„Przy obecnej postawie rządu, przy tym, co dzieje się w Sejmie, (...) w kontekście tego, co działo się przez ostatnie trzy tygodnie, to moim zdaniem, to była jedyna racjonalna decyzja jaką podjęło prezydium zarządu głównego, bo to niestety nie jest jednoosobowa decyzja prezesa” - mówi w Popołudniowej rozmowie w RMF FM prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz. „Nie ma dzisiaj w kraju nikogo, kto by powiedział, że nauczyciele nie zasługują na wyższe wynagrodzenia” - uważa prezes ZNP.

Ci nauczyciele, którzy w ten strajk weszli z ramienia Związku Nauczycielstwa Polskiego (...) w ich szkołach zarządy zakładowych organizacji związkowych muszą poinformować kierownika zakładu pracy, że strajk od 6 rano w sobotę zostaje zawieszony. Można jeszcze w soboty zrobić rady klasyfikacyjne, można je zrobić też w poniedziałek i wtorek. Nie można doprowadzić do tego, że jakiś program komputerowy będzie klasyfikował dzieci  - mówi gość Marcina Zaborskiego. Na fakt zawieszenia złożyło się szereg czynników - począwszy od dzisiejszej ustawy, poprzez fakt, że od 3 tygodni nie ma zajęć. Niestety spora grupa moich koleżanek i kolegów nie żyje w próżni - zauważa związkowiec.

Związkowiec był też pytany o okrągły stół w sprawie oświaty, który ma zamiar zorganizować w czerwcu ZNP. Mamy nadzieje, że to będzie dla nas ważne wydarzenie. Zwracamy także uwagę, że pan prezydent także przez pryzmat własnej małżonki, doskonale zna naszą sytuację i zwraca uwagę na coś, co pomija pani premier Szydło - wszelkie ruchy w zakresie pensum rodzą negatywne konsekwencje nie tylko dla nas nauczycieli, ale dla dzieci - mówi gość Marcina Zaborskiego. Jeżeli ten okrągły stół będzie co do daty zdefiniowany, pan prezydent zapewne będzie pierwszym, który takie zaproszenie otrzyma - deklaruje.

Broniarz pytany o to, czy odejdzie ze stanowiska: Nie mam powodów

O tym czy Broniarz będzie prezesem decyduje tylko i wyłącznie Związek Nauczycielstwa Polskiego - mówi w Popołudniowej rozmowie w  RMF FM szef Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz i dodaje: Kampania się rozpoczęła, mamy do listopada czas na określanie nowej struktury i nowych władz - stwierdza.

Czy będzie pan kandydował na kolejną kadencję? - dopytywał Marcin Zaborski swojego gościa. Nie podjąłem jeszcze decyzji. (...) Będę pytał o to moich koleżanek i kolegów z mojej zakładowej organizacji związkowej - deklaruje.

Gość: Sławomir Broniarz

Marcin Zaborski, RMF FM: "Nie daliśmy się zastraszyć, nie daliśmy się pokonać" - tak pan mówił ogłaszając, że zawieszacie strajk, ale są media, które widzą to inaczej i piszą na przykład: Broniarz skapitulował.

Sławomir Broniarz, szef ZNP: Nie, nie mamy zamiaru kapitulować. Zwracamy uwagę na to, że przy obecnej postawie rządu i przy tym, co dzieje się w Sejmie, bo ta ustawa jest nadal procedowana, przy próbie całkowitego demontażu systemu edukacyjnego dotyczącego klasyfikowania, promowania, oceniania, ale jednocześnie w kontekście tego, co dzieje się przez 3 tygodnie, że dzieci nie chodzą do szkoły, że nie mają zajęć, że coraz więcej nauczycieli mówi: "Nie zdążymy zrealizować programu", niestety coraz więcej nauczycieli bardzo boleśnie odczuwa ten strajk w portfelach własnych. Nie wszyscy mieszkają w Warszawie i w Poznaniu, i czasem ten nauczyciel nie jest anonimowy, więc moim zdaniem to była jedyna racjonalna decyzja, jaką podjęło prezydium zarządu głównego, bo to niestety nie jest jednoosobowa decyzja prezesa. 

Ale rząd się nie ugiął. Nie dał wam tego, o co walczyliście przez ostatnie tygodnie. Powie pan, że wygraliście po kilkunastu dniach strajku? Wywalczyliście więcej niż rząd obiecał nauczycielom tuż przed strajkiem?

Zwrócę uwagę na to, że rząd w ogóle nie chciał o tym rozmawiać.

Ok, ale czy wywalczycie więcej, niż przed strajkiem rząd obiecał?

Jesteśmy przekonani, że w aspekcie formalnym to znaczy, że zrezygnowano z katastrofalnej decyzji dotyczącej oceny pracy nauczyciela, zrezygnowano z wydłużenia awansu zawodowego, to jest rzecz niezwykle istotna, bo to jest adresowane do młodych nauczycieli, a tego nie byłoby, gdyby nie ten protest. Mamy te 10 procent podwyżki od września, ale przede wszystkim to jest rzecz moim zdaniem najważniejsza: nie ma dziś w kraju nikogo, kto powiedziałby, że nauczyciele nie zasługują na wyższe wynagrodzenia, nie ma w kraju żadnego polityka, który mówiłby w kontekście choćby nadchodzących wyborów, że nie damy nauczycielom...

