Pół tysiąca osób protestuje w Sanoku w obronie Autosanu. O upadłości zakładu zdecydował sąd. Losy pracowników i firmy są teraz w rękach syndyka. W proteście uczestniczą nie tylko pracownicy, ale też mieszkańcy miasta oraz piłkarze i kibice Stali Sanok.

Protestujący złożyli na ręce burmistrza petycję wzywającą do pomocy w ratowaniu jednej z największych sanockich firm. Oczekujemy od burmistrza, że umorzy podatek w wysokości miliona trzystu tysięcy złotych. To podatek od nieruchomości. Zgłosił to do komornika i odebrał nam w ten sposób szanse na jakiekolwiek pieniądze a wiadomo, że ludzie nie mają pieniędzy od połowy sierpnia - mówili protestujący.

Ludzie przeszli ulicami miasta w stronę Rynku oraz Urzędu Miasta. Swoim pracownikom Autosan jest winny dwa i pół miliona złotych. Pracownicy nie dostają pensji od dwóch miesięcy, czyli od sierpnia. To dla nich katastrofa. Nie mają na opłaty, pożyczają na książki, czy ubrania dla dzieci. Niektórym nie wystarcza już nawet na jedzenie. Zapraszają mnie na obiad. Mnie i moją rodzinę. Jedna mama, druga mama. Przykre to jest, ale jak zapłacę rachunki to brakuje na jedzenie. Dobrze, że z córką mieszkam. Mąż też nie pracuje. Pracował kiedyś w Autosanie. Nie chcę dalej mówić, bo się rozryczę - usłyszał nasz reporter od pracowników sanockiego zakładu.

Kilka dni temu Wydział Gospodarczy Sądu Rejonowego w Krośnie ogłosił upadłość fabryki z Sanoka. Ustanowiony został też syndyk. Ogłoszenie upadłości teoretycznie nie oznacza likwidacji zakładu, syndyk - jeśli będą zamówienia - będzie mógł kontynuować produkcję. 


We wtorek o poranku do pracy w Autosanie przyszło około 50 osób. Pracownicy upadającego zakładu znaleźli zatrudnienie m.in. przy czterech autobusach. Montują też kabiny do kilku ciężarówek. Nie jest to jednak proste, bo brakuje części, na które firma nie ma pieniędzy. W halach produkcyjnych nie ma również ogrzewania, ponieważ zakład nie płacił rachunków. Osiem, dziewięć stopni w pomieszczeniach, więc trudno jest cokolwiek robić. Ludzie chodzą na dyżury, robi się jakieś zaległe kontrakty i tyle - mówią pracownicy. Teraz wszyscy w Autosanie czekają na pierwsze ustalenia syndyka, który zdecyduje czy i jak będzie wyglądała ewentualna produkcja.

W Autosanie powstawały nie tylko autobusy, również m.in. kabiny elektromagnetyczne, czy części do szynobusów. Wniosek o upadłość zgłosił zarząd spółki 19 września. Jak napisano w wydanym wtedy oświadczeniu, nie było możliwości dalszego finansowania działań restrukturyzacyjnych. Kilka dni później Grupa Sobiesław Zasada, do której należała spółka, poinformowała o sprzedaniu za symboliczną złotówkę pakietu akcji Autosanu. 

Kiedy pieniądze?

Co dalej z sanockim Autosanem?

Pół tysiąca pracowników bez pensji i ponad 35 milionów złotych długu. Tak wygląda ikona polskiej motoryzacji, czyli sanocki Autosan. Sąd ogłosił upadłość firmy, a do zakładu wkroczył syndyk. "Jako pracownik upadającej firmy nie mam słów, wielu z nas może stracić pracę" - usłyszał... czytaj więcej

W zakładzie pracuje około pół tysiąca osób. Domagają się m.in. wypłaty zaległych pensji. Jak ustalił reporter RMF FM syndyk wystąpił o wypłatę zaległych pensji dla pracowników Autosanu z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń. Pieniądze zostaną uruchomione w listopadzie. Konsekwencją upadłości będą zwolnienia, które rozpoczną się jeszcze w tym miesiącu. Dobra wiadomość jest taka, że syndyk zatrudni te osoby ponownie, bo chce wznowić produkcję autobusów. Tym wszystkim sceptykom, którzy mówią, że jak syndyk to już wszystko tylko do zaorania, chce powiedzieć stwórzmy warunki do działania - mówi syndyk Ludwik Noworolski. Wcześniej, udało mu się uratować fabrykę maszyn w Leżajsku. 

Autosan jest jedną z najstarszych fabryk w Polsce. Istnieje od 1832 roku. Od 2001 roku firma projektowała i produkowała elementy pojazdów szynowych, zwłaszcza nadwozia szynobusów i tramwajów. Współpracowała m.in. z PESA Bydgoszcz, NEWAG z Nowego Sącza oraz z Poznańskimi Zakładami Naprawczymi Taboru Kolejowego.