Kolejny dzień poszukiwań mężczyzny, który wczoraj w Słubicach (w województwie mazowieckim) został porwany przez wodny wir. Według świadków, 35-latek pływał w Wiśle z dziesięcioletnim synem, kiedy silny prąd zaczął ich wciągać. Ojcu udało się wypchnąć dziecko bliżej brzegu, dzięki czemu chłopcu nic się nie stało. Mężczyzna został wciągnięty pod wodę i nie wypłynął.

Kolejny dzień poszukiwań mężczyzny, który wczoraj w Słubicach (w województwie mazowieckim) został porwany przez wodny wir. Według świadków, 35-latek pływał w Wiśle z dziesięcioletnim synem, kiedy silny prąd zaczął ich wciągać. Ojcu udało się wypchnąć dziecko bliżej brzegu, dzięki czemu chłopcu nic się nie stało. Mężczyzna został wciągnięty pod wodę i nie wypłynął.
zdjęcie ilustracyjne /arch. RMF FM /

Niedzielne poszukiwania mężczyzny przerwała gwałtowna burza. Od rana na miejscu były łodzie ratownicze, sześć zastępów straży pożarnej, w tym specjalistyczna grupa nurków z Warszawy.

Strażacy przeszukiwali dno Wisły przy pomocy sonaru. Służby skupiały się na poszukiwaniu ciała, bo jeśli mężczyzna - tak jak mówią świadkowie - został wciągnięty pod wodę - to po takim czasie można już zakładać, że 35-latek niestety utonął.

Ojciec i syn pływali w Wiśle w miejscu, które nie było strzeżone przez ratowników.

Od początku sierpnia w Polsce utonęło 39 osób.

APA