Solidarność mówi, że to wszystko wywalczyliśmy i bez strajku, jeszcze przed strajkiem, negocjując z rządem, i mówi tak: "To efekt skutecznych negocjacji, które prowadziła Solidarność i pragmatycznego podejścia do negocjacji".

Zwrócę uwagę na to, że to, że mamy dzisiaj taką sytuację, wynika także z faktu, że rząd, dogadując się z Solidarnością, chciał nam nauczycielom, członkom ZNP pokazać, że wy tutaj niewiele znaczycie, bo my jesteśmy w porozumieniu z Solidarnością. Ja pamiętam to gdańskie spotkanie czy wycieczki pana Dudy na Nowogrodzką, bo to spotkanie z panem premierem w Gdańsku wyglądało tak, Duda przy premierze, jakby uczeń został przyłapany przez dyrektora na paleniu papierosów. Tutaj Solidarność będąc w takim porozumieniu z rządem i dogadując się z rządem i podpisując to porozumienie, de facto zdradziła ruch związkowy i co do tego nie ma cienia wątpliwości. I my tak to traktujemy. Zdecydowanie więcej byśmy uzyskali, gdyby był pełen monolit. A dzisiaj rząd mówi: Idźcie, przyjdźcie na kolanach, podpiszcie porozumienie z Solidarnością. Nic z tego, nie podpiszemy tego porozumienia.

Panie prezesie, pan nie będzie musiał teraz stanąć w klasie przy tablicy przed uczniami, ale nauczyciele będą musieli się z tym zmierzyć. Przynajmniej dla części uczniów ci strajkujący nauczyciele będą po prostu przegranymi.

Dlaczego? Nie.

Wygrali?

Po pierwsze... Jestem absolutnie przekonany i to nawet w tych wiadomościach wybrzmiewało... Po pierwsze, potężna grupa zawodowa, do tej pory była silnie zatomizowana, jeden nauczyciel to było 10 zdań i 15 opinii. Dzisiaj mówimy wspólnym głosem. Ja wiem, że są rozczarowani, wiem, że są zawiedzeni, ale zwracam uwagę na to, że myśmy w ciągu dwóch dni potrafili zmobilizować ponad pół miliona nauczycieli. Potrafiliśmy dotrzeć do opinii publicznej...

Ale myśli pan, że ten zawieszony strajk wzmocnił autorytet nauczycieli wśród uczniów?

Zdecydowanie tak, bo on pokazał, że wbrew przekazowi rządowemu nie gramy uczniami, nie czynimy ich zakładnikami nas nauczycieli. Mówimy wyraźnie: chcemy wam pomóc, nie możemy doprowadzić do sytuacji, że nieznany wam nauczyciel będzie wystawiał wam oceny na zasadzie średniej arytmetycznej lub poprzez system komputerowy będzie was oceniał, nie mając pojęcia o waszej postawie, o waszych efektach dydaktycznych przez trzy lata.

Ale nie słyszał pan uczniów, którzy tak właśnie mówili. "Ten protest jest wymierzony przeciwko nam", "strajkujący nauczyciele nie powinni brać nas za zakładników, ponieważ my jesteśmy najmniej winni, chcemy podejść normalnie do matury i nie powtarzać roku". To nie mówił tylko rząd, to mówili też uczniowie.

I my dzisiejszą decyzją im to umożliwiamy. Ja nie neguję tego, że tacy uczniowie są. Natomiast łącznie z wczorajszym protestem, wczorajszymi rozmowami z uczniami, dzisiejszymi rozmowami z uczniami, my wiemy, że zdecydowana większość z nich, a to były apele, listy, petycje do nas, popierające nas, mówiące o tym, że system oświaty trzeba zmienić, a wszystko zaczyna się od nauczyciela. Tam nie było wskazywania na to, że ten związek jest dobry, a rząd jest zły, czy odwrotnie. Tam był apel o to, abyśmy siedli do rozmów, abyśmy zmienili tą oświatę, bo to leży w interesie nas wszystkich, i to było dla nasz rzeczą bezcenną, bo do tej pory uczniowie niestety słabo kontaktowali się ze Związkiem Nauczycielstwa Polskiego.

A propos takich apeli. Prezydencki minister Andrzej Dera był tutaj wczoraj i mówił tak: "Jeżeli będzie potrzeba, to Andrzej Duda włączy się w rozmowy na temat przyszłości polskiej oświaty". Pana zdaniem - jest taka potrzeba?

Jest taka potrzeba i wydaje mi się, że wczorajsze wypowiedzi pana prezydenta dają taką nadzieję.

Ale poprosi pan pana prezydenta, żeby był pośrednikiem pomiędzy nauczycielami a rządem?

