pośredniczącej. Doszło żądanie przywrócenia do pracy zwolnionej szefowej związku personelu pokładowego i nowe - jak mówią związkowcy - szykany zarządu. Chodzi choćby o ostatnie decyzję o masowych kontrolach trzeźwości pilotów i o kontroli bagaży załóg. 

Dodatkowo zarząd LOT chce, by związki zapłaciły prawie dwa miliony za zapowiedź strajku w maju. Dlatego Agnieszka Szelągowska, wiceszefowa związku zawodowego personelu pokładowego, pytana o strajk mówi: "jeśli - to szybko". Jeśli - to myślę, że wrzesień. Na pewno nie później, bo nie ma sensu tego dłużej przeciągać. Nie ma sensu eskalować napięcia. Trzeba po prostu wrzód przeciąć i koniec - uważa Szelągowska.

Związki zawodowe twierdzą, że mają pełne prawo do strajku, bo ważne jest referendum strajkowe przeprowadzone wiosną. Zarząd je podważa, ale sąd wypowie się w tej sprawie dopiero w listopadzie.

(mpw)