Władze Sanoka nie umorzą Autosanowi 1,3 mln złotych długu. Domagali się tego pracownicy przedsiębiorstwa, którzy protestowali na ulicach miasta w obronie zakładu. Autosan jest w tej chwili w stanie upadłości.

Cały Sanok w obronie Autosanu

Pół tysiąca osób protestuje w Sanoku w obronie Autosanu. O upadłości zakładu zdecydował sąd. Losy pracowników i firmy są teraz w rękach syndyka. W proteście uczestniczą nie tylko pracownicy, ale też mieszkańcy miasta oraz piłkarze i kibice Stali Sanok. czytaj więcej

Burmistrz Sanoka tłumaczył w rozmowie z reporterem RMF FM Maciejem Grzybem, że na anulowanie firmie długu nie pozwalają przepisy, a poza tym miasta nie stać na taki gest. Wojciech Blecharczyk podkreślał przy tym, że Autosan ma szanse na wznowienie produkcji i odbicie się od dna.

Żadnego scenariusza negatywnego przede wszystkim dla Autosanu nie mam. Moją rolą jest szukanie inwestora, moją rolą jest szukanie nowych rynków zbytu dla produktów i nowych miejsc pracy - mówił Blecharczyk. Dlatego władze Sanoka rozpoczęły już negocjacje z właścicielami innych firm na temat możliwości przejęcia zwalnianych z Autosanu pracowników.

"Zapraszają mnie na obiad. Jak zapłacę rachunki, to brakuje na jedzenie"

Pół tysiąca ludzi protestowało w środę w Sanoku w obronie Autosanu. Na ręce burmistrza złożyli petycję wzywającą do pomocy w ratowaniu tej jednej z największych w mieście firm. Oczekujemy od burmistrza, że umorzy podatek w wysokości miliona 300 tysięcy złotych. To podatek od nieruchomości. Zgłosił to do komornika i odebrał nam w ten sposób szanse na jakiekolwiek pieniądze, a wiadomo, że ludzie nie mają pieniędzy od połowy sierpnia - mówili protestujący naszemu reporterowi.

W tej chwili Autosan jest winny swoim pracownikom 2,5 miliona złotych. Ludzie nie mają pieniędzy na opłaty, książki czy ubrania dla dzieci. Niektórym nie wystarcza już nawet na jedzenie. Zapraszają mnie na obiad. Mnie i moją rodzinę. Jedna mama, druga mama... Przykre to jest, ale jak zapłacę rachunki, to brakuje na jedzenie. Dobrze, że z córką mieszkam. Mąż też nie pracuje. Pracował kiedyś w Autosanie. Nie chcę dalej mówić, bo się rozryczę - usłyszał Maciej Grzyb od pracownicy sanockiego zakładu.

Nasz reporter ustalił, że syndyk wystąpił już o wypłatę zaległych pensji z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń. Pieniądze zostaną uruchomione w listopadzie.

Potrzebne są zamówienia

Wydział Gospodarczy Sądu Rejonowego w Krośnie kilka dni temu ogłosił upadłość sanockiej fabryki. Ustanowiony został też syndyk.

Ogłoszenie upadłości teoretycznie nie oznacza likwidacji zakładu, który - jeśli będą zamówienia - będzie mógł kontynuować produkcję.
Konsekwencją upadłości będą jednak zwolnienia, które rozpoczną się jeszcze w tym miesiącu. Dobra wiadomość jest natomiast taka, że syndyk zatrudni te osoby ponownie, bo chce wznowić produkcję autobusów. Tym wszystkim sceptykom, którzy mówią, że jak syndyk, to już wszystko tylko do zaorania, chcę powiedzieć: stwórzmy warunki do działania - mówi syndyk Ludwik Noworolski.

Wcześniej udało mu się uratować fabrykę maszyn w Leżajsku. Podobny sukces chce odnieść w Sanoku.