Ja nie chcę, żeby pan prezydent był pośrednikiem, tylko żeby pan prezydent nawiązał do tego, o czym w 2008 roku rozmawialiśmy z panem śp. Lechem Kaczyńskim.

To znaczy, żeby zorganizował okrągły stół u siebie, w Pałacu Prezydenckim.

On nie musi być w Pałacu Prezydenckim, on powinien być pod auspicjami pana prezydenta, dlatego że Lecz Kaczyński miał zupełnie inną zdolność negocjacyjną, aniżeli dzisiejsza ekipa rządowa.

Ale pan prezydent zaproponował to rozwiązanie, rząd go nie przyjął.

To jest pytanie, dlaczego rząd go nie przyjął. Dlaczego rząd idzie w jakieś karykaturalny, robione ad hoc, doraźne działanie związane ze stadionem. Nagle ogłasza wielki event na Stadionie Narodowym, potem poddany totalnej krytyce, bo wszyscy sądzili, że tam będzie kilkadziesiąt tysięcy osób. Mówi "nie", będzie tylko 80. Dzisiaj otrzymuję zaproszenie od pana premiera, a wiemy, że to jest totalny chaos, totalny bałagan z tym związany.

Pan to zaproszenie premiera odrzuca? Pan nie idzie na okrągły stół?

Nie, nie idziemy. Podobnie jak cała Rada Dialogu Społecznego. Dlatego że Rada Dialogu Społecznego uznaje in gremio, że mentorem i akuszerem niejako nowego dialogu, czyli Rady Dialogu Społecznego, jest pan prezydent i chcemy ten dialog prowadzić właśnie na warunkach rady dialogu pod auspicjami pana prezydenta. 

Ok. Zaprosicie prezydenta na wasz okrągły stół, który organizujecie w czerwcu?

Jeżeli pan prezydent przyjmie nasze zaproszenie - bezwzględnie tak. Mamy nadzieje, że będzie to dla nas ważne wydarzenie. Zwracamy także uwagę, że prezydent może także przez pryzmat własnej małżonki doskonale zna naszą sytuację i zwraca uwagę na coś, co pomija pani premier Szydło. Że wszelkie ruchy w zakresie pensum rodzą negatywne konsekwencje nie tylko dla nas nauczycieli, ale dla dzieci w środowisku wiejskim i małomiasteczkowym i na tym także nam zależy.

Żeby prezydent przyjął zaproszenie, najpierw zaproszenie musi się pojawić. Zapraszacie prezydenta na okrągły stół organizowany przez ZNP?

Jeśli ten okrągły stół już będzie co do daty zdefiniowany, zapewne pan prezydent będzie pierwszym, który takie zaproszenie otrzyma.

A zaprosicie premiera Morawieckiego?

Nie ma oporów, abyśmy się kontaktowali z panem premierem, tyle tylko, że chyba pięć razy żeśmy prosili pana premiera o spotkanie. Dwa razy te zaproszenia zginęły w kancelarii premiera, natomiast na żadne zaproszenie pan premier nie zareagował. Kropla drąży skałę. Jesteśmy otwarci także na spotkanie z premierem. 

Skoro Związek Nauczycielstwa Polskiego podjął decyzję o zawieszeniu strajku, nauczyciele w szkołach muszą się temu podporządkować?

Ci nauczyciele, którzy w ten strajk weszli z ramienia ZNP, w dniu dzisiejszym i jutrzejszym mają obowiązek zarządy zakładowych organizacji strajkowych poinformować kierownika zakładu pracy, że strajk od szóstej rano w sobotę zostaje zawieszony. Wracamy do pracy. Można jeszcze w soboty zrobić rady klasyfikacyjne, można zrobić w poniedziałek, wtorek. Nie można doprowadzić do tego, że jakiś program komputerowy będzie klasyfikował dzieci i te środowiska powinny wrócić do pracy.

Ale wie pan, że nie wszystkim się to podoba. Na przykład nauczyciel z Poznania Jarosław Burchardt mówi naszemu reporterowi tak: jest to dla nas szok. Czujemy się oszukani przez każdą ze stron. I przez rząd i przez ZNP. Zostawiono nas w połowie drogi - mówi nauczyciel, który nie jest w ZNP, ale dołączył do strajku.

Ba, dołączyli do nas także członkowie Solidarności i jeśli gdzieś ten strajk był wygenerowany przez Solidarność, to decyzja należy do nich. Zwrócę uwagę na rzecz następującą: na fakt zawieszenia złożyło się szereg czynników. Począwszy od dzisiejszej ustawy, poprzez fakt, że od trzech tygodni nie ma zajęć. Niestety spora grupa moich kolegów i koleżanek nie żyje w próżni i ten ostracyzm środowiskowy i ta presja samorządu, rodziców, niestety także niektórych polityków, potężne straty materialne, także ważyły na tych decyzjach i musimy to też brać pod uwagę. Stąd dzisiejsza decyzja prezydialna.