Jest śledztwo w sprawie podejrzeń fikcyjnego delegowania do zarządu PZU Życie byłego szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego Ernesta Bejdy - dowiedział się reporter RMF FM Krzysztof Zasada. Tajne zawiadomienie w tej sprawie skierowało w grudniu 2025 r. do prokuratury obecne kierownictwo CBA.
- Śledczy badają kontrowersyjne delegowanie Ernesta Bejdy, byłego szefa CBA, do zarządu PZU Życie. Podejrzewają, że mogło dojść do przekroczenia uprawnień.
- To jest złamanie wszelkich norm, także prawnych. Budzi wielki niesmak - tak sprawę Bejdy komentuje w RMF FM były szef CBA Paweł Wojtunik.
- Więcej informacji z kraju i ze świata znajdziesz na rmf24.pl
Jak udało się dowiedzieć reporterowi RMF FM, obecny szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego twierdzi, że Ernest Bejda, a także jego następca - Andrzej Stróżny powinni odpowiadać za przekroczenie uprawnień w celu osiągnięcia korzyści. Chodzi o artykuł 231 paragraf 2 Kodeksu Karnego, zaliczany do katalogu przestępstw korupcyjnych.
Za czasów rządów PiS Andrzej Stróżny podpisał delegację Ernesta Bejdy do zarządu ubezpieczyciela. Według obecnego kierownictwa tej służby - delegowanie było fikcyjne. Bejda po odejściu ze stanowiska szefa CBA nie wypełniał żadnych zadań w państwowej spółce, a chodzić miało o uzyskanie "wysługi lat", która dawałaby mu uprawnienia emerytalne.
Zawiadomienie obecnego szefa Biura najpierw trafiło do Prokuratury Regionalnej w Warszawie, która przekazała je warszawskiej Prokuraturze Okręgowej. Ta włączyła zawiadomienie do trwającego już śledztwa w sprawie nieprawidłowości w CBA.
Jak ustalił reporter RMF FM, grudniowe zawiadomienie dotyczy "możliwości popełnienia przestępstwa przy zatrudnianiu funkcjonariuszy i pracowników Biura oraz realizacji przez nich zadań w latach 2016-2023".
Statutowe organy spółki nie wiedziały o delegowaniu Ernesta Bejdy na stanowisko w PZU Życie jako funkcjonariusza Centralnego Biura Antykorupcyjnego - informuje biuro prasowe PZU.
Sprawa delegowania przez CBA Ernesta Bejdy do zarządu spółki była tajemnicą na pewno dla ówczesnej Rady Nadzorczej ubezpieczyciela. Jak się nieoficjalnie dowiedział reporter RMF FM, w archiwum udało się znaleźć porozumienie podpisane przez prezes PZU z Andrzejem Stróżnym, ówczesnym szefem CBA, o delegowaniu Bejdy do spółki.
Delegowanie nastąpiło kolejnego dnia po tym, jak Bejda odszedł z fotela szefa Biura. Stanowisko opuścił po skandalu z kasjerką, która wyniosła z Biura blisko 10 milionów złotych.
Jak twierdzą rozmówcy RMF FM, takie delegowanie byłoby kontrowersyjne. Nie wiadomo, jakie zadania jako funkcjonariusz CBA miałby do wykonania na stanowisku prezesa i w czyim imieniu podejmowałby decyzje w tej giełdowej spółce. Poza tym - na co zwracają uwagę nasi rozmówcy - Bejda miałby pełen dostęp do wrażliwych danych klientów ubezpieczyciela. Rodzić to może pytania o to, czy CBA także te informacje mogło pozyskiwać, a jeśli tak, w jakim celu.
Wiadomo też, że spółki Skarbu Państwa zabezpiecza Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, a więc konkurencyjna służba specjalna.
Ernest Bejda odpowiadał za przestrzeganie procedur antykorupcyjnych w PZU - przekazał RMF FM Mariusz Kamiński. W ten sposób były minister koordynator specsłużb w rządzie PiS odpowiedział na pytanie, jakie zadania w zarządzie ubezpieczyciela pełnił delegowany tam były szef CBA.
Mariusz Kamiński nie powiedział wprost, czy wiedział o delegowaniu Bejdy. Jednak z jego wypowiedzi o zadaniach dotyczących "przestrzegania procedur antykorupcyjnych" wynika, że miał takie informacje.
To były stricte merytoryczne działania. Myślę, że z dużym powodzeniem to robił i przyczynił się do wielkiego sukcesu PZU w tamtym czasie - przekonywał Kamiński. Sugerował jednocześnie, że te zadania nie zostały zlecone przez CBA, a przez ubezpieczyciela.
Miał do wykonania zadania takie, jak powierzył mu zarząd spółki - stwierdził.
Gdy nasz reporter zwrócił uwagę, że Bejdę delegował ówczesny szef CBA, Kamiński odparł: "Ja nie byłem szefem CBA, nie mogę mówić o sprawach niejawnych. Z całą pewnością chcę powiedzieć, że Ernest Bejda był mocnym członkiem tego zespołu".
To historia pokazująca cynizm, cwaniactwo i kierowanie się niskimi pobudkami materialnymi - ocenił w rozmowie z RMF FM Paweł Wojtunik. Tak były szef CBA skomentował śledztwo w sprawie podejrzeń fikcyjnego delegowania do zarządu PZU Życie Ernesta Bejdy - byłego szefa Biura z czasów rządów PiS.
Według Wojtunika mamy do czynienia z niebywałą sytuacją. Przez wiele lat, gdy dowodził CBA, nie pamięta delegowania do spółki Skarbu Państwa czynnego funkcjonariusza.
Delegowanie jakiegokolwiek funkcjonariusza CBA do służby poza strukturami Biura musi się wiązać ściśle z zadaniami ustawowymi realizowanymi przez CBA. Nie widzę tutaj jakiegokolwiek takiego zadania - mówił Paweł Wojtunik. Był delegowany jako funkcjonariusz czy tajny agent pod przykryciem? To jest złamanie wszelkich norm, także prawnych. Budzi wielki niesmak - dodał Wojtunik.
Były szef CBA podejrzewa - podobnie jak obecne szefostwo Biura - że prawdziwym powodem delegacji mogło być pozostanie w służbie po odejściu ze stanowiska szefa CBA w celu uzyskania ciągłości zatrudnienia, by nabyć prawa do korzystania z preferencyjnego systemu emerytalnego.
Ernest Bejda nie odpowiedział na nasze pytania zadane drogą mailową.


